„Król Artur: Legenda miecza”, czyli jak zostać królem według Guy’a Ritchiego Filmy

Nie tak miało być! Po kilku bardzo udanych seansach i pozytywnych recenzjach miałam ochotę zobaczyć coś, co mnie zirytuje i sprowokuje do napisania bardzo krytycznego tekstu. Tak dla odmiany. Wybrałam więc film, który zapowiadał się bardzo źle. Dlaczego wypadło na nową wersję historii o królu Arturze?

Bo na przykład gra w nim Jude Law (nie lubię tego pana). Bo główna rola została powierzona Charliemu Hunnamowi, którego zupełnie nie znam i który całkowicie pozbawiony jest uroku i majestatu władcy (a do tego z wyglądu przypomina mi Channinga Tatuma, czego nie mogę wybaczyć żadnemu mężczyźnie). Nie podoba mi się też tendencja we współczesnym kinie, która polega na „unowocześnianiu” klasycznych historii. Już raz twórcy filmu o królu Arturze rozczarowali mnie, pozbawiając opowieść wątku fantastycznego, który przecież jest elementarnym składnikiem romansu rycerskiego (mam tu oczywiście na myśli obraz z Clivem Owenem i Keirą Knightley z 2004 roku). Zwiastun najnowszej wersji wydał mi się zbyt „teledyskowy” i nie przystawał do znanej mi średniowiecznej historii o szlachetnym władcy. Podobnie zresztą jak samo nazwisko reżysera. Guy Ritchie nakręcił amerykańskiego (czyli gorszego) Sherlocka i Kryptonim U.N.C.L.E. Oba filmy były niezłe, ale daleko tym opowieściom do konwencji legend arturiańskich, prawda?

Po seansie miałam być zatem wielce rozczarowana. Z każdą kolejną sceną jednak coraz chętniej zapominałam o uprzedzeniach i niechęci do niektórych elementów filmu. Wychodząc zaś z kina miałam ochotę wrócić do kasy i kupić jeszcze jeden bilet. Na to samo. Niestety, kasa była już zamknięta…

Co w takim razie tak bardzo mi się spodobało? Na pewno Jude Law, który jako demoniczny uzurpator i bratobójca okazał się całkiem przekonujący w swoim szaleństwie i okrucieństwie. Na pewno Charlie Hunnam, który stworzył intrygującą i wiarygodną postać władcy: wychowany w domu uciech, dorastający na ulicy, zadzierający z Wikingami i długo uciekający przed przeznaczeniem. Mało w nim cech typowych dla etosu rycerza i władcy. A jednak, gdy w końcu okiełzna moc Excalibura, zaczynamy postrzegać go jako prawdziwego króla, zasługującego na szacunek i chwałę godną legendy. Wszelkich wątpliwości co do godności władcy pozbawia nas końcowa scena rozmowy z posłem sąsiedniego kraju. Artur wyniośle stwierdza: „Mówiąc do mnie, mówisz do Anglii.” Przemiana wewnętrzna bohatera i jego motywacje wydają się być bardzo solidnie osadzone w jego historii. A jest ona i dramatyczna (jako dziecko był świadkiem śmierci obojga rodziców), i komiczna (świetny epizod z Wikingami). Obie te estetyki dopełniają się, tworząc całkiem interesujące dzieje przyszłego króla.

Film Guy’a Ritchiego jest udany również pod względem realizacyjnym. Piękne angielskie plenery, zamek Camelot czy wioska, w której dorastał młody Artur, opatrzone zostały filtrem gaszącym barwy, dzięki czemu świat oglądany na ekranie ma szary, bladoniebieski i ciemnozielony surowy odcień – tak jak życie pod rządami okrutnego władcy Vortigerna. Szalony montaż – wbrew moim obawom – nadał filmowi zaskakująco atrakcyjną dynamikę, która napędza kolejne sceny. Kostiumy – choć wzorowane na strojach średniowiecznych – niekiedy wydają się wykraczać poza epokę. Dotyczy to zwłaszcza stroju głównego bohatera, który – jak już wspomniałam – sam nie do końca przystaje do wzorca władcy z wieków średnich. Świetna jest również w filmie muzyka Daniela Pembertona, łącząca klasyczne brzmienia z elementami ludowymi. Główny temat ścieżki już znalazł się na mojej prywatnej liście najlepszych tematów muzycznych tego roku.

Tak więc – zamiast z satysfakcją skrytykować najnowsze dzieło Ritchiego, muszę pochylić głowę i przyznać, że reżyser po raz kolejny stworzył niezły film, na którym widzowie będą się dobrze bawić. O ile oczywiście wybaczą twórcy liczne odstępstwa od fabuły legend arturiańskich, przełkną podobieństwo głównego bohatera do Channinga Tatuma i przymkną oko na wielkiego węża, który jako jedyny nie pasował do całości.

(Plakat: http://www.wbep.pl/filmy/krol-artur)

Ocena: 7/10

_____________________________________
Instagram: @klubfilmowy
Twitter: @klubfilmowy
Pinterest: Klub Filmowy Obraz i Dźwięk
_____________________________________

Recent Comments

  1. Radosław Ostrowski

    Dla mnie Ritchie pozamiatał i zrobił po prostu swoją wersję opowieści o Arturze mieszając średniowieczne realia z kinem gangsterskim.

Dodaj komentarz