„Valerian i Miasto Tysiąca Planet” Luca Bessona – recenzja Filmy

Zanim zaczęłam pisać recenzję filmu Valerian i Miasto Tysiąca Planet, przejrzałam kilka tekstów, w których autorzy bardzo krytycznie podchodzą do najnowszej produkcji twórcy Leona zawodowca. Chciałam zrozumieć, czym naraził się im Luc Besson, że wygłaszają tak miażdżące opinie. Wiele recenzji gani bowiem Francuza za to, że próbował stworzyć kolejny Piąty element, zapominając o zaktualizowaniu historii i środków filmowego wyrazu. Zarzuca się mu, że zbudował nieciekawe postaci, nie utrzymał rytmu fabularnego i sprzedał nam „wydmuszkę”, która miała zachwycić efektami, by przykryć luki w scenariuszu. Ktoś napisał, że Valerian i Miasto Tysiąca Planet to film, który po obejrzeniu otrzyma łatkę: „do zapomnienia”. Czytałam te teksty, czytałam i stwierdziłam, że z niektórymi tezami mogę się zgodzić. Ale zapomnieć o Valerianie? Nigdy!

Nic nie mogę poradzić na to, że minęło już kilka tygodni, a ja wciąż widzę obrazy przepięknej krainy Mul, ciągle przeżywam akcję na targu, z łezką w oku wspominam występ Bubble, a z uśmiechem – sceny z udziałem Doghan-Dagui. Nie znając komiksowego pierwowzoru, nie jestem w stanie ocenić, na ile scenariusz Luca Bessona odzwierciedla świat stworzony przez Pierre’a Christina i Jean-Claude’a Mézières’a. (W tej materii proszę o komentarze i pomoc.) Mając jednak ocenić wyłącznie to, co daje nam film, nie mogę ukryć zachwytu nad wizualnym przepychem obrazów, wykreowanych na ekranie. Plastyczność ujęć, bogactwo kształtów i barw, dynamika scen uzyskana dzięki montażowi – to wszystko sprawiło, że po wyjściu z kina chciałam wrócić do sali i ponownie zanurzyć się w przeuroczym świecie Tysiąca Planet.

Widzę oczywiście, że mieszkańcy planety Pereł do złudzenia przypominają postaci stworzone przez Jamesa Camerona w Avatarze. Miasto Tysiąca Planet podobne jest do bazy Yorktown ze Star Treka. To miejsce, które łączy rasy, kultury i obyczaje, dbając o harmonię i pokój między przedstawicielami odmiennych światów. Przybycie Valeriana i Laureline do Miasta przywodzi na myśl scenę przylotu statku Enterprise, tak pięknie zilustrowaną muzycznie przez Michaela Giacchino. Wielokulturowość, różnorodność form i postaci występujących w Valerianie kojarzy mi się natomiast z uniwersum Gwiezdnych wojen. Zapewne odnaleźć można jeszcze wiele innych powiązań ze znanymi motywami czy wyobrażeniami, których tak przecież wiele we współczesnej popkulturze. Nie twierdzę zatem, że rzeczywistość pokazana przez Bessona jest oryginalna czy odkrywcza. Jednak to, co WIDZIMY, niezależnie od pochodzenia, jest po prostu przepiękne.

Wyjątkowa jest również realizacja warstwy dźwiękowej filmu. Mam na myśli zarówno dźwięk w scenach pościgów i walk, jego montaż, jak i muzykę. Ta ostatnia, stworzona przez Alexandre’a Desplata, zachwyca urodą od pierwszych taktów. Francuski kompozytor napisał zróżnicowaną ścieżkę, łączącą zarówno liryczne tematy, jak i dynamiczne ilustracje, zabarwiając emocjonalnie kolejne sekwencje. Do najpiękniejszych utworów należą te, które pojawiają się w scenach w krainie Pereł. Mamy też świetnie dobrane piosenki, wykonywane m.in. przez Davida Bowie (rewelacyjna Space Oddity w prologu!), Boba Marleya & The Wailers, Wyclefa Jeana i Refugee Allstars czy Alexiane.

