NAGRODY

W obronie gali rozdania nagród filmowych

Początek roku to w świecie filmowym czas wyjątkowy. Z różnych stron dochodzą do nas informacje o kolejnych nominacjach i nagrodach za minione 12 miesięcy. Mimo że wyróżnienia te często są tendencyjne, podyktowane subiektywnymi upodobaniami jury, znajomościami, tak zwaną „polityką” lub są efektem skuteczniejszej promocji – mimo że wielu uważa gale rozdania najważniejszych nagród filmowych za marnotrawienie pieniędzy i nazywa je „targowiskiem próżności” – ja kocham ten czas! 

Nie jestem naiwna i wiem, że zachowanie gwiazd na czerwonym dywanie to kolejny występ aktorski – tyle że na żywo – i że każda minuta jest co do szczegółu przewidziana przez reżysera gali… Ale co roku daję się uwieść magii tych wydarzeń i z zapartym tchem oczekuję na kolejne uroczystości. Czy jest to rozdanie Złotych Globów, BAFT-y czy Oscarów – zawsze budzą one we mnie dreszcz emocji. Wreszcie mogę zobaczyć ludzi, dzięki którym świat staje się barwniejszy, nasza kultura wzbogaca się o kolejne dzieła należące do X Muzy, a wyobraźnia podróżuje do krain wcześniej nieznanych i nieopisywanych… Wyobraźmy sobie współczesną rzeczywistość bez aktorów, reżyserów, scenarzystów, operatorów, kompozytorów i wszystkich, którzy w najmniejszy nawet sposób angażują się przy pracy nad filmem. Wystarczy usunąć z listy obecności nazwisko jednego reżysera – wybierzcie sobie dowolne, bardziej lub mniej znane i sprawdźcie, ile nakręcił filmów, ile nowych światów stworzył, ile emocji dostarczył widzom, ile nowego powiedział nam o życiu… Ja wybieram Stevena Spielberga. Jak wyglądałoby kino bez niego? Tak samo można zrobić z aktorem: wyobrażacie sobie dzisiejszy świat na przykład bez kreacji Jacka Nicholsona? Podczas gali rozdania nagród filmowych możemy ich wszystkich zobaczyć w jednym miejscu o tym samym czasie… Możemy przypomnieć sobie ich największe dokonania i zobaczyć w innej niż zwykle sytuacji. Do tego dochodzi dreszczyk emocji związany z naszymi oczekiwaniami co do werdyktu Akademii – i mamy noc pełną wrażeń…
W tym miejscu przepraszam za to, co nastąpi w kolejnej części artykułu… Jedna z gali rozdania Oscarów utknęła mi szczególnie w pamięci. Był to rok 2005. Wtedy to Jan A.P.Kaczmarek otrzymał nagrodę za muzykę do „Marzyciela”. Oglądałam uroczystość z zapartym tchem i oto co napisałam tuż po jej zakończeniu:
Stoję przed lustrem: długa bordowa suknia, odkryte ramiona, srebrny naszyjnik i kolczyki, włosy upięte, kilka kosmyków opada na ramiona. Lekki makijaż. Jeszcze tylko torebka i buty. Zakładam płaszcz i wychodzę. Samochód już czeka.
Na czerwonym dywanie sami znajomi. Eleganccy, uśmiechnięci. Ja też się uśmiecham. Idę wolno i obserwuję. Scarlett ma śliczną czarną sukienkę i ciekawą fryzurę upiętą w kok. Johnny z Vanessą, Drew w ciemnych włosach. Clive, Kate w ładnej chabrowej kreacji – wygląda pięknie. Zamieniamy dwa słowa, po czym idę dalej. Halle udziela wywiadu. Wygląda skromnie, ale uroczo – siwa suknia i długie rozpuszczone włosy. Nagle robi się jaśniej – to Cate i jej żółta kreacja. Cudowna kobieta. Jeremy ma ciekawą koszulę. W miejscu, gdzie najwięcej dziennikarzy, stoi Hillary i odpowiada krótko na pytania. Stoi z mężem i olśniewa mocno wyciętym dekoltem na plecach. Ma piękną granatową suknię. Zaraz obok Renee – szczuplutka jak nigdy, w dopasowanej ciemnoczerwonej kreacji. Ma ciemne włosy. Naraz rozlega się głos: „Szesnaście minut do rozpoczęcia ceremonii.” Przyspieszam więc kroku. Mijam Orlando, Kirsten, znowu Cate i Scarlett. Wchodzę do sali. Większość miejsc zajęta. Patrzę na różowy bilecik – „RZĄD XII, MIEJSCE 24”. Znajduję fotel zarezerwowany dla mnie. Wszystkich nominowanych mam więc przed sobą. Siadam wygodnie i rozglądam się. W pierwszym rzędzie Clive, Natalie i Kate. Eastwood kręci się nerwowo, Hoffman i Streisand porozumiewają się na migi. Pierce – jak zawsze elegancki – rozmawia z żoną. „5 minut do rozpoczęcia ceremonii…”
Wyczuwam panujące wokół napięcie. Jest kolorowo, wesoło, niektórzy nie starają się jednak ukryć zdenerwowania. Scorsese nie może usiedzieć spokojnie.
Już tylko chwila, a zacznie się kolejna, 77. ceremonia rozdania Nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej. Dla jednych to pokaz próżności, dla innych święto kina. Jak jest naprawdę? Nie wiem. Ale podoba mi się tu…
Chris Rock wychodzi na scenę. Wszyscy wstają i witają go owacyjnie. Błyskotliwe żarty bawią wszystkich od początku. „Tak naprawdę na sali jest tylko kilka gwiazd. Reszta to tylko sławni ludzie.” Ma rację…
Miałam zamiar notować kolejne wydarzenia tego wieczoru, ale jestem tak podekscytowana, że będę tylko zapisywać kategorie i zwycięzców. Tak chyba będzie najlepiej…
– scenografia – „Aviator”;
– aktor drugoplanowy – Morgan Freeman;
– film animowany – „Iniemamocni”;
– charakteryzacja – „Lemony Snicket”;
– kostiumy – „Aviator”;
– aktorka drugoplanowa – Cate Blanchett;
– film dokumentalny – Born Into Brothels”;
– montaż – „Aviator”;
– scenariusz adaptowany – „Bezdroża”;
– efekty specjalne – „Spider-Man 2”;
– Oscar honorowy – Sydney Lumet;
– aktorski film krótkometrażowy – „Wasp”;
– animowany film krótkometrażowy – „Ryan”;
– zdjęcia – „Aviator”;
– dźwięk – „Ray”;
– montaż dźwięku – „Iniemamocni”;
– krótkometrażowy film dokumentalny – „Mighty times”;
– muzyka – JAN A. P. KACZMAREK, „MARZYCIEL”;
– piosenka – „Al Otro Lado Del Rio”, „Dzienniki motocyklowe”;
– aktorka – Hillary Swank;
– film zagraniczny – „W stronę morza”;
– scenariusz – Charlie Kaufman, „Zakochany bez pamięci”;
– aktor – Jamie Foxx;
– reżyseria – Clint Eastwood, „Za wszelką cenę”;
– film – „Za wszelką cenę”.

