Wywiad z pianistą Aleksandrem Dębiczem (płyta „Cinematic Piano”) Muzyka filmowa, Spotkania

Aleksander Dębicz26 maja 2015 roku w Centrum Kultury Dwór Artusa w Toruniu miał miejsce koncert promujący debiutancką płytę Aleksandra Dębicza Cinematic Piano. Utwory młodego artysty zainspirowane zostały zarówno twórczością kompozytorów muzyki filmowej, jak i samymi filmami. Jak sam twierdzi, tworząc swoje kompozycje, chciał „przelać specyficzny rodzaj filmowej emocji na język muzyki fortepianowej”. Tuż po koncercie udało mi się zamienić kilka słów z bohaterem wieczoru.

A.J.: Twoja trasa koncertowa Cinematic Piano trwa. Którym przystankiem na tej drodze jest Toruń?

A.D.: Droga z Cinematic Piano dopiero się zaczyna. To jest trzeci występ. Wcześniej zagrałem w Warszawie i w Nieborowie. Szczególnie ten ostatni okazał się bardzo przyjemnym, plenerowym koncertem, z zaskakująco liczną publicznością.

A.J.: Jak się czujesz podczas występów na scenie?

A.D.: Każdy koncert jest czymś innym, nigdy nie gra się go dokładnie tak samo. Uwielbiam koncertować, ponieważ lubię kontakt z publicznością. A ponieważ w moim materiale muzycznym obecne są elementy improwizacji, to tym bardziej występy różnią się nieco od siebie. Zawsze czekam na kolejne koncerty z niecierpliwością.

A.J.: Kto zaszczepił w Tobie miłość do muzyki?

A.D.: Nie pochodzę z rodziny „muzycznej”, jednak to właśnie pewne wydarzenie z dzieciństwa w pewien sposób wpłynęło na mój rozwój w kierunku muzyki. Moi rodzice zabrali mnie kiedyś do filharmonii. Tak mi się tam spodobało, że podobno następnego dnia bawiłem się w dyrygenta. Zainteresowałem się muzyką na poważnie. Zacząłem słuchać płyt. Bardzo mnie to elektryzowało. Moi rodzice, choć trochę tym zdziwieni, zapisali mnie najpierw na lekcje prywatne. Później już byłem pewien, że chcę pójść do szkoły muzycznej. Uczyłem się więc we Wrocławiu, a później studiowałem w Warszawie.

A.J.: Dlaczego wybrałeś fortepian?

A.D.: Fortepian to niewątpliwie instrument, który daje wiele możliwości. Najwięcej w nim można pokazać, jest harmonicznie bogaty, barwny. Jest jakby całą orkiestrą zamkniętą w jednym miejscu.

A.J.: Czy myślałeś o tym, by stworzyć partyturę również na inne instrumenty?

A.D.: Nie, dlatego że ja przede wszystkim czuję się pianistą. Owszem, zdarza mi się coś skomponować. Uważam jednak, że kompozytor to jest ktoś, kto ma warsztat, pozwalający mu komponować na duże składy, w każdym stylu. Ja się w tym nie kształciłem, choć nie wykluczam, że się będę kształcił. Przede wszystkim jednak skupiam się na działalności pianistycznej. Kompozycje wynikają z improwizacji, potem je konkretyzuję. W utworach zawartych na płycie Cinematic Piano wyrażam swój zachwyt nad muzyką filmową. Moją fascynację przelewam jednak specjalnie właśnie na język muzyki fortepianowej. To jest mój język i to mnie najbardziej interesuje.

A.J.: Na płycie faktycznie słychać te inspiracje. Napisałeś muzyczny list do Alexandre’a Desplata oraz Thomasa Newmana, pojawia się nawiązanie do muzyki Jana A.P. Kaczmarka z Marzyciela. Jacy inni kompozytorzy w znaczny sposób wpływają na Twoją muzykę?

A.D.: Wszystko, czego słucham, ma na mnie jakiś wpływ. Jeśli chodzi o płytę Cinematic Piano, to odwołuję się wprost do Desplata i Newmana, ale myślę, że wielu słuchaczy odnajdzie tu również innych kompozytorów: Johna Williamsa, Jamesa Newtona Howarda. Ja z pewnych nawiązań zdałem sobie sprawę dopiero po nagraniu płyty. To są rzeczy, które istnieją gdzieś w mojej głowie. Nie nawiązywałem do innych kompozytorów intencjonalnie, poza tymi dwoma utworami, wskazującymi na konkretnych artystów, Desplata i Newmana.

A.J.: W 2013 roku wziąłeś udział w konkursie Transatlantyk Instant Composition Contest w Poznaniu. Polegał on na tym, aby zaimprowizować muzykę do filmu widzianego po raz pierwszy, na żywo. Czy pamiętasz, jakie obrazy miałeś zilustrować muzycznie?

A.D.: To były dwie animacje. Pierwsza nie była aż tak trudna. Dzieliła się na trzy wyraźne segmenty, które wystarczyło zilustrować odpowiednim nastrojem. Trzeba było się po prostu wczuć w charakter scen. Natomiast druga animacja była trudniejsza. Operowała zmieniającą się dynamicznie akcją i oczywiście wymagało to od kompozytora szybkiego refleksu.

A.J.: Czego od uczestników wymaga taki konkurs? Nie jest to przecież typowa sytuacja dla kompozytora. Trzeba usiąść przed ekranem i fortepianem i zacząć grać muzykę do obrazów, które poznaje się na bieżąco.

