FILMY

FENOMENALNA KREACJA CZARNEGO CHARAKTERU – CUMBERBATCH JAKO KHAN

BenedictCumberbacthStarTrekIntoDarkness1_0

Nigdy nie potrafiłam zachwycić się serialem Star Trek ani poprzednimi produkcjami kinowymi opartymi na telewizyjnej serii. Nie potrafię wskazać, który aktor odgrywał rolę kapitana Kirka ani jakie planety i rasy odwiedzili gwiezdni podróżnicy w poszczególnych sezonach. Niewielkie wrażenie zrobił też na mnie pierwszy film J.J. Abramsa z 2009 roku. Jednak najnowsza część historii o załodze statku Enterprise pt. Star Trek: Into Darkness ma w sobie dwa elementy, które sprawiły, że nie mogę się od tego filmu uwolnić: muzykę Michaela Giacchino oraz postać Khana graną przez Benedicta Cumberbatcha.

Muzyka Michaela Giacchino to monumentalna i porywająca ilustracja kosmicznych bitew oraz świetnie zaaranżowany temat postaci Johna Harrisona. Sprawiają one, że obraz zyskuje jeszcze głębszą przestrzeń, a dramatyczny wątek Khana staje się niejednoznaczny. Główny zaś motyw muzyczny filmu (Star Trek Main Theme) zapadł mi szczególnie w pamięci ze względu na fenomenalne wykonanie utworu w finale koncertu z okazji jubileuszu wytwórni Varèse Sarabande na zeszłorocznym festiwalu Transatlantyk w Poznaniu. Jest to jedna z najciekawszych ścieżek dźwiękowych minionego roku.

Największe wrażenie zrobiła na mnie jednak kreacja postaci Khana w wykonaniu Benedicta Cumberbatcha. Aktor musiał zmierzyć się z utrwalonym w świadomości fanów serialu wizerunkiem kultowej postaci. I byłby to kolejny „czarny charakter” znienawidzony i szybko zapomniany przez widzów, gdyby nie mistrzowska gra Brytyjczyka. Gdy John Harrison pojawia się w kadrze zbudowanym przez J.J. Abramsa, wszystko inne traci na znaczeniu.

Szczególnym elementem kreacji postaci, na który zwracamy uwagę od samego początku, jest barwa głosu. Zanim bowiem zobaczymy bohatera, usłyszymy jego słowa wypowiadane powoli niskim, głębokim tonem budzącym zaufanie. Cumberbatch używa głosu nie tylko jako narzędzia komunikacji z innymi bohaterami – świadomie „gra” brzmieniem, intonacją, dykcją, tempem, dokładnie artykułuje głoski, akcentując istotne słowa czy sylaby. Mówi zupełnie inaczej niż pozostali bohaterowie – sposobem wypowiadania się prezentuje swoją odrębność, wyjątkowość i wyższość względem innych. Scena, w której Harrison jako więzień na statku Enterprise opowiada o swojej tragicznej przeszłości, przypomina niemalże teatralne wykonanie jednego z monologów z dramatu Szekspira. Wrażenie to potęguje statyczność kadru, zbliżenie skupione na twarzy aktora i temat wypowiedzi – doznana krzywda i pragnienie zemsty. Moment zaś, w którym bohater ujawnia swoje prawdziwe imię, jest niepowtarzalny. Zdanie: „My name is Khan” wypowiedziane zostało powoli i dobitnie, a grozę tej chwili podkreśla wyrazista ekspresja mimiki oraz wyraz oczu, świadczący o determinacji i szaleństwie, tkwiących w postaci.

Mimika jako środek aktorskiej ekspresji jest zresztą przez Cumberbatcha stosowana często, nie tylko w budowaniu roli Khana. Tu jednak pełni ona szczególną funkcję: poprzez zmianę wyrazu twarzy aktor pokazuje, jak bardzo złożoną postacią jest John Harrison. Pracownikowi archiwum jawi się jako ktoś, kto może uratować życie jego córki; żołnierzom floty ukazuje swoją bezwzględną naturę; wspominając zaś utraconą załogę poprzez wyraz twarzy zdradza, że potrafi odczuwać żal, przywiązanie i samotność. W jednej chwili łagodny uśmiech, który zjednuje mu naszą sympatię, zamienia się w przerażającą maskę zawziętości i okrucieństwa, by za moment wzruszyć nas wyrazem bezradności i bólu z powodu straty bliskich. Wyjątkowa jest ta sztuka w wykonaniu Brytyjczyka.

Obserwując sposób gry aktora, trzeba zauważyć, że przykłada on szczególną wagę do tego, w jaki sposób stoi, siedzi i porusza się. Wyprostowana, sztywna niemalże sylwetka, lekko uniesiona głowa, pewne kroki, nawet ułożenie ramion i dłoni wzdłuż ciała świadczą o opanowaniu bohatera, o jego przewadze nad pozostałymi postaciami. Postawa wyższości, jaką przyjmuje Khan, podkreślona została przez wyróżniające go spośród innych kostiumy: czarne długie płaszcze, kaptur czy stroje podkreślające siłę i mocną budowę ciała.

Moralna ocena postaci powinna być jednoznacznie negatywna. Zbrodnie dokonane w akcie zemsty nie mogą być niczym uzasadnione, tym bardziej, że dotykają nie tylko osoby odpowiedzialne za krzywdę Harrisona – cierpią także niewinni. Stary Spock, który spotkał się w przeszłości z Khanem, tak oto opisuje wroga: „Jest błyskotliwy, bezwzględny i zdolny zabić wszystkich.” Co więc sprawia, że mimo oczywistej winy staramy się za wszelką cenę tę postać usprawiedliwić?

