„Filmidła” Agnieszki Osieckiej – lekcja krytyki filmowej Książki

Filmidła OsieckaAgnieszkę Osiecką znamy przede wszystkim jako autorkę tekstów piosenek. Szczerych, prawdziwych, w prostej formie zamykających blaski i cienie codzienności. Kto nie słyszał utworu „Niech żyje bal”, spopularyzowanego dzięki wykonaniu Maryli Rodowicz (muzykę do słów osieckiej napisał Seweryn Krajewski)?!

Jakiś czas temu odkryłam, że Osiecka związana była również z filmem. W 1957 roku rozpoczęła studia reżyserskie w Łódzkiej Szkole Filmowej, pisała scenariusze do etiud studenckich, zagrała jako statystka w kilku polskich produkcjach. Rezygnacja z zawodu reżysera lub aktorki nie oznaczała rozstania z wielkim ekranem. Osiecka stanęła tylko po drugiej jego stronie. Jako krytyk filmowy przez wiele lat pisała recenzje i artykuły na temat obejrzanych przez siebie filmów. Publikowała w „Sztandarze młodych” oraz w magazynie „Film” (tak, w tym samym, który kilka lat temu zniknął z rynku wydawniczego).

W 2013 roku nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka ukazał się zbiór recenzji autorstwa Agnieszki Osieckiej pt. Filmidła. Gawędy o filmachZnalazły się w nim teksty z lat 1956-1960. Smakowałam tę książkę przez kilka miesięcy…

Osiecka pisała recenzje. Ale jakie to były recenzje!! Teksty „Agnieszki” (bo tak podpisywała swoje artykuły w „Sztandarze…”) dalekie były od wzorowych modeli szkolnych tekstów. To krótkie i ostre jak brzytwa stwierdzenia, które rozcinały film na części i wydobywały najistotniejsze jego walory lub braki. Nie bawiła się w streszczenia, nie przejmowała się „spoilerami”. Potrafiła mówić o filmach z autentycznym zachwytem i z bezpardonową niechęcią. Jeżeli coś jej się podobało, wyraźnie to oświadczała. Oto fragment recenzji filmu Ostatni most (Austria/Jugosławia 1954): Maria Schell gra genialnie. Nigdy przedtem nie widziałam tej aktorki i nigdy nie widziałam takiej aktorki. […] Zresztą – trzeba to zobaczyć. Koniecznie zobaczyć i koniecznie przegadać. Choćby z nieznajomym z ogonka po bilety. Jeszcze żaden film nie wywiercił mi takiej dziury w brzuchu.

Jeżeli zaś uznała, że jakiś element filmu został niewłaściwie zrealizowany, nie owijała w bawełnę. Tak pisała na przykład o obrazie My dwoje (Hiszpania/Meksyk 1955): Banał sięgnął szczytu. Albo nadawała taki tytuł recenzji, że wszyscy od razu wiedzieli, jaka będzie jej wymowa. Taki los spotkał włoski film Wakacje z gangsterem (1951), którego recenzja nosiła chwalebny tytuł: Jak nie należy robić filmu.

Jej styl daleko odbiegał od stylu współczesnej krytyki: albo przesadnie poprawnej, albo pełnej żenujących błędów językowych. Osiecka właściwie pisała eseje. A w takim razie zdania zaczynające się od spójników, krótkie wypowiedzenia bez orzeczeń, skróty myślowe, przenośnie i kolokwializmy były nie tylko dopuszczalne, ale nadawały szczególny charakter tekstom. Są one swobodne, przejrzyste, pisane z niewymuszoną nonszalancją osoby, która wie, co chce powiedzieć i nie ogląda się na żadne konwenanse. Świadomie operuje ironią i dowcipem, ale gdy opisuje dzieło, potrafi zachować powagę i w sposób merytoryczny wykazać, że film zasługuje na wyjątkową uwagę widza.

Oprócz „zwykłych” recenzji Osiecka pisała również między innymi relacje z festiwali. Jakże aktualnie brzmi dzisiaj, ponad pół wieku później, takie zdanie: Najsympatyczniejszą cechą moskiewskiego festiwalu filmowego było to, że filmy po obejrzeniu ich przez jurorów szły zaraz „w miasto” i można było oglądać je w normalnych kinach, z normalną publicznością.

Czytając Filmidła można nie tylko zachwycić się stylem publicystycznym Osieckiej. Można zamarzyć, aby pisać podobnie… Aby tak umiejętnie selekcjonować omawiane elementy dzieła filmowego. Aby tak zaczynać artykuły, by czytelnik nie mógł się oderwać od tekstu i jednym tchem przeczytał go do samego końca.

Lektura tej książki to również spotkanie z kinem europejskim, które istniało wtedy, gdy na świat przychodzili nasi rodzice. Żadnego z opisywanych filmów nie widziałam (a powinnam, choćby Kanał Wajdy czy La Stradę Felliniego). Tym bardziej odczuwam chęć obejrzenia niektórych obrazów. Chciałabym się przekonać, czy opinia „Agnieszki” zgadzałaby się z moim zdaniem. I czy miałybyśmy podobny gust…

Swoją drogą, ciekawe, co Osiecka pisałaby o współczesnym kinie polskim czy europejskim. A o filmach amerykańskich?

Publikacja ma jeszcze jedną wielką zaletę. Książka ilustrowana jest autentycznymi plakatami filmowymi (jest ich tu ponad 50), które powstały w najlepszym okresie dla polskiej szkoły plakatu. Jakże różnią się one od współczesnych nam filmowych afiszy!

Recenzje Agnieszki Osieckiej polecam nie tylko jako świetną lekturę o kinie. To również solidna lekcja sztuki filmowej krytyki. I właśnie tak traktuję ten zbiór. W końcu styl pisarski – niezależnie od podejmowanego tematu czy gatunku – powinniśmy kształtować i udoskonalać nieustannie, z pokorą uznając, że są lepsi od nas i że wiele możemy się od nich nauczyć. Dla mnie Osiecka jest jednym z tych krytyków filmowych, których chciałabym zapytać: Jak pisać? I nie chodzi o powielanie stylu. Chodzi o kształtowanie pewnej świadomości i umiejętności formułowania tez i opinii. Do doskonałości mi daleko, zatem wracam wciąż do Filmideł i uczę się. Bo chyba o to właśnie chodzi…

Agnieszka Osiecka, Filmidła. Gawędy o filmach, wstępem opatrzył Tomasz Raczek, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2013.

_____________________________________

Facebook: Klub Filmowy Obraz i Dźwięk

Twitter: @klubfilmowy

_____________________________________

Dodaj komentarz