Muzyka i emocje w filmie Festiwale, Transatlantyk

Co sprawia, że oglądając film, śmiejemy się, wzruszamy, czujemy gniew, litość czy smutek? Co wywołuje w nas emocje? Wyraz twarzy bohatera? Jego słowa, gesty? Otoczenie, w którym się znajduje? Kolorystyka sceny? Owszem, to wszystko oddziałuje na naszą wrażliwość i każdy element obecny w kadrze działa w sobie właściwy sposób. Największy jednak wpływ na odbiór danej sceny ma muzyka.

Dowód? Prosty: wystarczy obejrzeć scenę, w której postać przeżywa silne emocje, wyciszając dźwięk (proponuję na przykład początkową scenę z filmu Jak zostać królem – gdy bohater próbuje przemawiać do zebranych na stadionie – lub fragment ostatniej części Władcy pierścieni, w którym po koronacji Aragorna wszyscy klękają przed czterema hobbitami). Nie sposób poczuć to, co czują bohaterowie, bez muzyki, która wybrzmiewa w tle sceny. W pierwszym przykładzie napięcie, lęk, oczekiwanie, wzrastająca frustracja nie byłyby tak silne, gdyby nie cichy, jednostajny dźwięk skrzypiec i towarzyszące mu pojedyncze uderzenia klawisza fortepianu. W scenie z filmu Petera Jacksona zaś orkiestralne rozwinięcie głównego tematu muzycznego, mocne, a jednocześnie łagodne, odsyła wyobraźnię i emocje widza do początku całej historii – pogodnej, beztroskiej, pełnej radości i nadziei. W zestawieniu z dramatycznymi wydarzeniami, które rozegrały się później, aż do finałowej sceny, w której ofiarna wędrówka bohaterów wreszcie dobiega końca, ten temat muzyczny wywołuje ogromne wzruszenie.

Muzyka to główny nośnik emocji w filmie. Kto nie wierzy, niech sprawdzi!

O tym, jak ważne zadanie stoi przed kompozytorami muzyki filmowej, przekonałam się jeszcze bardziej 19 sierpnia podczas finałowej części konkursu Instant Composition Contest, który odbył się na Międzynarodowym Festiwalu Filmu i Muzyki Transatlantyk w Poznaniu w Teatrze Wielkim.

Konkurs przebiegał w następujący sposób:

1. wszyscy uczestnicy oglądają ten sam fragment filmu (dźwięk został wyciszony), nie znając jego fabuły i nie wiedząc, kim jest bohater występujący w danej scenie;
2. kompozytorzy przechodzą do sali z fortepianem i natychmiast komponują muzykę do sceny, którą obejrzeli przed chwilą;

3. wszyscy po kolei prezentują swoje kompozycje przed jury (zasiedli w nim m.in. Jan A.P. Kaczmarek, Leszek Możdżer) i publicznością.

Miałam okazję oglądać finał, więc wysłuchałam 11 najlepszych kompozytorów z poprzedniego dnia. W finale uczestnicy musieli zmierzyć się z nowym fragmentem. Pochodził on z filmu The time being, do którego muzykę napisał Jan A.P. Kaczmarek (premiera filmu wkrótce).

Historia opowiada o dwóch malarzach: starszy zbliża się do kresu swojego życia, młody – zagubiony, nie może odnaleźć natchnienia. Spotkanie obu artystów odmienia życie każdego z nich. Oglądana przez uczestników konkursu scena przedstawia moment, w którym młody bohater po raz pierwszy od długiego czasu zaczyna malować. Przygotowuje płótno, farby, szkicuje, nakłada kolory i kończy obraz. Jednocześnie widzimy co jakiś czas starszego mężczyznę, który leży w łóżku i prawdopodobnie czeka na śmierć.

