Między srebrem a złotem – recenzja filmu „Łowca i Królowa Lodu” Filmy

ŁowcaFilm Cedrica Nicolasa-Troyana zebrał niepochlebne recenzje, jednak z żadną z nich nie mogę się do końca zgodzić. Wiele tygodni minęło od seansu Łowcy i Królowej Lodu, a ja wciąż powracam do tej historii, mając nadzieję na ponowną wizytę w krainie rządzonej przez dwie piękne, lecz okrutne siostry. Czuję się więc w obowiązku, aby wydobyć z tego filmu elementy, które zasługują na uznanie.

Postać Łowcy pojawiła się już w 2012 roku. Charlize Theron oczarowała widzów kreacją złej królowej w filmie Królewna Śnieżka i Łowca (reż. Rupert Sanders), a Chris Hemsworth, mając już za sobą epizod w Star Treku oraz pierwszoplanową rolę w Thorze, pokazał, że potrafi równie przekonująco zagrać szlachetnego i zarazem wrażliwego wojownika (tak, bardzo mi się tej roli spodobał!) Tylko rola Kristen Stewart nie spełniła moich oczekiwań – nie takiej Śnieżki się spodziewałam. Nadal widzę w tej aktorce jedynie Bellę z historii o wampirach. Mimo sprawnie prowadzonej narracji, ciekawych zdjęć i szczęśliwego finału, obraz ten wydawał mi się jednak zbyt ponury i przygnębiający.

Scenariusz Łowcy i Królowej Lodu bierze w fabularną klamrę wydarzenia znane z Królewny Śnieżki…, tłumacząc przyczyny zachowań i prezentując dalsze działania bohaterów. Nie mamy tu typowego prequelu (co było sugerowane w zwiastunie). Nowy film wyrasta ze starej historii, wyprzedza ją i jednocześnie ją kontynuuje. Orientację w czasie akcji ułatwia widzowi narrator wprowadzony zza kadru – co nie wszystkim się może podobać. Dla mnie jednak obecność „głosu” spoza świata przedstawionego jest elementem konwencji baśni – a właśnie z tym gatunkiem mamy do czynienia.

W filmie przeplatają się trzy główne wątki: losy Łowcy i jego relacja z wojowniczką, historia Ravenny i jej działania, mające wpływ na życie wszystkich postaci oraz wątek Królowej Lodu.

Łowca narodził się właśnie dzięki Frei – królowej, która przekonana o tym, że miłość nie ma wartości, zabroniła w swym królestwie kochać. Zakaz ten łamie Eric i Sara. Za sprawą czarów kochankowie zostają ukarani. Właśnie po tym zdarzeniu Łowca ratuje Śnieżkę i pomaga jej pokonać Ravennę (widzimy to w filmie Królewna Śnieżka i Łowca). Do tego momentu oglądamy ponurą historię, utrzymaną – zarówno w warstwie emocjonalnej, jak i wizualnej – w klimacie zbliżonym do poprzedniej produkcji. Relacja zarysowana między siostrami, tragedia Frei, jej plany i rozdzielenie zakochanych są ukazane w konwencji dramatycznej. Patrzymy na te wydarzenia, przyjmując je na poważnie. Ich ciężar potęguje kolorystyka zdjęć (złoto zestawione ze srebrem, zimna biel i szarości) oraz przepiękne kostiumy, wyeksponowane na tle zjawiskowej scenografii. Podobny wpływ na budowanie nastroju ma muzyka, chwilami imitująca kłujące odgłosy skrzypiącego śniegu, lodowatego jak serce Frei.

Atmosfera opowieści zmienia się jednak wraz z chwilą, w której Łowca postanawia ponownie pomóc Śnieżce, decydując się na odnalezienie magicznego Zwierciadła. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że począwszy od sceny w karczmie, scenarzysta inspirował się losami Drużyny Pierścienia. Zarówno wędrowcy (Łowca, krasnoludy oraz wojowniczka), jak i cel podróży (zaniesienie groźnego przedmiotu, które jest źródłem zła, w bezpieczne miejsce), przywodzi na myśl historię Froda i jego towarzyszy. Szczególnie podkreśla to muzyka, która niekiedy bezpośrednio zapożycza brzmienie ze ścieżki Howarda Shore’a. Zadanie bohatera wydaje się być jednak obciążone mniejszą wagą, niż we Władcy pierścieni, ze względu na zabawne sceny i dialogi oraz ujęcie fabuły w konwencji przygodowej, a nie dramatycznej.

Czy zabieg ten należy uznać za niewłaściwy? Czy jawne nawiązanie do znanej historii nie jest próbą zamaskowania niedociągnięć scenariusza? Nie sądzę. Takie ujęcie fabuły ani mnie nie dziwi, ani razi. Może tak bardzo kocham świat Tolkiena, przywrócony do życia przez Jacksona, że z entuzjazmem podchodzę do udanych prób nawiązania do scenerii Śródziemia? A może po prostu chciałam dać się oszukać, by przeżyć kolejną fantastyczną przygodę, opowiedzianą lekko i z humorem? Nie umiem tego wyjaśnić. Wiem tylko, że dałam się porwać tej opowieści i bawiłam się na tym filmie wyśmienicie. Tym bardziej, że obserwować możemy ciekawie zarysowane postaci.

