NAGRODY

Złote Globy 2013

Pierwsza znacząca gala rozdania nagród filmowych właśnie dobiegła końca. Zostały jeszcze dwa konkursy: BAFTA i Oscary. Złote Globy podobno wyznaczają kierunek spekulacji w kwestii nazwisk zwycięzców wybranych przez Amerykańską Akademię Filmową. Jeśli tak się stanie i tym razem, to rzeczywiście będzie można mówić o niespodziankach…
Dziś cieszy mnie fakt, że w większości kategorii zgadzam się z wyborem członków Hollywoodzkiego Stowarzyszenia Prasy Zagranicznej. Nagroda dla Operacji Argo i Bena Afflecka za reżyserię utarła nosa filmowcom noszącym wielkie nazwiska – choć szanuję Anga Lee i Stevena Spielberga, to jednak dobrze czasem oderwać się od schematu i odświeżyć listę tych „najlepszych”. Affleck nie jest może najlepszym aktorem, choć żywię do niego wiele sympatii, jednak z powodzeniem realizuje się jako reżyser, a wcześniej jako scenarzysta (Oscar za najlepszy scenariusz do filmu Buntownik z wyboru – otrzymał go w 1998 roku wspólnie z Mattem Damonem). Trzymam kciuki za dalsze jego projekty, bo jak widać, warto śledzić jego działania.
Piosenka filmowa – gatunek, który wyginął?). Mimo mojego uwielbienia dla głosu Jackmana utwór w jego wykonaniu do filmu Nędznicy nie porwał mnie… Tylko jedna piosenka wygrywa w moim sercu z Adele: Song of the Lonely Mountain z filmu Hobbit. Nic nie poradzę, że Śródziemie to kraina, z której nie chcę wracać, dlatego wszystko, co z niej pochodzi, jest dla mnie najpiękniejsze… Szkoda, że utwór Neila Finna został całkowicie pominięty i w nominacjach do Złotych Globów, i do Oscarów…
I jeszcze jedna kropla goryczy… Lubię Kevina Costnera. Naprawdę. Ale czy rzeczywiście był tak dobry, żeby pokonać Benedicta Cumberbatcha? Fakt, może to kwestia nazwiska, z którym prezenter mógłby sobie nie poradzić podczas wskazywania zwycięzcy… Jednak uważam, że kreacja Sherlocka Holmesa, jaką funduje nam Brytyjczyk, zasługiwała na wyróżnienie (i poświęcenie prezentera). Cumberbatch z powodzeniem przekonał widzów, że Sherlock dobrze czuje się w XXI wieku i że doktor House i Patrick Jane to nie jedyni socjopaci, których kochamy na ekranie… Szkoda. Nominacje, a tym bardziej nagrody za kolejne sezony Sherlocka, są raczej mało prawdopodobne, chyba że otrzyma je Martin Freemann za rolę drugoplanową (co też popieram – bo przy powszechnej niechęci do Hobbita na docenienie w kategorii Najlepszy aktor pierwszoplanowy Freemann nie ma szans).
Do rozdania Oscarów zostało jeszcze kilka tygodni. Trzeba ten czas przeznaczyć na uzupełnienie braków i obejrzenie – w miarę jak się będą pojawiać w kinach – filmów nominowanych do tych wyróżnień. Czekamy więc z niecierpliwością na noc z 24 na 25 lutego. Oby była to noc niespodzianek…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.