Arkadiusz Tomiak w Tumulcie Kreacja obrazu, Spotkania

Arkadiusz Tomiak, gość warsztatów „Jak patrzeć, żeby zobaczyć?”, organizowanych przez Fundację Tumult w Toruniu, jest autorem zdjęć do takich  filmów jak Żurek, Symetria, Palimpsest, Enen, Kołysanka, Daas czy Obława. Podczas finałowego spotkania, 19 czerwca, ten ostatni obraz, prezentowany do tej pory jedynie na tegorocznym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni (zdobył na nim 4 nagrody), został pokazany we fragmentach i zrobił na nas ogromne wrażenie. Ale zacznijmy od początku…

Operator filmowy, nominowany do tak znaczących nagród jak Złota Żaba, Złota Kaczka czy Orzeł, jest tak naprawdę zwyczajnym, skromnym, ale znającym swoją wartość filmowcem. Nie jest jego żywiołem wykład teoretyczny – o czym mogliśmy się przekonać na spotkaniu. Jednak jego opowieści z planów filmowych o znanych producentach, reżyserach, aktorach i współpracy z nimi słuchaliśmy z zapartym tchem. Po raz pierwszy miałam okazję spotkać się z człowiekiem, który na co dzień zajmuje się kręceniem filmów. Domyślałam się, że ta praca może być ciekawa, ale dopiero historie z życia wzięte uświadomiły mi, jak fascynujące może być kreowanie świata za pomocą ruchu, obrazu, światła i dźwięku.

Największe zainteresowanie wzbudził pan Arkadiusz krótką prezentacją, w której pokazał różnice między obrazem pochodzącym bezpośrednio z planu filmowego a jego wersją przekształconą cyfrowo. „Wyczyszczone” linie elektryczne, których było zbyt wiele w kadrze, dodane cyfrowo błyski z karabinów, odpryski z pnia podczas strzałów, sztuczne światło imitujące blask słońca (w scenie, która kręcona była po zachodzie) oraz filtr koloru nałożony na cały obraz – wszystko to pozwoliło nam odkryć, jak wiele szczegółów trzeba dopracować, jak wiele zabiegów trzeba wykonać, aby wygląd scen był zgodny z wizją twórców.

Sekwencje, o których wspominam, pochodziły z filmu Obława Marcina Krzyształowicza z Marcinem Dorocińskim i Maciejem Stuhrem w rolach głównych. Obraz dopiero trafi do polskich kin i jestem pewna, że będzie o nim głośno, nie tylko ze względu na tematykę i świetną kreację Stuhra, ale również z powodu niezwykłych zdjęć Arkadiusza Tomiaka. Sceny toczące się w lesie przywodziły na myśl więzienną celę, której ściany nie były wykonane z betonu ani krat, tylko z szarych pni drzew, przybierających dzięki nałożonemu filtrowi kolor metaliczny. Do tego mgła i smugi światła – raz naturalnego, a raz sztucznego – wszystkie te elementy złożyły się na serię wspaniałych zdjęć.

Na koniec warsztatów mieliśmy okazję obejrzeć przyniesione przez pana Arkadiusza scenopisy. Były tam między innymi ręcznie wykonane rysunki wskazujące miejsce i pozycję kamery w danej scenie oraz rozrysowane kadry, ujmujące wszystkie elementy na planie filmowym. Te grube tomy, pełne rysunków, strzałek i fachowych pojęć, przypominały komiks. Prosta rzecz, ale tylko z pozoru. Przeciętny widz nie zastanawia się nad tym, dlaczego w danym ujęciu oświetlona jest tylko twarz bohatera, drugi plan jest nieostry, a całość utrzymana jest w odcieniach zimnej niebieskiej barwy – poza jaskrawoczerwoną plamą na chodniku. Ten sam widz nie jest świadomy, ile godzin trwały rozmowy między scenarzystą, reżyserem i operatorem na temat sposobu nakręcenia tego fragmentu – być może kluczowego dla całej historii. I nie zamierzam tu pomniejszać wagi odbiorcy. Przecież wszystkie starania filmowców mają na celu zadowolenie widza. Myślę jednak, że warto czasem uważniej przyjrzeć się wybranemu filmowi i spojrzeć na niego z innej strony: co zrobił operator, abym tę scenę odbierała jako pełną radości i entuzjazmu? jakimi środkami osiągnął wrażenie pustki w kadrze? itd.

Warsztaty „Jak patrzeć, żeby zobaczyć?” uważam za bardzo wartościowe. Były one intensywne, jednak nie czuję się po nich znawcą filmowym. Nie to było ich celem. Pozwoliły mi spojrzeć na dzieło filmowe w sposób zupełnie inny. Sprowokowały wiele pytań, na które teraz muszę szukać odpowiedzi. I chyba właśnie na tym polega nauka: znajduję jedno, by szukać dalej… A produkcje, do których zdjęcia wykonywał Arkadiusz Tomiak, będę miała teraz szczególnie na uwadze. I choć fabuła filmu Daas z Andrzejem Chyrą nie zrobiła na mnie wrażenia, to przyznaję, że zdjęcia – mimo że nieco płaskie – nadają obrazowi wyjątkową atmosferę.

A oto miła pamiątka z tego spotkania 🙂

Recent Comments

  1. Anonymous

    Aniu, świetny pomysł z utworzeniem tej strony. Świetne tło, prosty, jasny design. Piszesz ciekawie.
    Ten opis prezentacji pana Arkadiusza Tomiaka podczas warsztatów brzmi zjawiskowo. Bardzo mi się podoba. Tak trzymaj.
    Pozdrawiam
    Barbara Sękowska-Reinke

Dodaj komentarz