A.D.: To jest trochę kwestia instynktu, refleksu, ale też umiejętności operowania różnymi nastrojami. To nie jest tak, że do tego konkursu nie można się przygotować, poćwiczyć. Ja włączałem losowo mnóstwo filmów na you tube, wyciszałem głos i natychmiast starałem się grać nastroje, melodie, które pasowały do tego, co widziałem. Oczywiście nie da się tak przygotować, żeby ułożyć konkretną kompozycję i potem ją zastosować podczas konkursu, bo to jest ślepa uliczka. To nigdy się nie sprawdzi, ponieważ każdy film ma swój rytm, swoją specyfikę. Takiej wprawy jednak można nabyć. A ponieważ ja zawsze improwizowałem, i to właśnie w filmowym stylu, to ten konkurs był dla mnie czymś naturalnym.

A.J.: Jak myślisz, skąd bierze się wzrost popularności muzyki filmowej w ostatnich latach? Widać, że coraz więcej osób słucha tego typu muzyki, organizowane są coraz częściej koncerty, kompozytorzy stają się coraz bardziej popularni, nawet powstała radiowa lista przebojów muzyki filmowej.

 A.D.: Myślę, że dzieje się tak, ponieważ ta muzyka jest po prostu komunikatywna, zrozumiała dla słuchaczy. Dziś w muzyce filmowej bardzo dużo się dzieje. To jest gatunek bardzo prężnie rozwijający się, dlatego że jest naturalny. Kiedyś komponowano na okazje liturgiczne, do opery, do baletu, na zamówienia dworów z jakiejś określonej okazji. Teraz zamiast tego mamy film. I to jest naturalne. To, co robi kompozytor, jest ściśle powiązane z fabułą. Używa on środków muzycznego wyrazu nie po to, żeby się popisać, ale po to, żeby coś konkretnego powiedzieć. W muzyce filmowej, tak jak wszędzie, jest oczywiście dzisiaj dużo tandety. Warto jednak szukać bardziej wyrafinowanych kompozycji, których istnieje wiele. Cieszę się, że coraz więcej słuchaczy to odkrywa. Tą płytą chciałem właśnie zachęcić odbiorców do słuchania muzyki filmowej. Z kolei słuchaczy tego gatunku chciałem skłonić do zainteresowania się muzyką klasyczną. Operuję bowiem językiem wziętym właśnie z muzyki klasycznej.

A.J.: Co sądzisz o koncertach muzyki filmowej? W zeszłym roku w Krakowie podczas konferencji prasowej z udziałem Hansa Zimmera, Dario Marianellego i Elliota Goldenthala kompozytorzy bardzo pozytywnie ocenili to zjawisko, które coraz częściej jest obecne w życiu kulturalnym. Zimmer dodał jednak, że bardziej interesujące są koncerty kameralne. Można podczas nich stworzyć intymną atmosferę, tak niezbędną przy odbiorze tego typu muzyki. Masowe koncerty nie mają tego subtelnego charakteru i niezwykły klimat gdzieś się zatraca.

A.D.: To jest chyba kwestia upodobań. Przyznam się, że mam problem z koncertami muzyki filmowej w ogóle. Coś jest w tej muzyce, przy całym jej uwielbieniu, że jak słucham jej w rzeczywistości koncertowej, to czegoś mi brakuje. Dziwnie się czuję. Mam wrażenie, że nie jest to muzyka koncertowa. Zdarzają się jednak i takie koncerty, podczas których wykonywane są suity specjalnie przygotowane na tę okazję, dostosowywane do rzeczywistości koncertowej. Zmienia się wtedy forma utworów, jest bardziej konkretna, zwarta. Poza tym wiele zależy też od wykonania. Niestety nie byłem na tych głośniejszych koncertach w Krakowie, ale słyszałem – i to od ludzi, którym bardzo ufam – że były to fantastyczne produkcje, brawurowo wykonane i przygotowane od strony dźwiękowej i nagłośnienia. Robiło to ogromne wrażenie. Ostatnio oglądałem koncert muzyki Johna Williamsa w Walt Disney Concert Hall na DVD i to było niesamowite. Program łączył muzykę filmową z autonomicznymi utworami kompozytora. To, co widziałem i słyszałem, potwierdziło fakt, że świetnie słucha się kompozycji, w których jest treść, w których dużo się dzieje w warstwie czysto muzycznej. U Williamsa brzmienie jest bardzo bogate. Niepotrzebny jest tu obraz. To wszystko zależy od jakości i typu muzyki.

A.J.: Jaka ścieżka dźwiękowa zrobiła na Tobie ostatnio największe wrażenie?

A.D.: Uwielbiam muzykę z filmu Hotel Marigold Thomasa Newmana. Pierwszą część filmu obejrzałem wyłącznie ze względu na muzykę, tak samo zrobię pewnie z najnowszym obrazem. Kompozycje Newmana są oryginalne brzmieniowo. Pojawiają się tu charakterystyczne dla artysty rozwiązania, ale jest w nich coś kojącego. Spektrum brzmienia jest szerokie, dużo się dzieje w warstwie motywicznej, jest bogata faktura. Bardzo mnie to fascynuje. To jest właśnie przykład soundtracku Thomasa Newmana, który bardzo odpowiada.

A.J.: Dziękuję za rozmowę.

Polecam recenzję płyty Cinematic Piano.

_____________________________________

Twitter: @klubfilmowy
_____________________________________

Dodaj komentarz