Jestem aktorem jazzującym – spotkanie z Joe Pantoliano Festiwale, Spotkania, Transatlantyk

Joe_Pantoliano_2Mówi się o nim „aktor charakterystyczny”. Jest mistrzem drugiego planu. Zagrał m.in. w filmach: Goonies Richarda Donnera, Imperium słońca Stevena Spielberga, Ścigany Andrew Davisa, Brzdąc w opałach Patricka Reada Johnsona, Bad Boys Michaela Baya, Matrix Wachowskich, Memento Christophera Nolana. Otrzymał nagrodę Emmy za rolę w serialu Rodzina Soprano. Od niedawna jest również reżyserem. Jego cechą szczególną jest matowy, nieco przyciszony głos. W tym roku Joe Pantoliano – bo o nim mowa – jest gościem specjalnym festiwalu Transatlantyk. A w minioną sobotę aktor spotkał się z fanami w Sali Wielkiej Centrum Kultury Zamek w Poznaniu.

Na konferencję prasową, która odbyła się w piątek, przyjechał prosto z lotniska. Wczoraj serdecznie przywitał się z publicznością i chętnie, choć z rozwagą, odpowiadał na pytania prowadzącego oraz publiczności.

Po obejrzeniu krótkiego filmu prezentującego najbardziej znane role aktora, Joe Pantoliano wyznał, że nie lubi siebie oglądać na ekranie. Stwierdził, że dziwi go sukces, jaki osiągnął, ponieważ nie uważa się za bardzo utalentowanego artystę. „Mój talent jest przeciętny” – przyznał. Chęć bycia aktorem wzbudzona została w nim między innymi z powodu ubóstwa. To pragnienie wydawało mu się naiwne. Musiał bowiem pokonać wiele osobistych przeszkód. Były to choćby kłopoty w nauce, niestwierdzona dysleksja i trudność w opanowywaniu materiału w szkole.

Podjął decyzję o zostaniu aktorem w wieku 10 lat. Wiedział już wtedy, że to jest sposób na wybicie się z sytuacji, w której się znajdował. Pantoliano ma niezbyt przychylny stosunek do edukacji. Wyraził to w dosadnym stwierdzeniu, które bystry tłumacz łagodnie przełożył tak: „Idź precz, edukacjo!”.

Przygotowując się do castingu zorganizowanego przed szkolnym przedstawieniem, poprosił o pomoc starszą siostrę. Nie potrafił bowiem przeczytać swoich kwestii. Zapamiętał je i udawał przed nauczycielem, że czyta je z kartki. Wszystko się wydało, gdy pedagog, zachwycony występem ucznia, poprosił go o przeczytanie kolejnych linijek. Joe Pantoliano przyznał, że był to bardzo upokarzający moment w jego życiu – koledzy śmiali się z niego, bo nie umiał czytać! Dostał jednak rolę. Podczas drugiego przedstawienia stało się coś wyjątkowego. „Coś, co było jak przytulenie matki, coś dającego ogromne poczucie spokoju.” Młody Joe usłyszał westchnienia i szloch dobiegający z widowni. Jego występ wzruszył publiczność – i to było uczucie, które aktor chciał powtórzyć. W dalszej drodze do aktorstwa Joe spotkał kilku wspaniałych nauczycieli, którzy pomogli mu pokonać słabości – między innymi przekonali go, aby naukę czytania traktował jako narzędzie aktorskie.

Wspominając piątkową Galę Otwarcia, porównał swoją pracę do pracy muzyka grającego na skrzypcach. Podziwiał artystów wykonujących skomplikowane utwory muzyczne. „To jest sztuka!” – stwierdził.

Joe Pantoliano uważa, że wykorzystuje w swojej pracy wszystko, co stanowi o jego osobie: wygląd, ciało (traktuje je jako instrument), traumy, przeżycia, przeszłość. Jako aktor woli mieć możliwość improwizowania, kreowania postaci bez szczegółowych wskazówek. Mówi o sobie: „Jestem aktorem jazzującym”.

W trakcie spotkania obejrzeliśmy fragment filmu rodzeństwa Wachowskich Matrix. Scena przedstawia rozmowę Agenta Smitha z postacią graną przez Pantoliano – Cypherem. Obaj rozmawiają o zdradzie, jakiej bohater miałby się dopuścić względem Neo i Morfeusza. W zamian za to Agent oferuje mu powrót do matrixa i całkowite zapomnienie o tym, że świat ten jest iluzją. Cypher żąda, aby mógł stać się kimś bogatym, ważnym – najlepiej aktorem. Wybiera życie w nieprawdziwej rzeczywistości, ale bez świadomości o jej fałszu. Pantoliano odnalazł w tym bohaterze podobny sposób myślenia do swojego. On również chciał być aktorem, aby uciec. Aktorstwo pozwoliło mu być kimś ważnym i dało niemal wszystko, czego pragnął. Paradoksalnie – mając właściwie wszystko, otarł się o depresję.

Pantoliano ma krytyczny stosunek do współczesnego kina. Twierdzi, że dziś – w dobie telefonów komórkowych i komputerów – bardzo łatwo jest nakręcić film. Postaci zaś tracą swoją tożsamość, są tacy sami – choćby superbohaterowie z megaprodukcji. Nie chodzi dziś o indywidualny wyraz, o sztukę, a o liczby: zysk w dolarach, publiczność w setkach tysięcy. Za ideał aktora i gwiazdy gość spotkania uznał Cary’ego Granta. „Jestem Carym Grantem zamkniętym w ciele Joe’go Pantoliano” – żartował.

Na pewnym etapie swojej kariery artysta uważał, że to, co posiada, całkowicie mu wystarczy. Zdobycie nagrody Emmy w roku 2003 za rolę Ralfa Cifaretto w serialu HBO było chwilą, w której uświadomił sobie, że pragnie jednak więcej. Może Oscara? Dlaczego nie?! Zapytany o swoje największe marzenie, które skrywa tu i teraz, odparł: „Marzę o tym, by spełniły się marzenia moich dzieci”.

Po spotkaniu Joe Pantoliano długo jeszcze rozmawiał z publicznością i chętnie pozował do zdjęć. Aktor sprawia wrażenie bardzo otwartego i sympatycznego człowieka. Bardzo żywiołowo wypowiadał się na temat amerykańskiej kultury, współczesnego kina i swojej kariery. Na festiwal Transatlantyk przyjechał z nakręconym przez siebie filmem dokumentalnym pt. No kidding, me too! Jest to „zabawny a zarazem przejmujący dokument odkrywający destrukcyjne efekty choroby psychicznej oraz pokazujący kroki podejmowane w celu jej wyeliminowania”. Joe Pantoliano poprowadzi również warsztat aktorski.

_____________________________________

Facebook: Klub Filmowy Obraz i Dźwięk
Twitter: @klubfilmowy
Pinterest: Klub Filmowy Obraz i Dźwięk
____________________________________

Dodaj komentarz