Kompozycje uczestników konkursu były bardzo różne – od użycia cichych, spokojnych dźwięków, wysokich i łagodnych, po mroczne aranżacje, niepokojące i wręcz monumentalne. Jedni akcentowali chwilę rozpoczęcia aktu tworzenia, inni momentem kulminacyjnym ustanowili ujęcie, którym po skończonej pracy młody malarz zdejmuje fartuch i wychodzi z pokoju. Właśnie takie podejście do danego fragmentu zrobiło na mnie największe wrażenie. Jego autorem był Jacek Szwaj, który dodatkowo włączył do swojej aranżacji elementy wokalu. Ta jedna kompozycja wywołała we mnie dreszcze i moim zdaniem najlepiej oddała emocje postaci, która w twórczym uniesieniu przeżywa artystyczne narodziny, przełom. Delikatne brzmienie, zastosowane przez większość uczestników konkursu, w tym wypadku nie oddawało pełni emocji. Proces tworzenia – w sytuacji, w jakiej znalazł się bohater – musiał wywoływać silne przeżycia. „Oto ja – zagubiony, niewidzący sensu swojego życia – mam wreszcie cel, mam wizję dzieła, którą potrafię ucieleśnić, zrealizować. Jestem wielki, potrafię tworzyć i wiem, jak to zrobić.” Nie ma tu miejsca na delikatność, czułość, łagodną melodyjność.

Mam nadzieję, że jury podobnie oceniło występ Jacka Szwaja i że kiedyś usłyszymy o tym chłopaku jako o wziętym kompozytorze muzyki filmowej. Jak powiedziałam, inne kompozycje były mniej emocjonalne. Wskazywały na silniejsze bądź słabsze uczucia, wyciszały się w momencie, gdy widzimy łóżko i starszego mężczyznę, ale według mnie te różnice były za mało wyeksponowane, a natężenie emocjonalne całości zbyt słabe. Sens sceny odczułam jedynie przy muzyce Szwaja.

Na koniec jedno drobne spostrzeżenie: wśród finalistów konkursu na 11 uczestników znalazły się tylko 2 dziewczyny. Gdy spojrzymy na listę kompozytorów filmowych, również zauważymy, że zdecydowaną większość stanowią mężczyźni. Czy to oznacza, że kobiety wykazują się mniejszą wrażliwością? Że nie potrafią wyrazić emocji w muzyce? Że mają słabszą intuicję? Absurd!! W takim razie co sprawia, że tak mało kobiet komponuje? Pozostawiam to pytanie otwartym…

_____________________________________

Instagram: @klubfilmowy
Twitter: @klubfilmowy
Pinterest: Klub Filmowy Obraz i Dźwięk
_____________________________________

Recent Comments

  1. Anonymous

    Jak to co? Kobiety się tym po prostu nie interesują. Tak samo jak polityką dlatego jest ich tak mało, a wrażliwe to są może i nawet bardziej niż faceci. Pozdrowienia dla kolegi Jacka. Brawo! 🙂

  2. Anonymous

    Co jak co ale to kobiety rozmawiają o swoim wnętrzu, psychice a mężczyźni o nowinkach technicznych i ile to nie wypili wódki. Trzymacie emocje w sobie obawiając się, że będziecie uchodzić za mięczaków. Tak nie jest – kobiety uwielbiają gdy mężczyzna się uzewnętrzni. Zapewne tym charakteryzują się właśnie muzycy płci męskiej, których te bariery nie ograniczają.
    Mężczyźni mniej są rozpraszani przez życie codzienne.Mają wmawiane od początku życia, że mają zarabiać kobiety zaś, gotować, prać, sprzątać, rodzic dzieci oprócz pracy. Znam historię w której Szwaj się rozwijał muzycznie i zapewniam, że nie był on rozpraszany tylko absolutnie skupiony na nauce gry gdzie zapewne tam też nauczył się wrażliwości wewnętrznej, choć zewnętrznie jest czasem nazbyt żywiołowym facetem 🙂 Gdzieś to się musi odbić. Pozdro od dumnej kumpeli Jacku.

Dodaj komentarz