Tu pojawia się podstawowy czynnik wpływający na naszą ocenę bohatera: motywy postępowania. Khan został wykorzystany przez Marcusa do budowy nowoczesnej broni, która bynajmniej nie miała być użyta z myślą o zaprowadzeniu ładu we wszechświecie. Część załogi Khana zginęła na rozkaz Marcusa, a kolejne 72 osoby miał czekać podobny los. Sposób, w jaki bohater opowiada o swoim cierpieniu, o zbrodniach dowódcy Floty i o jego zamiarach sprowokowania wojny sprawia, że zaczynamy przyznawać Khanowi prawo do zemsty. Harrison za wszelką cenę pragnie uratować załogę, którą traktuje jak swoją rodzinę. Mówi o tym z takim przekonaniem, że nie spotyka się ze sprzeciwem Kirka. Posługując się prawdziwymi argumentami, udaremnia plan Marcusa, nakłaniając tym samym kapitana statku Enterprise do wspólnego działania według zasady: „Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”. Okazuje się więc, że zamiary Khana są szlachetne, a oferta pomocy w sytuacji bez wyjścia jest jedynym sposobem na ocalenie. I choć całkowicie zmienia on swoje nastawienie w chwili osiągnięcia własnych celów, choć mając świadomość zbliżającej się śmierci z premedytacją wywołuje ogromną katastrofę, rozbijając swój statek w okolicy głównej kwatery dowództwa Floty, choć wykazuje się szczególnym okrucieństwem i zimnym wyrachowaniem w walce z bohaterami, którym powinniśmy życzyć dobrze – to cały czas mamy nadzieję, że jakimś sposobem Khan nie zginie. I mniej wzruszyłaby nas śmierć kapitana Kirka niż los, jaki spotyka Johna Harrisona.

Prawdziwie negatywną postacią okazuje się bowiem Marcus, który stał się przyczyną wszystkich nieszczęść i miał zamiar wywołać kolejne. Żądny wojny dowódca nie cofnął się przed niczym, by zrealizować swoje zamiary. Blado jednak wypada ta postać w porównaniu z „czarnym charakterem” stworzonym przez Benedicta Cumberbatcha. Marcus jest na wskroś zły. Zło tkwiące w postaci Khana zrodziło się z krzywdy i cierpienia. 

Czy można w takim wypadku mówić o tragizmie postaci mającym korzenie w dramatach Szekspira? Jest to być może nadużycie… Czy jednak los nie stawiał bohaterów szekspirowskich właśnie w takiej sytuacji? Zło, które ingerowało w życie wielkich królów czy wzorowych rycerzy, rozbudzało w nich najgorsze instynkty, pierwotne żądze, które tylko czekały, aby móc się rozwinąć i niszczyć nie tylko to, co dobre w bohaterach, ale również to, co dobre w ich otoczeniu.

Co zaś fascynuje nas w filmowym „czarnym charakterze” stworzonym przez Cumberbatcha? Chyba najbardziej to, że dostrzegamy dobro, które zostało kiedyś w nim brutalnie stłumione – pragniemy tę pustkę wypełnić i chcemy wierzyć, że mimo zła, jakie bohater wyrządził, będzie potrafił on wskrzesić cząstkę dawnej postaci, którą kiedyś był. To właśnie aktorska kreacja przekonuje nas do takiego spojrzenia na Khana.

Wyobrażacie sobie, aby rolę tę otrzymał ktokolwiek inny?!

Ocena: 9/10

BENEDICT CUMBERBATCH W ALEI GWIAZD W KRAKOWIE

KONCERT 35-LECIA VARÈSE SARABANDE (TRANSATLANTYK 2013)

2 komentarze

  • Emilia S

    To prawda, że Benedict wspaniale gra głosem. Zawsze uważałam, że głos dla aktora to już CO NAJMNIEJ połowa sukcesu. A do uniwersum Star Trek przemycił on też styl i klasę godne brytyjskiego dżentelmena, spowitego w ciemny płaszcz, choćby i stojącego po niewłaściwej stronie barykady.

    Film i sama postać Khana zmuszają nas do nieco głębszej zadumy nad istotą „zła”, choć sam Benedict twierdzi, że nie wierzy w dobro i zło, w bohaterów i złoczyńców. Coś w tym jest. Sami decydujemy o naszym życiu, sami dokonujemy pewnych wyborów. Życie i świat kształtują wiele osób w podobny sposób, ale to od nas zależy jaką wyniesiemy z tego naukę. Nie chcę tu nikogo wybielać czy usprawiedliwiać. Może po prostu błędem jest wiara w bajki? I tak nie mamy pojęcia jak zachowamy się w danej sytuacji. Obiektywnie rzecz biorąc myślę, iż gdybym straciła wszystko lub gdyby na szali ważyło się życie bliskich mi osób to też potrafiłabym spalić cały świat… jak Khan.

    A wracając do Benedicta… Rzeczywiście: dzisiaj trudno nam wyobrazić sobie kogokolwiek innego w roli nowego Khana. Choć wcześniej… miałam pewne wątpliwości jak też Sherlock wpasuje się w zupełnie obcy świat science-fiction. Jak widać dla niektórych nie ma rzeczy niemożliwych 🙂

  • Lidia

    Czuję się w obowiązku napisać, że jestem już po seansie. Zgadzam się z każdym słowem Twojej recenzji. Jestem pod wrażeniem tego filmu a jeszcze pod większym wrażeniem, że film o takiej tematyce może mi się podobać O Khanie Benedicta można długo pisać.. Ograniczę się z wielu powodów tylko do stwierdzenia, że to już również mój ulubiony „czarny charakter” 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.