Fenomen serialu „Sherlock” (BBC) – sezon 1. i 2. FILMY

SherlockZa co kocham Wielką Brytanię? Za Williama Szekspira, za Elizabeth Bennet, za niepowtarzalny akcent, za chłodną powściągliwość – i za serial BBC pt. Sherlock

Powieści i opowiadania Arthura Conana Doyle’a kilkakrotnie przenoszono na ekran – nie zawsze były to filmy warte uwagi. Najnowsze trzy próby, realizowane niemalże równocześnie, pokazały, na ile różnych sposobów można przestawiać losy jednego z najsłynniejszych detektywów w dziejach Europy. Amerykańska produkcja kinowa pt. Sherlock Holmes z Robertem Downey’em Jr. i Judem Law (podobno właśnie powstaje trzecia część) oraz telewizyjna pt. Elementary z Jonnym Lee Millerem i Lucy Liu w roli Joan Watson (!) po raz kolejny pokazały, że za filmowe adaptacje prozy brytyjskiej powinni się zabierać wyłącznie Brytyjczycy. Dowodem na to jest serial Sherlock, którego trzeci sezon właśnie przybywa do Polski.

Twórcy serii, Steven Moffat i Mark Gatiss, wpadli na oryginalny i dość ryzykowny pomysł. Przenieśli akcję utworów Doyle’a do współczesnego Londynu. Takie zabiegi nie zawsze są przyjmowane przez widzów z aprobatą. Tym razem jednak ryzyko się opłaciło – Sherlock bije rekordy popularności nie tylko w swojej ojczyźnie, ale również na Kontynencie. Holmes, który do tej pory jeździł dorożką, pisał tradycyjne listy i korzystał ze szkodliwych dla zdrowia używek, dziś jeździ taksówką, wysyła sms-y i nosi plastry nikotynowe. John Watson nadal jest weteranem wojny w Afganistanie, tyle że nie z roku 1878, a z początku XXI wieku, nadal wiernie spisuje dokonania detektywa z Baker Street 221B, ale nie w kronice, lecz na blogu i niezmiennie wykazuje się anielską cierpliwością, znosząc dzielnie coraz to nowe dziwactwa swojego przyjaciela.

Odtwórca głównej roli, Benedict Cumberbatch, nadał postaci detektywa oryginalną prezencję, wyrazisty i wielowymiarowy charakter oraz tę trudną do nazwania cechę, która sprawiła, że Holmes w jego wykonaniu stał się w krótkim czasie jednym z najpopularniejszych bohaterów filmowych ostatnich lat. Sherlock budzi podziw, uznanie, jest niezwykle inteligentny i spostrzegawczy, dowcipny i (rzadko) serdeczny, a jednocześnie w swoim egocentryzmie potrafi być irytujący, arogancki, brutalny i (często) pozbawiony zdolności empatii. Nazywa siebie socjopatą i trzeba się z nim w tej kwestii zgodzić. Nie umie funkcjonować w społeczeństwie jak inni mieszkańcy Londynu. Sensem jego życia jest bowiem rozwiązywanie zagadek zbrodni. Ogromną radość sprawia mu więc każda kolejna informacja o kradzieży czy morderstwie. Cumberbatch w przekonujący sposób łączy te sprzeczności i z naturalną swobodą kreuje bohatera, którego w jednej chwili kochamy, by w drugiej chwili go znienawidzić (choć nie na długo).

Martin Freemann (serialowy doktor John Watson) doskonale odnajduje się w towarzystwie kolegi. I choć gra postać, która stoi w cieniu sławnego detektywa (w przenośni i dosłownie – panowie różnią się wzrostem o ok. 20 cm), to jednak sprawia, że przywiązujemy się bardzo do jego bohatera – trochę nieśmiałego, zagubionego, a zarazem odważnego, sprytnego i umiejącego w trudnych sytuacjach przemówić przyjacielowi do rozsądku.

Ten aktorski duet jest głównym filarem, na którym opiera się sukces serialu. Relacje między przyjaciółmi – chwilami celowo niejednoznaczne – intrygują i bawią jednocześnie. Dodać trzeba również, że jak na prawdziwego detektywa przystało, Sherlock ma godnego wroga. I tutaj znowu wybór odtwórcy roli czarnego charakteru świadczy o świetnej intuicji ludzi od doboru obsady. Irlandzki aktor Andrew Scott stworzył postać niepozorną; jako Jim Moriarty jest o tyle niebezpieczny, że nie spodziewamy się niczego złego po człowieku o takim wyglądzie i tak łagodnym głosie (za tę rolę otrzymał nagrodę BAFTA). Mamy już więc trio, do którego należałoby dodać jeszcze kilka postaci – wszystkie razem tworzą grupę bohaterów charakterystycznych, w różny sposób odnoszących się do głównej postaci: starszy brat Mycroft (grany przez Marka Gatissa, twórcę i scenarzystę serialu), opiekuńcza pani Hudson, sceptyczny policjant Anderson, beznadziejnie zakochana Molly Hooper, bezradny inspektor Lestrade czy zafascynowana osobowością Holmesa (z wzajemnością) Irene Adler.

Drugim ważnym elementem, dzięki któremu produkcja telewizyjna przyciąga widzów, jest błyskotliwie skonstruowany scenariusz. Każdy odcinek opiera się na historiach zawartych w tekstach Doyle’a. Poza przeniesieniem akcji w czasy współczesne, scenarzyści dokonują zmian, rozbudowując postaci i wydarzenia, łącząc wątki z różnych opowiadań i powieści i dopisując swoje pomysły. Efektem takiego działania jest świetnie zbudowana i spójna fabuła, dowcipne i wciągające dialogi oraz przekonująca kreacja bohaterów.

O każdym z trzech póltoragodzinnych epizodów w serii można by pisać osobno. Zostawię sobie jednak tę przyjemność na później. Na razie jestem pod wrażeniem pierwszej części trzeciego sezonu. Sposób, w jaki autorzy odcinka (Pusty karawan) rozwinęli mało porywające, kilkustronicowe opowiadanie Doyle’a (The adventure of the empty house), zasługuje na podziw. Ale o tym opowiem już kiedy indziej…

Recent Comments

  1. Film Planeta

    Patryk, a już martwiłem się, że jestem jedynym, który jeszcze nie widział Sherlocka (a przecież oglądam chyba wszystkie możliwe seriale! :P). Ania, Twoja recenzja całkowicie mnie kupiła 🙂

  2. Klaudia

    Po tej recenzji chyba wreszcie przestanę odkładać oglądanie tego serialu na „potem” i wreszcie obejrzę. Wspaniała recenzja 🙂

Dodaj komentarz