Talking Piano z Janem A.P. Kaczmarkiem Festiwale, Muzyka filmowa, Transatlantyk

Tradycją festiwalu Transatlantyk stały się spotkania z kompozytorami muzyki filmowej, którzy nie tylko opowiadają o swojej karierze i inspiracjach, ale wykonują (z reguły) samodzielnie własne kompozycje na fortepianie. W spotkaniach takich wzięli udział już. m.in. John Debney (utwory artysty wykonywał Aleksander Dębicz), Daniel Pemberton, Michael Price, John Ottman (który niestety nie zasiadł do fortepianu), Roque Baños czy Curt Sobel. Podczas siódmej edycji festiwalu przyszła pora na rozmowę z pomysłodawcą i dyrektorem Transatlantyku, Janem A.P. Kaczmarkiem.

Gospodarzem wieczoru był irlandzki dziennikarz Tim Burden, który od kilku już lat moderuje spotkania festiwalowe (oprócz Talking Piano prowadzi również krótkie rozmowy z uczestnikami konkursów kompozytorskich), wnosząc do nich pełen profesjonalizm, ale też swobodę, dzięki której rozmówcy chętnie opowiadają o swoich twórczych działaniach.

Pierwsza część wieczoru rozpoczęła się od wspomnień z dzieciństwa. Kompozytor, mówiąc o wpływie, jaki miała na jego wrażliwość matka oraz o niełatwych początkach nauki gry na fortepianie, zarysował tło, na którym zbudowana była jego dalsza droga jako artysty. Ważnym punktem na tej drodze był – jak można wnioskować z wypowiedzi – pobyt w liceum w Koninie, w którym działał niewielki teatr. To tutaj przyszły zdobywca Oscara zaczął komponować utwory do spektakli teatralnych. Duże doświadczenie zdobył również, pracując w Teatrze Jerzego Grotowskiego. Występy z Orkiestrą Ósmego Dnia dały zaś Kaczmarkowi możliwość wyjazdu do innych krajów europejskich i do USA. Wywiad udzielony wraz zespołem dla pisma New York Times przyczynił się do wzrostu popularności grupy i do wydania płyty.

Jan A.P. Kaczmarek wspominał dalej współpracę z Michaelem Kamenem oraz Agnieszką Holland. Muzyka do filmu Całkowite zaćmienie (1995) doczekała się wydania płytowego w wytwórni Sony Classical, co było dużym osiągnięciem (choć finansowo sam kompozytor niewiele na tym skorzystał). Później – jak stwierdził – zaczęły się pojawiać kolejne propozycje, aż przyszły te najważniejsze. Jedną z nich była praca przy filmie Niewierna Adriana Lyne’a (2002). Reżyser, któremu zależało na każdym drobnym szczególe, długo nie mógł się przekonać do tego, by partie na fortepian wykonywał Leszek Możdżer, wskazany przez Kaczmarka. Pierwsze nagranie muzyki bardzo się Lyne’owi nie spodobało, ponieważ uważał, że uderzenia w klawisze są zbyt mocne. Kompozytor zaś twierdził, że nikt tak subtelnie nie zagra melodii, jak Możdżer. Aby przekonać reżysera do swojego pomysłu, Kaczmarek poprosił pewnego amerykańskiego pianistę, by wykonał ten sam fragment. Artysta zrobił to tak głośno i tak gwałtownie, że Lyne nie miał wątpliwości, komu powinien powierzyć wykonanie tematów w Niewiernej. Aby nagrać tę ścieżkę, dwukrotnie proszono Leszka Możdżera o przyjazd z Polski do Stanów Zjednoczonych. Było jednak warto. Jak nakazuje tradycja, Jan A.P. Kaczmarek wykonał fragment głównego tematu z filmu Lyne’a, później zaś obejrzeliśmy scenę, w której ta sama melodia wybrzmiewa wraz z obrazem.

Kompozytor opowiadał też o pracy przy filmie Janusza Kamińskiego Stracone dusze (2000). Przyznał, że takie gatunki, jak horror, western czy film akcji dają ogromną przestrzeń dla muzyki. Artysta wykorzystał tę możliwość, budując mroczną, sugestywną ilustrację, której fragment również mogliśmy obejrzeć i usłyszeć.