Struktura fabuły oparta jest właśnie na relacjach między bohaterami reprezentującymi typowe postawy. Łowca to mężczyzna czarujący, silny, szlachetny i trochę nieokrzesany, jak na wojownika przystało. Niewiele Chris Hemsworth musiał dać z siebie, aby uwiarygodnić charakter swojej postaci, niemniej dzięki wysunięciu jego bohatera na plan pierwszy, aktor miał większą szansę na zyskanie sympatii widza niż w poprzednim filmie (moją sympatię w każdym razie zyskał, i to dozgonną!).

Postaci władczyń nakreślone zostały tak, aby wyraźnie było widać między nimi różnice. Freya prezentowana jest w kolorach srebra, zimnej bieli i szarości; wyrzekła się uczuć, kryjąc w sercu osobistą tragedię. Ravenna olśniewa złotem strojów, lecz nie liczy się z uczuciami innych i sieje zło, które nie ma żadnego uzasadnienia poza żądzą władzy. Obie piękne, obie bez skrupułów. Konfrontacja sióstr na poziomie aktorskim została zasądzona przez niektórych widzów i krytyków na korzyść Charlize Theron. Dostojna, onieśmielająca Ravenna, pełna zła i wrogości wobec innych, fascynująca i przerażająca zarazem – to bohaterka znana nam z pierwszej części historii. Nie uważam jednak, by Emily Blunt nie potrafiła dorównać swojej koleżance. Jej postać jest skromniejsza, mniej porywająca, ponieważ miała ukazywać, że zło, które czyni, nie ma takiej mocy, jak zło Ravenny. Podyktowane jest bowiem wielkim cierpieniem i choć nie usprawiedliwia to bohaterki, to jednak wyraźnie zaznacza różnice w postępowaniu obu sióstr. Freya jest słabsza, bo jej zło nie jest czystym złem. Pochodzi ze zranionego serca, któremu cios zadała bliska jej osoba.

Wojowniczka Sara to zupełnie inny typ kobiety. Jest bezpośrednia, ale niedostępna, długo nie wierzy w słowa Łowcy na temat ich rozstania. Jessica Chastain jest w tej roli bardzo naturalna. Prezentuje się jako kobieta silna i odporna na urok Erica. Dorównuje mu zarówno intelektem (być może nawet go w nim przewyższa), jak i sprawnością fizyczną. Ma swoją historię, którą poznajemy stopniowo, jednocześnie odnajdując odpowiedzi na pytania o przeszłość Łowcy.

Postaci krasnoludów wprowadzone zostały z oczywistych względów – aby nadać opowieści lekkość i komiczny charakter, choć w postępowaniu tych bohaterów również można odnaleźć wartości, takie jak męstwo, odwaga i zdolność do poświęcenia.

Być może ocena filmu zależy od tego, jakie są nasze oczekiwania względem jego formy i treści. Ja nie spodziewałam się, że Łowca i Królowa Lodu otworzy mi oczy na jakąś ukrytą prawdę. To, że miłość jest warta swojej ceny i że należy jej mimo wszystko ufać, już wiem. Nie spodziewałam się też, że twórcy zaprezentują nam jakiś wielowymiarowy portret psychologiczny postaci. Typowy zarys charakterów – właściwy konwencji baśni – jak najbardziej odpowiadał założeniom fabuły. Plastyczna, ciekawa kolorystyka scen „zimowych” i soczysta tonacja barw w sekwencjach „leśnych”, świetna muzyka Jamesa Newtona Howarda z pięknym melodyjnym motywem głównym i nieskomplikowana historia o miłości jako ważnym elemencie ludzkiego życia – to coś, co chciałam zobaczyć, usłyszeć i odczytać właśnie w filmie Cedrica Nicolasa-Troyana. Wzruszyłam się kilka razy, śmiałam się wyjątkowo często, wdychałam zapach gór i lasów, podziwiałam widoki, współczułam bohaterom i cieszyłam się z ich radości – i na pewno nie żałowałam, że wybrałam się w podróż do świata Królowej Lodu.

Powiem więcej – gdy tylko zdobędę oba filmy, zrobię eksperyment: zacznę oglądać Łowcę i Królową Lodu, przerwę seans w momencie, w którym zaczyna się historia Królewny Śnieżki i Łowcy, obejrzę ją i zamknę maraton drugą częścią najnowszej opowieści. Oglądaliście kiedyś filmy w ten sposób? Czas spróbować!

Ocena: 7/10

_____________________________________

Instagram: @klubfilmowy
Twitter: @klubfilmowy
Pinterest: Klub Filmowy Obraz i Dźwięk
_____________________________________

 

Dodaj komentarz