AfryKamera w toruńskim Tumulcie – „Pegaz” z Maroka FILMY

Jeśli ktoś myśli, że kino afrykańskie opowiada tylko o lasach deszczowych, pustyniach i lwach, a jego bohaterami są wyłącznie  czarnoskórzy mężczyźni ubrani w skąpe stroje plemienne, ten bardzo mocno się myli. Tak jak myliłam się ja. Do dzisiejszego wieczora. Usprawiedliwieniem tej pomyłki może być jedynie fakt, iż filmy produkowane na czarnym kontynencie po prostu do nas nie docierają. Europę, nasiąkniętą kinem amerykańskim i wpatrzoną we własne dokonania w dziedzinie kinematografii, mało interesują obrazy z odległych części świata. Jest to dla nas egzotyka nie do ogarnięcia. A tymczasem – o czym można się przekonać podczas rozpoczętego dziś Ósmego Festiwalu Filmów Afrykańskich AFRYKAMERA – język filmu jest uniwersalnym kodem, który rozumiany może być niezależnie od tego, kto się nim posługuje i do kogo jest on skierowany.

Pegaz – pierwszy film, który udało mi się obejrzeć właśnie dziś – jest dziełem marokańskiego reżysera, Mohameda Mouftakira. Opowiada on historię zgwałconej dziewczyny, przebywającej obecnie w obskurnym szpitalu psychiatrycznym. Szczegóły jej dramatu są jednak niejasne, podobnie jak niejasna staje się z czasem fabuła filmu. Przeważa w niej bowiem konwencja oniryczna. Dziewczyna ucieka w senne urojenia i do końca nie wiemy, co jest rzeczywistością, a co projekcją skrzywdzonego umysłu. Zabieg może wydawać się znajomy i banalny, jednak mimo to kolejne wskazówki dawane nam przez reżysera intrygują widza i gdy ten już jest przekonany o tym, że rozgryzł zamysł fabularny, nagle zostaje zbity z tropu i zawrócony do punktu wyjścia. Treść filmu nie ogranicza się jednak tylko do formalnej gry z odbiorcą. Reżyser stawia przed nami konkretny problem: pokazuje mianowicie negatywny wpływ uwarunkowań kulturowych na jednostkę. Nie mogę zbyt wiele na ten temat napisać, żeby nie zdradzić szczegółów, które powinno się poznać dopiero podczas oglądania obrazu Mouftakira. Mogę jedynie stwierdzić, że choć wydaje się nam, że ludzie wychowywani w danej kulturze godzą się na każdy jej przejaw, to w rzeczywistości wcale tak nie musi być. A brak syna w rodzinie, o której mówi historia Pegaza, jest dramatem nie tylko dla ojca, ale także pozostawia głęboki ślad w psychice innego członka rodziny – niechcianego i nieakceptowanego.
Film marokańskiego reżysera to obraz statyczny i kameralny, osadzony w ograniczonej, chwilami nawet klaustrofobicznej przestrzeni. Zdjęciom, utrzymanym w dwojakiej kolorystyce: zimnej szarości oraz ciepłego brązu – towarzyszy niepokojąca – wyraźnie słyszalna muzyka, która pojawia się po to, by zwiększyć napięcie sceny lub by podkreślić, że właśnie w tej chwili dzieje się coś istotnego. 
Pegaz może nie jest to dziełem wybitnym, jednak ze względu na kraj pochodzenia warto je zobaczyć i po raz kolejny – choć w innej scenerii – przekonać się, że ludzkie problemy są uniwersalne, niezależnie od kultury czy języka, w jakim się o nich mówi.

Dodaj komentarz