W końcu przyszedł czas na najważniejsze dzieło Kaczmarka – muzykę do filmu Marca Forstera pt. Marzyciel (2004). Mimo że wcześniej było wiele okazji, dopiero podczas tego wieczoru po raz pierwszy usłyszałam kompozycję, którą artysta zaproponował, walcząc o możliwość stworzenia ścieżki dźwiękowej do filmu o twórcy Piotrusia Pana. Prosta, pogodna, skoczna – tak ją sobie obmyślił kompozytor i tak – jak się okazało – widział ją reżyser i producent. Kaczmarek przyznał, że charakter historii o Jamesie Barrie narzucał muzycznej ilustracji konieczność ujęcia jej w nieskomplikowany sposób. „Musiałem znaleźć okno do prostoty. A to nie jest łatwe.” Jednocześnie jednak Marzyciel jest też opowieścią o teatrze, o rozpadzie małżeństwa, o chorobie, o śmierci. Dlatego muzyka musiała unieść każdy rodzaj emocji i zbudować odpowiednią atmosferę. Jak wiadomo, kompozytor doskonale wyczuł klimat filmu i nastroje widzów, ponieważ muzyka do Marzyciela przyniosła mu w 2005 roku nagrodę Amerykańskiej Akademii Filmowej. Jan A.P. Kaczmarek był nominowany do Oscara razem z Johnem Williamsem, Thomasem Newmanem, Jamesem Newtonem Howardem i Johnem Debneyem. „Nie mogłem wygrać w lepszym towarzystwie” – stwierdził polski kompozytor.

Przy okazji Marzyciela Kaczmarek opowiedział krótką anegdotę, która już zawsze będzie burzyć mój nastrój podczas oglądania tego filmu. Otóż punktem kulminacyjnym opowieści jest przedstawienie zorganizowane przez Jamesa w domu chorej Sylvii. W pewnej chwili podnosi się kurtyna, a zza niej wyłania się fantastyczna kraina. Wszyscy wiemy, że jest to Nibylandia. Scenie tej towarzyszy najbardziej wzruszający fragment ścieżki dźwiękowej, który zarówno z obrazem, jak i bez niego zawsze doprowadzał mnie do łez. Gdy zatem oczom rodziny Davisów ukazuje się wielki ogród z niezwykłymi stworzeniami, nagle muzyka się nieco wycisza, a my słyszymy szept Johnny’ego Deppa: „This is Neverland”. Kaczmarek wyznał, że zgłaszał tę kwestię reżyserowi. Przecież widzowie doskonale wiedzą, na co patrzą, wypowiedź Deppa jest zupełnie niepotrzebna, a do tego zagłusza najpiękniejszy fragment muzyki. Reżyser był jednak nieugięty. Tak oto za każdym razem, gdy będę oglądała Marzyciela, przypomni mi się ta historia… A wspomniany właśnie fragment najpierw wybrzmiał na fortepianie, a potem wraz z obrazem.

Ale nie tylko Kaczmarkowi przydarzają się takie rzeczy. Coś gorszego spotkało Eltona Johna, który napisał piosenkę do jednej z produkcji, w którą zaangażowany był również polski kompozytor. Okazało się, że choć utwór był piękny, to zupełnie nie pasował do charakteru filmu. Co więcej – zamiast piosenki wielkiego wokalisty, w napisach końcowych słyszymy utwór instrumentalny, wykonywany przez Leszka Możdżera. Spodobał się on widzom do tego stopnia, że zostawali w trakcie napisów, by wysłuchać go do końca.

Ostatnim fragmentem wykonanym przez Jana A.P. Kaczmarka był temat ze ścieżki dźwiękowej do filmu Mój przyjaciel Hachiko (2009). Muzyczna ilustracja historia przyjaźni profesora i jego psa okazała się interesująca nie tylko dla widzów, ale i dla innych osób (również spoza Polski), które chciały usłyszeć te melodie na przykład w trakcie swoich kampanii wyborczych.

Ze strony publiczności padło kilka pytań, między innymi na temat trudności w robieniu kariery w USA, jeśli przebywa się poza Stanami oraz na temat muzyki do gier wideo. Ja zaś zapytałam kompozytora o jego najnowszy projekt, jakim jest film Lecha Majewskiego Valley of the Gods. Samo nazwisko reżysera, który jednocześnie jest autorem scenariusza i zdjęć, daje obietnicę uczty wizualnej. Subtelność muzyki Kaczmarka może zatem doskonale podkreślać poetycki charakter filmu. Niestety, kompozytor nie chciał zbyt wiele mówić o tej historii. Przyznał tylko, że będzie to opowieść o filozoficznym, metafizycznym charakterze, a główną rolę w niej zagra John Malkovich. Skądinąd wiemy, że w obsadzie znaleźli się również Josh Hartnett, Charlotte Rampling i John Rhys-Davies, a zdjęcia powstawały m.in. we Wrocławiu, USA i we Włoszech.

To było bardzo miłe spotkanie, pozwalające bliżej poznać ścieżkę kariery kompozytora, jak i jego poglądy na kulturę. „Sztuka powinna łączyć. Nienawidzę sztuki, która nie jednoczy.” Niech ta myśl pozostanie jak najdłużej mottem nie tylko twórczości Jana A.P. Kaczmarka, ale i każdego artysty.

Co do samej formuły Talking Piano – mam nadzieję, że w kolejnych latach spotkania te pozostaną stałym punktem festiwalu Transatlantyk i że będą okazją do poznania wielu nowych, wspaniałych kompozytorów.

Zdjęcia: Anna Józefiak

_____________________________________

Instagram: @klubfilmowy
Twitter: @klubfilmowy
Pinterest: Klub Filmowy Obraz i Dźwięk
_____________________________________

Dodaj komentarz