Moje filmowo-bajkowe torciki Varia

Lipiec to taki miesiąc, w którym moje dwie córeczki, Anitka i Olcia, mają wyjątkowe prawo do zamawiania wymyślnych tortów. Obie urodziły się prawie tego samego dnia i co roku staramy się wyprawiać im jedną wspólną imprezkę. Torty jednak za każdym razem muszą być dwa.
Jaki ma to związek z kinem? Taki, że dziewczyny najczęściej chciałyby na talerzu widzieć bohaterów swoich ulubionych bajek. Pomysły są – wierzcie mi – niekiedy bajeczne i wymagające nie lada zdolności kulinarnych. Ja jedynie potrafię upiec wysoki biszkopt, zrobić krem budyniowy i zabarwić go płynem z fiolki kupionej w Piotrze i Pawle. Wciągnęło mnie to jednak i od jakiegoś czasu z lubością przygotowuję kolorowe słodkości. I wcale nie zawsze są okrągłe – mimo że są to torty 🙂
Szybkość, szybkość, jestem szybki…
Jednym z pierwszych był Zygzak McQueen (rocznik tortu: 2012). Przepis znalazłam na stronie internetowej. Swoją drogą – film z wytwórni Disney-Pixar nieustannie zachwyca mnie poziomem realizacji – i historią w ogóle. Zanim obejrzałam Auta, wątpiłam w to, że bajeczka o samochodzikach może zrobić na mnie wrażenie. Teraz – po kilkudziesięciu domowych seansach (nie żartuję!!) – wciąż nie mogę wyjść z podziwu dla twórców tej animacji. Od płynności ruchów karoserii, przez odblaski neonów na lakierze, po elementy motoryzacyjne wplecione w architekturę – wszystko to sprawia, że z ogromną przyjemnością oglądam ten film razem z dziewczynkami – podobnie jak jego kontynuację – godny odpowiednik Bonda w kategorii animacja. I czekam na część trzecią. Oby Pixar zrealizował ją w tempie błyskawicznym 🙂
Lala lala, lala, lala, Elma świat…
W tym samym roku musiałam jednak wyprawić jeszcze jedno przyjęcie. Elmo z galaretką i truskawkami był smaczny, choć nos powinnam zrobić z brzoskwini, a nie ze śliwki… Byłam za to dumna z oczu – roztopiłam białą czekoladę, wlałam do ceramicznego pojemniczka od jajek i gdy zastygło – wyjęłam, dodając borówkę amerykańską, żeby potwór spojrzał w bok. Zgadnijcie, która część tortu najbardziej smakowała Olci 🙂 Tamtego roku zrobiłam też tort w kształcie Nemo (to ta rybka, której nieznający się na żartach tatuś szukał po całym oceanie w towarzystwie Dori o bardzo krótkiej pamięci krótkotrwałej… i każdej innej też). Jednak dekoracja tego dziełka wcale mi się nie podobała, wiec pozwólcie, że jego zdjęcia tu nie umieszczę…

 

Magiczna moc tęczy…
Inną bajką, która niezwykle fascynuje moje córeczki, jest My Little Pony. Nie potrafię jednak uzyskać kształtu kucyka (i to nie jakiegoś tam, tylko musi być konkretny, o trudnym do wymówienia imieniu) z masy cukrowej albo marcepanowej. Zastosowałam więc pewien wybieg. W bajeczce często pojawia się tęcza – czy to na niebie, czy jako znaczek na boku kucyka, czy na grzywie – dlatego postanowiłam zrobić „kucykowe ciasto” w kolorach (prawie) tęczy. Dziewczyny były wniebowzięte 🙂
Leonardo – hi’s the leader in blue…
W tym roku starsza córcia zaprosiła na swoje szóste urodzinki koleżanki z przedszkola. Na próżno przekonywałam ją, że zrobię jej tort w kształcie lalki Barbie. Miałam ogromną chęć, by wypróbować przepis. A co moja sześcioletnia dziewczynka na to? Nie, nie i nie. Ma być żółw ninja! I to koniecznie Leonardo (czyli ten w niebieskiej opasce – ale jaką broń posiadał, to ja już nie pamiętam; muszę rano spytać Anitkę – odpowie bezbłędnie). I tak na świecie pojawił się ON. Cały pokryty jest masą marcepanową, pomalowaną barwnikami (oczywiście jadalnymi). A ktoś dziś jeszcze pamięta Wojownicze żółwie ninja? Odkryliśmy nowe odcinki, zrealizowane w animacji komputerowej. Wierzcie bądź nie, ale w soboty i niedziele rano siadamy wszyscy przed śniadaniem i w czwórkę oglądamy wciąż te same odcinki (bo kanał Nickelodeon wykupił chyba tylko część sezonu). Bawimy się przy tym jak dzieci – mimo że połowa z nas to dorośli.
Bawmy się, Sezamku!
Ostatnie dwa torty to powrót do źródeł, czyli dwa potwory z Ulicy Sezamkowej. Tym razem Elmo ma przyjaciela – Grovera. Oba są pokryte zabarwionymi wiórkami kokosowymi, aby uzyskać wrażenie, że zwierzaki są „futrzaste”. Nie wiem, czy to się udało, ale dziewczynkom torciki się podobały, więc cel został osiągnięty. I tym razem mamy powód do wspomnień: ilu z nas wychowywało się na Ulicy Sezamkowej!? Dziś program ten (emitowany w MiniMini+) jest o wiele krótszy i uboższy w porównaniu z tym, jaki pamiętam ze swojego dzieciństwa. Każdy odcinek miał swojego sponsora – literkę; w każdym odcinku pojawiał się gość; było więcej piosenek… To niezwykłe uczucie – rozmawiać z własnymi dziećmi o bajkowych postaciach, które się zna od tak dawna…
Sądząc po filmowych zamiłowaniach moich maluchów, czeka mnie jeszcze tort na motywach Pingwinów z Madagaskaru, Epoki lodowcowej oraz Smerfów. Boję się pomyśleć, co sobie zażyczą, gdy będą w gimnazjum!
Jednak mi się marzy coś zupełnie innego… I zobaczycie, że kiedyś mi się uda!

Dodaj komentarz