Wizualna i dźwiękowa warstwa filmu Bessona jest niezwykła i rzeczywiście każe nieco przychylniej spojrzeć na fabułę, której niestety daleko do ideału. Nic nas w Valerianie nie zaskakuje – ani rozwój relacji między parą głównych bohaterów, ani bieg akcji w wątku przygodowym; niczym nowym nie jest też przemycany w filmie morał, zgodnie z którym odmienność członków danej zbiorowości powinna być jej siłą, zaś wszystkie krzywdy, nawet te największe, należy wybaczać. I że miłość jest lekarstwem na zło świata. Wiemy o tym od dawna (choć niestety nie bierzemy sobie tego do serca). Mimo to dałam się wciągnąć w dynamiczną akcję i przejęłam się losem Miasta Tysiąca Planet oraz dwojga agentów.

Uwagi recenzentów dotyczące obsady Valeriana rzeczywiście mają swoje uzasadnienie. Najwięcej zastrzeżeń mam do gry Cary Delevingne. 25-letnia modelka, piosenkarka i aktorka (w tej właśnie kolejności) ma większe doświadczenie w występach w kampaniach reklamowych niż w filmach, co niestety przekłada się na jakość jej gry. Laureline w jej wykonaniu jest mało naturalna, chwilami zbyt zasadnicza i jakby oderwana od rzeczywistości, w której się znajduje. Nie sprawdził się też Clive Owen w roli komandora Aruna Filitta. Ma on zbyt dobre oczy, by wiarygodnie zagrać negatywną postać. Za to odtwórca tytułowej roli, Dane DeHaan, przekonał mnie do siebie zarówno jako żołnierz w scenach akcji, jak i niepoprawny flirciarz w miłosnych staraniach o uczucie Laureline. Jest jeszcze Rihanna, czyli Bubble. O ile styl muzyczny wokalistki nie przypadł mi do gustu, o tyle jej występ w Valerianie jest jednym z najciekawszych epizodów w filmie. Mam tu na myśli zwłaszcza świetnie zrealizowaną scenę tańca w klubie, którego dość ekscentrycznym właścicielem jest (nota bene!) Ethan Hawke.

Najnowsze dzieło Luca Bessona nie będzie krokiem milowym w historii kinematografii francuskiej, europejskiej, a tym bardziej światowej. Na pewno jednak jest to jeden z najciekawszych filmów tego roku, mimo usterek w scenariuszu i nie najlepszej obsady. Czasem warto przymknąć jedno oko na pewne niedoskonałości, by drugim dostrzec ogromną moc wyobraźni, pasję i pragnienie stworzenia przepięknych światów, których mieszkańcy są tak bardzo do nas podobni. A z pewnością taki zamiar przyświecał reżyserowi, którego twórcza inwencja poniosła go aż do Miasta Tysiąca Planet – wyznającego ideę jedności, a jednocześnie zagrożonego przez fanatyzm i chorą ambicję. Jeśli więc Valerian nie zostanie zapamiętany jako dobry film akcji i przygody, to na pewno zapadnie w pamięć jako dzieło wizjonera, którego wyobraźnia nie zna granic.

(Plakat: Kino Świat)

Ocena filmu: 7/10

POLECANE:

„Valerian i Miasto Tysiąca Planet” – recenzja muzyki Alexandre’a Desplata

_____________________________________

Instagram: @klubfilmowy
Twitter: @klubfilmowy
Pinterest: Klub Filmowy Obraz i Dźwięk
_____________________________________

Najnowszy komentarz

  1. Anitka

    Bardzo fajna recenzja, uważam że powinnaś pisać dalej i popuścić wodze fantazji 😉 Mam nadzieję, że kolejna recenzja będzie lepsza od poprzedniej. Też zachęcam, żebyś wchodziła na moja stronę internetową i coś tam mi doradziła w prowadzeniu bloga: http://swiatanitki.blogspot.com/.

Dodaj komentarz