Impresje #8 Twarz malowana cierpieniem

a single manDzwoni telefon. George siedzi w wygodnym fotelu. Ma na sobie białą koszulę z rozpiętym kołnierzykiem i ciemny sweter. Czarne oprawki okularów sugerują, że profesor właśnie coś czytał. Domyślamy się tylko, bo kamera pokazuje postać w zbliżeniu. Mężczyzna trzyma słuchawkę. Na małym palcu lewej ręki błyszczy złoty sygnet. Przyciszony głos mówi o wypadku samochodowym. Na drodze było dużo śniegu. Jim stracił kontrolę nad kierownicą. George zdejmuje okulary. Ściska je w dłoni. Zaczyna szybciej oddychać. Patrzy w jeden punkt. W oczach zaczynają pojawiać się łzy i strach. Głos staje się nienaturalny. Krótkie słowa profesora są zdawkowe: „Wypadek?”, „Czy on…?”, „Rozumiem.”, „Dziękuję.”, „Oczywiście.” Pyta o pogrzeb. O psy. Uroczystość odbędzie się tylko z udziałem rodziny. Jeden pies zginął, o drugim nic nie wiadomo. George przyjmuje te odpowiedzi w milczeniu, coraz głębiej oddychając. „Dziękuję za telefon, panie Ackerley.” Nieporadnie odkłada słuchawkę. Kamera jest teraz z prawej strony. Kadr w połowie zajmuje profil postaci, a w połowie wypełnia go nieostra, przyciemniona przestrzeń pokoju. George dotyka twarzy, opuszcza bezwładnie rękę. Błądzi wzrokiem. Porusza ustami, jakby chciał coś powiedzieć. Upuszcza okulary na ziemię. Osuwa się w fotelu. Staje się mały, bezbronny, zagubiony. Łzy coraz mocniej spływają po twarzy. Wzrok wciąż błądzi i nie może na niczym się zatrzymać. Po chwili profesor zaciska usta i wykonuje ledwo dostrzegalne ruchy głową, jakby w geście niedowierzania.

Scena pochodzi z filmu Samotny mężczyzna Toma Forda. Trwa 2 minuty i 40 sekund. Rozmowa telefoniczna zajmuje mniej więcej połowę tego czasu. Druga połowa to przejmująca cisza i… twarz Colina Firtha.

To niezwykłe, jak wiele emocji wyraża milczenie, wzrok, mimika i oddech aktora. Pojedyncze słowa wypowiadane przez bohatera są bowiem mechaniczne, konwencjonalne. Nie mają najmniejszego związku z tym, co przeżywa człowiek w chwili, w której dowiaduje się o śmierci bliskiej osoby. Uczucia te wzbierają wewnątrz z ogromną siłą, ale ciało nie jest przygotowane na tak szybką reakcję. Płuca panicznie próbują łapać powietrze, ręce opadają bezwładnie, usta drżą, oczy błądzą w przestrzeni. Tylko łzy – płynące z duszy – mówią prawdę.

Colin Firth w tej scenie jest zachwycający. Nie pozwala ani na chwilę oderwać od siebie wzroku. Jego oddech jest tak wyraźny, że my również zaczynamy szybciej oddychać. Ból, którego jeszcze nie rozumie, staje się po części naszym udziałem. Oglądając ten fragment w skupieniu i ciszy, nieświadomie zapadamy się w sobie i zaczynamy odczuwać jakiś ciężar w sercu. Tak sugestywna gra aktorska zdarza się w filmach bardzo rzadko. Przygnębiającą atmosferę podkreśla statyczność kamery, przygaszone choć ciepłe odcienie brązu i beżu oraz brak muzyki. Niejeden kompozytor wprowadziłby tu łzawy temat muzyczny, chcąc wyolbrzymić dramat, jaki przeżywa bohater. Abel Korzeniowski, choć stworzył niezwykle przejmującą kompozycję do filmu Forda, wiedział, że w takiej chwili należy zostawić widza sam na sam z żywym obrazem cierpiącego człowieka. Nie ma lepszego środka wyrazu niż twarz aktora. Genialnego aktora.

Film jest wzruszającym studium samotności i żałoby. Jest powściągliwy, wyciszony, zilustrowany pięknymi zdjęciami Eduarda Grau’a oraz wspaniałą muzyką polskiego kompozytora Abla Korzeniowskiego. Obraz nie zyskałby jednak takiego uznania, gdyby nie fenomenalna rola Colina Firtha. Nie bez przyczyny aktor otrzymał za kreację postaci George’a Falconera nagrodę BAFTA oraz nominację do Złotego Globu i Oscara.

_____________________________________

Facebook: Klub Filmowy Obraz i Dźwięk

Twitter: @klubfilmowy

____________________________________

Dodaj komentarz