Prosta historia o niedojrzałości – „Kamper” Łukasza Grzegorzka Festiwale, Filmy, Tofifest

kamper_plakatTo miał być kameralny film o samotności w związku. Tak o swoim debiucie reżyserskim mówił Łukasz Grzegorzek podczas spotkania z publicznością na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym Tofifest w Toruniu. Intencja twórcy okazała się jednak skromniejsza niż interpretacja widzów. Wielu z nich odebrało bowiem film Kamper jako portret pokolenia współczesnych trzydziestolatków, niedojrzałych do stworzenia trwałego związku i niezdolnych do wzięcia odpowiedzialności za własne życie. Pozwala na to również metaforyczne odczytanie tytułu, który oznacza nie tylko przezwisko bohatera, ale również nazwę strategii stosowanej w grach wideo, polegającej na unikaniu ryzyka i bezpośredniej konfrontacji z przeciwnikiem. W tym świetle tytuł filmu odnosi się do obojga bohaterów. I do ich generacji.

Mateusz i Mania bawią się w życie.

On (świetny Piotr Żurawski), z racji swojej pracy, godzinami przesiaduje przed ekranem komputera lub telewizora, testując gry. To zajęcie jest z jednej strony dość poważne – w końcu firmy zbijają majątki na wydawaniu kolejnych edycji gier, a wszelkie usterki oznaczają porażkę i wzrost przewagi konkurencji. Z drugiej jednak strony bohater ma poczucie, że nie do końca się realizuje. W dokonaniu zadowalającej samooceny nie pomaga mu żona, która wciąż powtarza, że jest głupi i nic nie robi.

Mania natomiast (bardzo dobra Marta Nieradkiewicz) wydaje się być na początku tą „doroślejszą”. Uczęszcza na kurs gotowania, poucza męża i radzi mu, by zajął się czymś poważnym. Planuje otworzyć swój biznes. Okazuje się jednak, że to ona pierwsza dopuści się zdrady z szefem kuchni (doskonały komiczny epizod Jacka Braciaka). I przyznaje się do tego tak, jakby była małą dziewczynką, która zjadła wszystkie ciastka, przeznaczone na poobiedni deser, dodając, że jej smakowały.

To, w jaki sposób oboje próbują (nie)radzić sobie z problemem, świadczy o ich życiowej nieporadności. Nie stać ich nawet na solidną kłótnię. Mania zachowuje się tak, jakby nic się nie stało. Niby żałuje, a jednak za chwilę popełnia ten sam błąd. On niby cierpi, ale zaraz idzie w ślady żony. Do pionu próbują go przywołać koledzy z pracy, ale na próżno. Nawet pomysł napisania nowej świetnej gry na konsolę, co byłoby dowodem na to, że wziął życie w swoje ręce, nie udaje się. Nie udaje się też uratować związku, bo żadna ze stron o niego nie walczy. Gdy Kamper wyznaje Mani, że chce się z nią rozstać, ona po chwili milczenia rzuca ciche „Ok.” A potem dodaje: „Może wypijemy kielicha?”. I tyle. Tyle z walki o związek, o rodzinę, o wspólne wspomnienia i przyszłość. Oboje ronią kilka łez. Nic więcej. Potem palą papierosa jak zwyczajni znajomi. I na tym koniec.

Niejeden reżyser pokazał rozpad związku w sposób tak emocjonalny, że po seansie sami się zastanawialiśmy, czy mamy do kogo wracać. Łukasz Grzegorzek zrezygnował z histerii, rozpaczy i egzystencjalnych rozterek. Nie miał jednak innego wyjścia, ponieważ patrząc na relacje, jakie tworzą się dziś wśród ludzi, nierzadko zauważyć można właśnie takie podejście do wspólnego życia. „Spróbujemy, może się uda, a jak nie wyjdzie, to trudno.” „Będziemy razem? Ok.” „Rozstaniemy się? Ok.” „Po co walczyć, jak można znaleźć kogoś innego i znowu kogoś innego, i znowu…”.

Tak też postąpił Kamper, za przyzwoleniem Mani. Mężczyzna wprowadza się bowiem do nowego lokum (musiał opuścić mieszkanie, w którym żył z Manią, bo kupili je jej rodzice). Siedząc na materacu w pustym pokoju i patrząc przez okno, uśmiecha się, a my słyszymy piosenkę o tym, że rozpoczyna się teraz coś nowego. Czy Kamper pozostanie w związku z Hiszpanką Luną? Reżyser twierdzi, że nie. Czy napisze w końcu grę? Grzegorzek sądzi, że owszem. Ja jestem innego zdania. Bo to by oznaczało, że czegoś w życiu się nauczył. A niewiele wskazuje na to, że cokolwiek w jego światopoglądzie się zmieni. Dowodem na to jest ostatnie pytanie, jakie bohater zadaje koledze: „A gdzie kupuje się kołdry?” Trzydziestolatek! Dorosły mężczyzna!

A co zrobi Mania? Pewnie nie wróci do kucharza. Może rozwinie swój wymarzony gastronomiczny interes (gdy Kamper odjeżdża spod bloku, na parkingu stoi wyremontowany wóz), choć w jednej z rozmów dowiadujemy się, że dziewczyna nie wszystko przemyślała (np. wysokość starej nyski jest zbyt mała, by móc w niej swobodnie stanąć), a pieniądze na rozpoczęcie działalności dostała od rodziców.

Oboje sobie poradzą. Każde z nich pójdzie swoją drogą. Jaką jednak wartość będzie miało ich życie, skoro brakuje w nim drugiego człowieka? Skoro brakuje bliskości i stabilizacji, której – wbrew pozorom – wszyscy tak bardzo potrzebujemy?

Film Łukasza Grzegorzka bardzo mnie urzekł. Reżyser zrezygnował z nadmiernej emocjonalności i głębokiej psychologizacji postaci. Nie ma tu sentymentalnych czy romantycznych scen. Kamera, podglądając bohaterów, rejestruje ich codzienne zachowanie i rozmowy, przez które przenika dziecięca naiwność i lekkomyślność. Choć oboje są samotni, nawet gdy żyją w jednym mieszkaniu, to jakoś ta samotność im nie ciąży. Kamper, choć zdrada żony motywuje go do rozmowy z rywalem, wygląda raczej jak chłopczyk, który chce przyłożyć drugiemu w nos, bo ten zabrał mu samochodzik. Mania, choć zraniła męża, próbuje przywrócić poprzedni nastrój w domu, robiąc śniadanie i pytając słodkim dziewczęcym głosikiem – „Dobrze jest, co?”. To chłopiec i dziewczynka. Dzieci. Bawią się…

Tyle że życie to nie zabawa. I dopiero wtedy, gdy przestaniemy się śmiać z dowcipnych dialogów i głupich zachowań bohaterów, uświadamiamy sobie, że znamy wielu takich „testerów gier” czy „przyszłych przedsiębiorców”, którzy całkowicie pozbawieni są podstawowej umiejętności potrzebnej do życia – dojrzałości. Przez to ponoszą porażkę, ranią siebie samych i siebie nawzajem, a ból znieczulają kolejnym związkiem i kolejnymi wielkimi marzeniami, z których niestety niewiele okazuje się udanych. Czy przyszedł czas na pokolenie „kampersów”?

Ocena: 8/10

_____________________________________

Instagram: @klubfilmowy
Twitter: @klubfilmowy
Pinterest: Klub Filmowy Obraz i Dźwięk
_____________________________________

Dodaj komentarz