MUZYKA FILMOWA,  Recenzje muzyki filmowej

„Jason Bourne” – recenzja muzyki Johna Powella

jason-bourne-1-300x300Najnowszy film Paula Greengrassa to czwarta część historii z udziałem Jasona Bourne’a (nie śmiem wspomnieć o nieudanym Dziecictwie…, na szczęście bez Matta Damona i jego bohatera). Do trzech poprzednich filmów, podobnie jak do najnowszej produkcji, muzykę stworzył John Powell. I podobnie jak tytułowa postać z odcinka na odcinek rozwijała się, pogłębiała i mężniała, tak kompozycje stawały się coraz ciekawsze i dojrzalsze. Wydawało się, że w najnowszej odsłonie tendencja ta się utrzyma i znów będziemy mogli cieszyć się świetnym kinem z gatunku sensacji, dobrą kreacją postaci i rewelacyjnym soundtrackiem (tym bardziej, że Powella wsparł David Buckley). Niestety, na każdym polu oczekiwania te pozostały niespełnione. Akcja filmu jest tak zagmatwana i chaotyczna, że widzowi kręci się w głowie; scenariusz tak krępuje Damona, że chłopak niewiele ma do powiedzenia, zaś muzyka jest irytującą, monotonną mieszaniną dźwięków, pozbawioną wyrazistego tematu i ciekawych zwrotów.

Idąc za tezą amerykańskiego kompozytora i wykładowcy, Richarda Bellisa, uznającą, że muzyka powinna pełnić funkcję służebną wobec obrazu, pozornie kompozycje Powella i Buckleya spełniają swoją rolę. Dynamiczna, jednostajna, pulsująca muzyka, oparta głównie na sekcji dętej, perkusyjnej i z elementami elektroniki, doskonale współgra z sekwencjami pościgów, bijatyk czy ucieczek. Problem polega na tym, że zarówno w filmie, jak i na ścieżce dźwiękowej brakuje zróżnicowania nastrojów i tempa. Nie mamy tu narastania napięcia, punktów kulminacyjnych czy opadających emocji. Adrenalina we krwi naszego bohatera – a więc w zamyśle reżysera również i w naszej – utrzymywana jest bezlitośnie na wysokim poziomie, bez szans na chwilę wytchnienia. Słuchając albumu, można odnieść wrażenie, że słuchamy jednego, godzinnego utworu, w którym często melodia i intensywne aranżacje powtarzają się jak refren. Nie powinno być w tym nic złego – przecież nie lada sztuką jest utrzymać u widza podwyższony puls w trakcie seansu. Problem w filmie Greengrassa, podobnie jak w muzyce Powella i Buckleya, tkwi jednak w tym, że nie rozróżniamy momentów przeżywanych przez bohatera. Wszystkie pościgi są tak samo błyskawiczne, wszystkie ucieczki tak samo niebezpieczne. Do tego ruchoma kamera, zbliżenia i szybki montaż, choć nadają scenom dynamiki, to jednak w finalnym rezultacie są męczące. To prawda – kompozycje świetnie korespondują z filmowymi obrazami, jednak jeśli same obrazy są irytujące i nużące, to muzyka podobnie: irytuje i nuży.

Żeby oddać sprawiedliwość kompozytorom, powinnam jednak wspomnieć o dwóch sprawach. Po pierwsze: słuchając albumu po raz kolejny i bardzo mocno chcąc odnaleźć w nim coś ciekawego, odbiorca zatrzymuje się w jednym jedynym punkcie: gdy wybrzmiewa utwór Motocycle Chase. Faktycznie ma on ciekawą, rytmiczną kompozycję, rozbudowywaną stopniowo od przyczajonej melodii do bogatego w elektroniczne dźwięki motywu. Szkoda jednak, że w tych niemal siedmiu minutach zamyka się cała definicja płyty. Po drugie: na końcu ścieżki ponownie usłyszymy rewelacyjną piosenkę Extreme Ways Moby’ego, specjalnie zaaranżowaną do tej części serii o Jasonie Bournie. Na tym jednak kończą się wątki warte uwagi.

Mimo najlepszych chęci na próżno będziemy poszukiwać w kompozycjach do filmu Jason Bourne charakterystycznych tematów, intrygujących melodii czy oryginalnych aranżacji. Być może mój żal byłby mniejszy, gdyby John Powell nie napisał wcześniej muzyki do animacji Jak wytresować smoka, Shrek lub Rio. Ścieżki te jednak powstały i zachwycają nie tylko młodych widzów. To, czego słuchamy w najnowszym filmie Greengrassa, nie jest godne być dziełem Powella. Zapomnijmy więc o tej ścieżce, o tym filmie i czekajmy na ponowne przebudzenie – zarówno Jasona Bourne’a, jak i Johna Powella.

_____________________________________

Instagram: @klubfilmowy
Twitter: @klubfilmowy
Pinterest: Klub Filmowy Obraz i Dźwięk
_____________________________________

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.