Powidoki #4 – Koszmar wojny w jednym ujęciu

Atonement-FerrisWheelOpisana poniżej scena, pochodząca z filmu Pokuta Joe’go Wrighta, nakręcona została za pomocą jednego ujęcia. Od pierwszego cięcia do drugiego mija aż 5 minut. Mistrzostwo!

Piasek jest szary, podobnie jak powietrze, niebo i morze. I każdy mundur. I każda twarz. Jesteśmy na plażach Dunkierki… Robbie wraz z kolegami właśnie tu przybył. Bezskutecznie próbuje uzyskać informacje od dowódcy. Trzeba czekać. Statki zniszczone, znikąd pomocy… Robbie wciąż idzie, ani na chwilę się nie zatrzymując. Jest przemęczony, zdesperowany, jego kroki są nerwowe. Omija leżące bezładnie sprzęty. Kamera wciąż kroczy przed nim. Z zza pleców słychać rżenie koni. Potem strzał. Jeden. Drugi. Dopiero teraz widać, że jakiś żołnierz celuje do zwierząt. Padają po kolei. Ktoś mówi: It’s not right… Robbie idzie dalej. Dopiero teraz w tle pojawia się subtelne brzmienie orkiestry. Mężczyzna mija stojący na piachu statek z ogromnym napisem Lyndie London. Wciąż słychać strzały. Na maszcie siedzi żołnierz. Krzyczy: I’m coming home! Żagle zniszczone. Ktoś ćwiczy gimnastykę na koźle. W tle wolonczela. Robbie wychodzi z kadru. Teraz to my jesteśmy na plaży. Patrzymy oczami kamery. Mijamy dwie kobiety wtulone w siebie i płaczącego mężczyznę, siedzącego obok samochodu. Idziemy dalej po drewnianych schodach. Dwóch się bije. Kierujemy się w stronę tarasu, z którego dochodzi śpiew chóru. To żołnierze. Śpiewają pieśń. Melodia, którą wykonują, splata się na moment z linią melodyczną dochodzącą spoza ekranu. Kamera okrąża grupę żołnierzy. Przyglądamy się ich twarzom. Są brudne. Zmęczone. Smutne. Przygnębione. Zapatrzone w dal. Gdy schodzimy z tarasu, śpiew przycicha. Teraz znowu w kadrze pojawia się Robbie. W oddali widać diabelski młyn. Wciąż działa… Mijamy karuzelę, na której ktoś się kręci. Słychać śmiech… szczery śmiech. Robbie źle się poczuł. Zauważają to jego koledzy. Między nich wpada nagle pijany chłopak. Odpychają go. Upada na ziemię. Z lewej strony kadru żołnierze niszczą silniki samochodów wojskowych. Wydobywa się  z nich para. Za Robbiem wchodzimy po schodach prowadzących do baru. Wokół na drewnianych stopniach stoją ludzie, palą papierosy, milczą, rozmawiają, patrzą bez celu. Robbie staje na moment i patrzy z góry na plażę. Gdy wychodzi z kadru, kamera skręca w lewo. I wtedy naszym oczom ukazuje się przerażający widok. Setki żołnierzy błądzących bez celu po piasku, zniszczone maszty, kręcący się diabelski młyn, jakaś ciężarówka i maszerujący za nią oddział. To jak obraz wyjęty z Apokalipsy albo z Boskiej Komedii Dantego. Kamera w końcu się zatrzymuje. I my razem z nią. To, co zobaczyliśmy w ciągu tych pięciu minut, zapadnie w pamięci na zawsze.

W scenie tej najbardziej wzruszyła mnie jej wymowa, która – choć oczywista i banalna – tu przemawia w sposób wyjątkowo dobitny i słyszalny. Wojna nie ma sensu. Znając wcześniejsze i późniejsze losy Robbiego, dodać można jeszcze stwierdzenie, że okrucieństwo i niesprawiedliwość losu w przypadku bohatera były zwielokrotnione i wymagały ponadludzkich sił, aby je znieść.

Na zachwyt zasługuje zaś tu techniczna strona zrealizowania sceny. Autorem zdjęć i osobą bezpośrednio odpowiedzialną za to, co widzimy, jest Peter Robertson. Jest to jedno bardzo długie ujęcie, trwające 5 minut, w ciągu których kamera płynnie porusza się po piasku, schodach i omija przeszkody. James McAvoy – filmowy Robbie – choć nie jest obecny w kadrze przez dużą część sceny, musi jednak utrzymać to samo napięcie, ten sam wyraz twarzy, ten sam sposób chodzenia od początku do końca ujęcia. Najtrudniejsze wydaje mi się skoordynowanie wszystkich elementów sceny: począwszy od zachowania głównych bohaterów, przez statystów obecnych na pierwszym, drugim i trzecim planie, konie, pojazdy, sprzęty pozostałe po wesołym miasteczku, ogniska, snujące się dymy – po kartki unoszące się w powietrzu. Ogromnego wysiłku wymagało również udźwiękowienie sceny. Z każdego miejsca do uszu widzów dochodzą jakieś dźwięki: z przodu, z tylu, z boku; z bliska i z oddali. No i jest jeszcze przejmująca muzyka Dario Marianellego. Elegy for Dunkirk to utwór wykonany przez British Chamber Orchestra z udziałem Benjamina Wallfisha. Ponury, przygnębiający i nostalgiczny nastrój melodii scala wszystkie elementy wizualne i dźwiękowe sceny, nadając jej niezwykle sugestywny charakter i wzbudzając u widza ogromny smutek i współczucie dla każdego z setek żołnierzy, błąkających się po plażach Dunkierki…

O tworzeniu tej sekwencji opowiada sam operator, Peter Robertson. Na tej samej stronie znajduje się odnośnik do opisanej seny.

_____________________________________

Facebook: Klub Filmowy Obraz i Dźwięk

Twitter: @klubfilmowy

_____________________________________

Dodaj komentarz