„Kraina lodu” Christophe’a Becka – recenzja muzyki Muzyka filmowa, Recenzje muzyki filmowej

Film z wytwórni Walta Disneya „Kraina lodu” zachwycił nie tylko mnie. Podczas półtoragodzinnego seansu ani moja sześcioletnia, ani czteroletnia córka nie oderwały wzroku od ekranu. Piękna animacja, zabawne, a chwilami wzruszające dialogi, a przede wszystkim wspaniała muzyka i piosenki zrobiły wielkie wrażenie i na małych, i na dużych dzieciach. Najlepszym dowodem na to, że Disney po raz kolejny stworzył piękną historię, jest reakcja moich dziewczynek, które podczas piosenek wzdychały z przejęciem, a po powrocie do domu przez kilka tygodni kazały wszystkim domownikom słuchać muzyki z filmu. Książeczkę z opowieścią filmową też oczywiście już mamy.
„Kraina lodu”, której fabuła została swobodnie osnuta wokół baśni Hansa Christiana Andersena pt. „Królowa śniegu”, zachwyciła nie tylko dziecięcą część widowni. Rozgrzała również krytyków i jury przyznające najważniejsze nagrody w świecie filmu. Animacja Disneya triumfowała podczas tegorocznego rozdania nagród Annie (Międzynarodowe Stowarzyszenie Twórców Filmu Animowanego przyznało filmowi 10 nominacji, w tym 5 statuetek), zdobyła wyróżnienie BAFTA, Złoty Glob oraz 2 Oscary. Trudno się dziwić: film prezentuje wysoki poziom techniczny animacji, ma ciekawy scenariusz, zabawne postaci i ten charakterystyczny dla produkcji Disneya urok, który sprawia, że widz – niezależnie od wieku – angażuje się w opowiadaną historię i razem z bohaterami przeżywa wielką przygodę.
Mocną stroną filmu są piosenki, które stanowią integralną część fabuły. Jak w każdym musicalu, nie są one wyłącznie tłem bądź ilustracją wydarzeń, lecz rozwijają akcję, odkrywają przed widzem uczucia bohaterów lub wprowadzają element komizmu. Autorami tych kompozycji są Kristen Anderson-Lopez i Robert Lopez, którzy współpracowali już z wytwórnią Disneya przy filmie „Kubuś i przyjaciele”.

Historię Elsy i Anny, dwóch sióstr, z których starsza posiada dar władania mrozem, rozpoczyna utwór „Serca lód”*. Śpiewany przez męski chór, surowy i rytmiczny, wprowadza nas w atmosferę przyszłych wydarzeń. Początkowy chłód ociepla kolejna piosenka pt. „Ulepimy dziś bałwana”, wykonana przez trzy wokalistki użyczające głosów postaci Anny, która w trakcie utworu z małej dziewczynki staje się dorosłą kobietą. Słyszymy najpierw dziecięcy głos Julii Siechowicz, następnie dojrzalszy wokal Malwiny Jachowicz i ostatecznie smutny śpiew Magdaleny Wasylik (aktorki dubbingowej, uczestniczki programów Must Be The Music i The Voice Of Poland). W piosence „Pierwszy raz jak sięga pamięć”, w której radość i nadzieja Anny miesza się ze smutkiem i goryczą Elsy, świetny duet tworzą Magda Wasylik i Katarzyna Łaska.

Najpiękniejszym utworem, wykonanym z ogromnym przejęciem, jest nagrodzona Oscarem kompozycja „Mam tę moc” („Let it go”). Śpiew Katarzyny Łaski pozwala nam ujrzeć w Elsie kobietę delikatną, wrażliwą, a jednocześnie silną, świadomą swojej potęgi i nareszcie wolną. Przyznam, że ani Idina Menzel, wykonująca utwór w wersji angielskiej, ani Demi Lovato, śpiewająca w teledysku promującym film, nie zrobiły na mnie takiego wrażenia, jak Katarzyna Łaska. Jej z początku łagodny i cichy głos, któremu towarzyszy jedynie delikatne tło smyczków i fortepianu, powoli rozwija się w buntowniczy krzyk wolności, wzmacniany bogatą instrumentacją, z wyraźnie odznaczającą się sekcją perkusyjną. Odbiór tego wykonania podczas seansu potęgowany jest również przez świetnie dopracowaną choreografię. Podczas śpiewu Elsa – dzięki swojej mocy – wyczarowuje lśniące lodowe kształty. Wraz z tonacją wznoszącą na rozkaz królowej rosną kolejne ściany pałacu, zmienia się jej suknia i wygląd. Ta zachwycająca wizualna sekwencja w połączeniu z muzyką i śpiewem jest chyba jednym z najpiękniejszych momentów w historii animacji Disneya. Z pewnością miało to ogromny wpływ na ocenę utworu, który dla osób nieznających filmu może wydawać się przeceniony i wyróżniony przez Akademię niesłusznie.

Spośród pozostałych piosenek na szczególną uwagę zasługuje jeszcze utwór „Lód w lecie”, wykonywany przez Czesława Mozila. Bałwan Olaf, któremu głosu użyczył piosenkarz, jest postacią komiczną – wygląda śmiesznie, zachowuje się zabawnie i wypowiada niedorzeczne kwestie, jak choćby taką, że chciałby opalać się w lecie. Głos jednak ma świetny, czego dowodzi finał piosenki.

Muzyka instrumentalna skomponowana przez Christophe`a Becka, choć nie robi już takiego wrażenia, jak utwory wokalne (brakuje nawiązań do tematów z piosenek, trudno też wyodrębnić motyw przewodni kompozycji), to jako całość w barwny i różnorodny sposób ilustruje wydarzenia dziejące się na ekranie. Beck chętnie wykorzystuje partie chóralne, („Vuelie” wykonany acappella, „Heimr Arnadalr”) oraz sekcje dęte w towarzystwie smyczków („Coronation day”). Wyjątkowo pięknie wpleciony został w ścieżkę motyw walca („Winter`s waltz”). Nie brakuje oczywiście bardziej dynamicznych fragmentów („Wolves”, „Return to Arendelle” czy „Treason”). Większości kompozycji towarzyszą odgłosy dzwonków czy trójkąta, przywołujące swoim brzmieniem scenerię zimową, pełną wiszących sopli lodu i spadających śnieżnych płatków.

Po obejrzeniu filmu „Kraina lodu” i przesłuchaniu soundtracku w pamięci pozostają nam piosenki. Kompozycje Becka odchodzą na plan dalszy, jednak w musicalu chyba tak właśnie powinno być. Artyści z wytwórni Disneya po raz kolejny stworzyli piękną opowieść, ubraną we wzruszające dźwięki. I choć nie jest to historia oryginalna, to dajemy się jej pochłonąć bez reszty właśnie dzięki muzyce. Na tym właśnie polega magia filmów Walta Disneya.

*Analizując utwory pochodzące ze ścieżki dźwiękowej do filmu „Kraina lodu”, odwołuję się do wersji polskiej.

Recenzja pojawiła się również w portalu www.soundtracks.pl.

_____________________________________

Facebook: Klub Filmowy Obraz i Dźwięk

Twitter: @klubfilmowy

_____________________________________

Dodaj komentarz