„Ikar. Legenda Mietka Kosza” – recenzja filmu Macieja Pieprzycy Filmy

Maciej Pieprzyca ponownie odkrył dla świata postać Mieczysława Kosza – wybitnego pianisty i kompozytora jazzowego, którego krótkie, lecz intensywne życie stało się inspiracją do mówienia o człowieku, o artyście, o muzyce i o poszukiwaniu szczęścia.

Bo film Ikar nie jest zwyczajną biografią, nie jest linearną i płaską opowieścią o życiu i twórczości zapomnianego artysty. Konkretna postać i jej losy są pretekstem do zbudowania poetyckiej opowieści o tym, jak wybitna jednostka, zaznaczona ułomnością i zmagająca się z brakiem zrozumienia i samotnością, dzięki muzyce próbuje odnaleźć szczęście i sens życia.

Na takie odczytanie Ikara pozwala przede wszystkim postać głównego bohatera, w przejmujący sposób zagrana przez Dawida Ogrodnika. W przeciwieństwie do roli Mateusza z filmu Chce się żyć oraz do roli Tomka Beksińskiego z Ostatniej rodziny, aktor musiał niemal od podstaw zbudować swojego bohatera – od wyglądu, przez sposób poruszania się, mówienia, po wyrażanie emocji i grę na fortepianie (którą zachwycił i reżysera, i Leszka Możdżera!). Na temat Mieczysława Kosza zachowało się niewiele informacji, jeszcze mniej pozostało po nim utworów i zdjęć czy wywiadów. Dlatego właśnie praca aktorska, doceniona przez jury festiwalowe w Gdyni, robi tak wielkie wrażenie.

Postać Kosza wykreowana przez Dawida Ogrodnika dźwiga również metaforyczną warstwę całej historii. Oto człowiek posiadający ogromny talent, który wykracza poza ustalone normy (choćby te określone przez program nauczania muzyki), dążąc do doskonałości, mierzy się z przeciętnością, zwyczajnością i własnymi ograniczeniami. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że ten wątek jest w filmie prowadzony zgodnie z romantyczną koncepcją artysty, jaką pokazał genialny Norwid w wierszu Fortepian Szopena. Kierując słowa do wybitnej jednostki, poeta mówi: „Zawsze zemści się na tobie – BRAK.” W życiu Mietka Kosza BRAK mścił się na nim wielokrotnie.

I nie mam tu na myśli wyłącznie niepełnosprawności bohatera. Paradoksalnie, utrata wzroku w dzieciństwie stała się dla Mietka Kosza pierwszym krokiem do odkrycia muzycznej pasji, którą poczuł i kształtował w czasie pobytu w ośrodku w Laskach, a później w szkole muzycznej. Brak wzroku przełożył się na niezwykłą wrażliwość słuchową (świetnie oddaną w filmie), do tego stopnia, że dorosły już Mietek rezygnuje z szansy na odzyskanie sprawności jednego oka, bo obawia się, że mogłoby to wpłynąć na zmianę w odbieraniu dźwięków. Czynnikiem, który chyba najbardziej wpłynął na dojrzałe życie bohatera, były zaburzone relacje z ojcem. Tak też twierdzi Maciej Pieprzyca, który przywołuje w filmie prawdziwą sytuację, gdy mężczyzna zanosi syna do stajni i drażni konia, by ten stratował chore i ślepnące dziecko. To właśnie po tym incydencie matka chłopca decyduje się na oddanie go do ośrodka, by chronić go przed mężem. Na łożu śmierci zaś ojciec wypowiada bolesne dla syna słowa: „Straszne nieszczęście nas spotkało. Gdyby nie to dziadostwo z oczami, to ty byś tu gospodarzył. Nie żal ci?” Mietek jest wtedy u szczytu kariery. Piszą o nim w gazetach, chwalą na konkursach i podziwiają na koncertach. Utrata wzroku, która dla ojca była największym nieszczęściem, wcale nie była tak tragiczna dla Kosza, który ujście swojego geniuszu odnajdywał w swojej pasji – w muzyce.

BRAK, o którym pisze Norwid, to w przypadku Kosza również ograniczenia wynikające z trudnych relacji z ludźmi z jego otoczenia. Reżyser bardzo wyraźnie podsumowuje ten wątek w zakończeniu filmu, gdy w formie dokumentalnej pokazuje krótkie wypowiedzi osób znających artystę. Każda z nich przebywała z Mietkiem tylko jakiś czas i odchodziła, by realizować własne plany na życie. W tych planach jednak za każdym razem brakowało Mietka Kosza. Trudno znaleźć taką osobę, która trwałaby przy bohaterze cały czas. Gdy zaś pojawiła się Marta, która w pełni zaakceptowała niełatwą osobowość geniusza i gdy wydawało się, że bohater w końcu odnalazł szczęście, los Mietka został tragicznie przerwany.

„Nie spadnę! Muzyka mnie uniesie!” – powtarzał Mieczysław Kosz, stojąc na parapecie przy otwartym oknie. Podobno takie sytuacje powtarzały się nie raz i wynikały z autentycznego pragnienia, by móc latać. Być może 31 maja 1973 roku Mietek stracił równowagę i po prostu wypadł z okna. A może jednak artystyczny sukces i powodzenie w życiu prywatnym tylko pozornie go uszczęśliwiały? Może pragnął czegoś więcej i nie mogąc tego osiągnąć, postanowił się poddać? Maciej Pieprzyca nie odpowiada na to pytanie. Sugeruje jednak odpowiedź, która wykracza poza racjonalne wyjaśnienie. Piękna, poetycka scena lotu ku niebu i przekonanie pana Izydora, że Mietek nie spadł, lecz „poleciał”, zamyka historię Kosza dokładnie tak, jak wymarzyłby sobie romantyczny artysta.

Ikar. Legenda Mietka Kosza to film, który ogląda się z zachwytem dzięki ciepłym zdjęciom i zadbanej scenografii. To film, którego się słucha dzięki fenomenalnym aranżacjom i kompozycjom Leszka Możdżera. To jednak przede wszystkim film, który się przeżywa na wielu płaszczyznach – artystycznej, psychologicznej czy po prostu ludzkiej. I musi w nim tkwić coś niezwykłego, skoro jeszcze długo po seansie wracają do mnie sceny, melodie i dialogi, jak choćby ten o kolorach dźwięków.

Ocena filmu: 9/10

Zafascynował mnie człowiek – wywiad z Maciejem Pieprzycą

____________________________________

Instagram: @anna_jozefiak_klub_filmowy
Twitter: @klubfilmowy
____________________________________

Dodaj komentarz