Radość i łzy zwycięzców, gorzki uśmiech i gratulacje przegranych. Ja oszołomiona zwycięstwem Jana Kaczmarka!! Z radości nie pamiętam nawet, co powiedział. Pokonał Debney’a, Newmana, Newtona Howarda – no i wielkiego Williamsa!
Żal paru osób i kilku filmów. Znowu Eastwood-emeryt wygrał. A najgorsze jest to, że chyba na to zasługiwał… I może piosenka Banderasa i Santany była dobra (?), może scenariusz adaptowany do „Bezdroży” był lepszy od „Marzyciela” (?), i może rzeczywiście „Marzyciel” nie zasługiwał na więcej Oskarów(?). Wiem, że Owen i Portman byli świetni, piosenki śpiewane przez Beyonce były piękne, Winslet i Depp jeszcze Oskara dostaną, a Kaufman na niego na pewno zasłużył.

Zdołałam jeszcze zanotować parę nazwisk aktorów, którzy wręczali nagrody: Halle Berry, Renee Zellweger, Robin Williams, Scarlett Johanson, Pierce Brosnan, Tim Robbins, Leonardo Di Caprio, Orlando Bloom, Kirsten Dunst, Mike Myers, Adam Sandler, Al Pacino, Emmy Rossum, Jeremy Irons, Laura Linney, Kate Winslet, Penelope Cruz, Salma Hayek, Natalie Portman, John Travolta, Prince, Sean Penn, Gwyneth Paltrow, Charlize Theron, Julia Roberts, Dustin Hoffman i Barbra Streisand.

Rock żegna się z publicznością i zamyka ceremonię. Eastwood świętuje, Swank i Foxx też. Scorsese gryzie paznokcie, Leo poprzysięga, że więcej nie zagra w żadnym filmie, Depp oddycha z ulgą, że cała impreza dobiegła nareszcie końca, Kaufman znika w tłumie. Za chwilę zdjęcia zwycięzców. Ja powoli wychodzę z sali…
Zostawiam wielkich nagrodzonych ze złotymi statuetkami. Zostawiam też wcale nie mniejszych przegranych. Niech się bawią. Zaraz rozjadą się na przyjęcia, będą balować do rana.
Idę po czerwonym dywanie. Jest już wieczór, nie ma tylu świateł co rano. Mijam Brosnana z żoną, życzę im dobrej nocy i znikam w czarnej limuzynie.
Samochód niesie mnie ulicą. Potem skręca w drugą ulicę na prawo i jedzie prosto aż do rana. Gdy otworzę oczy, zobaczę, że leżę w łóżku. Telewizor gra cicho, za oknem świt. Mam na sobie niebieską piżamę, na ziemi stoi butelka wody i niedokończony popcorn.
– A więc to wszystko mi się śniło?! Cały rok czekałam na tę noc, a tu najzwyczajniej zmorzył mnie sen!?
Nagle coś zakłuło mnie pod łokciem. Podniosłam rękę – na prześcieradle leżał różowy bilecik: RZĄD XII, MIEJSCE 24. Na odwrocie zaś widniał napis: KODAK THEATRE, OSCARS 2005.
(Tekst opublikowałam 5 marca 2005 na swoim profilu w serwisie Filmweb.)
To było wiele lat temu, ale do dziś te wydarzenia budzą we mnie emocje… Dziecinada? Może… Ale mimo to nie chcę z tego wyrastać…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.