„Plac zabaw” – recenzja filmu Filmy

KINÓWKI.pl

Jestem oburzona falą zachwytów, jaka zalewa film Plac zabaw Bartosza M. Kowalskiego. Nie rozumiem, jak można dać się oszukać reżyserowi, który w bezczelny i okrutny sposób oddziałuje na najczulsze punkty ludzkiej wrażliwości i tłumaczy to ważnym przesłaniem o banalności zła w świecie (sformułowanym zresztą już dawno temu przez Hannę Arendt). Kowalski stosuje metody najbardziej oczywiste, niewymagające artystycznego kunsztu i stuprocentowo skuteczne. Bo kto nie byłby wzburzony, oglądając ponad dziesięciominutową scenę brutalnego morderstwa dokonanego przez dwóch nastolatków na 3-letnim chłopcu? Efekt był murowany. Bez większego wysiłku. Dopiął Pan swego, Panie Bartoszu. Podczas seansu zrobiło mi się słabo. Wyszłam z sali kilka minut przez napisami. A fakt istnienia zła w świecie nawet mi nie przyszedł do głowy. Przed oczami miałam tylko zmasakrowane ciało dziecka, nad którym pochyla się dwóch rozbawionych nastoletnich aktorów. W duszy zaś odczułam gwałtowny bunt i głośny krzyk: gdzie jest cel?! Bardziej więc myślę teraz o sensowności powstawania takich filmów niż o temacie, który – żeby oddać twórcy sprawiedliwość – jest rzeczywiście istotny.

Nie godzę się bowiem na sztukę, która posługując się podstawowymi środkami wyrazu (tu: dosłowne, dokumentalne wręcz ukazanie przemocy stosowanej przez dzieci na dzieciach) w sposób nieuzasadniony i bezczelny wymusza na widzu naturalne odruchy wzburzenia, wzruszenia i sprzeciwu, pretendując do miana dzieła z przesłaniem. 

Film Kowalskiego byłby ważnym i poważnym głosem w dyskusji na temat społecznej odpowiedzialności za demoralizację najmłodszego pokolenia, gdyby reżyser zrezygnował z pomysłu zaszokowania odbiorcy poziomem brutalności w finałowej scenie. Do chwili, w której dwaj uczniowie, Szymek i Czarek, podchodzą do małego chłopca w centrum handlowym, Plac zabaw był trudnym, mocnym, ale przekonującym obrazem, pokazującym wybrane przyczyny niemoralnych zachowań dwunastolatków. Brak relacji z rodzicami, pogoń za pieniądzem, zamiana ról dorosłych i dzieci w rodzinie, bieda i patologia – to codzienność uczniów, którzy również w szkole nie znajdują autorytetów ani wsparcia. Historie trojga młodocianych (oprócz Szymka i Czarka pojawia się jeszcze Gabrysia) przesycone są wulgarnością i autoagresją lub agresją skierowaną wobec najbliższych. Reżyser w dobitny i wystarczająco intensywny sposób pokazuje nam, w jakich warunkach żyją bohaterowie i jak te warunki wpływają na ich zachowanie i system wartości. W chwili jednak, w której dwaj chłopcy wychodzą z cudzym dzieckiem z galerii handlowej, historia zaczyna ciążyć w stronę drastycznego finału, który niweczy wszystkie dotychczasowe wątki scenariusza. Jak już bowiem wspomniałam, wychodząc z sali nie myślałam o ukazanym w Placu zabaw problemie społecznym, tylko o brutalnym i bezprawnym wtargnięciu reżysera w sferę mojej wrażliwości. Wyrywające się z głębi duszy pytanie o sensowność nakręcenia tak okrutnej i dosłownej sceny, przysłania przekaz obrazu, niewątpliwie słuszny, ale całkowicie zakrzyczany przez formę.

Niepokoi mnie jeszcze jedna kwestia, na którą zwróciła uwagę Grażyna Torbicka. Mianowicie interesuje mnie, na ile w pracę tych małych aktorów włączył się psycholog. Na ile rodzice potrafili wytłumaczyć swoim dzieciom-aktorom, że to, co mówią i robią na planie, to tylko gra (o ile Michalina, Nicolas i Przemek rozumieją, czym jest gra aktorska). Na ile w końcu będą potrafili odciąć się od granych przez siebie postaci w przyszłości. To, co działo się w trakcie filmu – poza finałem – byłoby jeszcze dla mnie do przyjęcia. Nawet scena z udziałem trojga głównych aktorów (w części zatytułowanej Ruiny) mogła być jeszcze odegrana na zasadzie zabawy. Sekwencja z zakończenia filmu (nosząca tytuł Plac zabaw) jest już jednak dla mnie złamaniem etyki twórcy. Jak wielu dorosłych aktorów, mających silną psychikę i podchodzących profesjonalnie do swojego zawodu, ma po występie w filmach opartych na przemocy problemy emocjonalne? O ile bardziej poważne konsekwencje mogą grozić psychice małego dziecka, któremu poleca się kopać kukłę, mającą „udawać” postać trzyletniego chłopczyka? Nie wierzę, że tak młody umysł jest odporny na tak silne bodźce. Po prostu nie wierzę.

Dystrybutor filmu dopuszczalny wiek widza określił na +18. Pojawia się więc w tym momencie zasadnicze pytanie: czy Michalina Świstuń, Nicolas Przygoda i Przemek Baliński oraz wszystkie dzieci grające role szóstoklasistów obejrzały swój występ w Placu zabaw

„Tak wygląda przemoc w prawdziwym życiu” – mówi reżyser, odpowiadając na zarzuty dotyczące finałowej sceny. Nie przyjmuję takiego wytłumaczenia. Konwencja realistyczna i nałożony na nią naturalizm nie przekonają mnie do tego, że twórca, odwołując się do opisanych już dawno w literaturze zabiegów artystycznych, nadał swojemu dziełu charakter sztuki wysokiej. Nie przyjmuję również za usprawiedliwienie stwierdzenia, że film oparty jest na prawdziwej historii i trzeba ją było wiernie odtworzyć. Zszokowanie widza wcale nie musi skutkować tym, że nagle spojrzy on na świat z innej perspektywy i zacznie go zmieniać. Jedyne, co we mnie pozostało po seansie, to ogromne wzburzenie i bunt przeciwko sztuce operującej nieuzasadnioną przemocą, którą każe się odgrywać dzieciom.

Ocena: 2/10

_____________________________________

Instagram: @klubfilmowy
Twitter: @klubfilmowy
Pinterest: Klub Filmowy Obraz i Dźwięk
_____________________________________

Dodaj komentarz