Zmysłowa i tajemnicza – muzyka Ennio Morricone do filmu „Koneser” Muzyka filmowa, Recenzje muzyki filmowej

Ennio Morricone i Giuseppe Tornatore to duet, który tworzy dzieła wielkie i niezapomniane. Wystarczy wspomnieć takie tytuły, jak Cinema Paradiso (1988) czy Malena (2000). O sukcesie najnowszego ich filmu świadczy choćby liczba nominacji i zdobytych statuetek wręczanych przez Włoską Akademię Filmową. Koneser zwyciężył m. in. w kategorii najlepszy film, reżyseria, scenografia – i muzyka. I choć konstrukcja fabuły może budzić pewne zastrzeżenia, to muzyka i jej znaczenie w filmie nie pozostawiają żadnych wątpliwości – jest to dzieło mistrza.
Soundtrack otwiera utwór tytułowy: La migliore offertaOparty wyłącznie na instrumentach smyczkowych i utrzymany w niskiej tonacji, wprowadza słuchacza w ogromną przestrzeń opowieści, tworząc jednocześnie nastrój tajemnicy i niepokoju. Ten sam motyw pojawia się w zakończeniu albumu; tym razem jednak przeważają tony wysokie, a z tła orkiestry wyraźnie wyodrębnione zostało solo na skrzypcach. Tę klamrę kompozycyjną uzupełnia tytuł drugi, Volti e fantasmi, również umieszczony na początku i na końcu płyty. Szczególną uwagę zwraca aranżacja pierwsza, trwająca prawie osiem minut. Wsłuchując się w nią, można odnieść wrażenie, że znajdujemy się w zmysłowym labiryncie dźwięków. Kobiece wokalizy, wykonywane na kilka głosów, przywodzą na myśl syreni śpiew – zachwycający, kuszący, piękny i niebezpieczny zarazem. Melodia ta wyraża jakby ukryte namiętności i pragnienia bohatera, rozbudzone nagle przez młodą kobietę. Echo muzyki rozlega się w zamkniętej przestrzeni kadrów – i w zamkniętej przestrzeni pomieszczeń, skrywających zapomniane dzieła sztuki i… tajemnicę.
Jak na dzieło mistrza przystało, muzyka nie pełni w filmie wyłącznie funkcji ilustracyjnej. Kreuje ona określone znaczenia (jak w przypadku utworu Volti e fantasmi), podkreśla sensy i buduje nastrój. Niemal każdy utwór – nawet bardziej dynamiczny i pozornie lekki (jak np. Un violino) – zawiera zdradliwe nuty, sugerujące jakieś niebezpieczeństwo czy uczulające uwagę słuchacza, widza lub bohatera na szczegóły, które tylko z pozoru wydają się oczywiste. Niepokój ma bowiem w filmie Tornatore kilka wymiarów. Pierwszym z nich jest lęk bohaterki, Claire, która chorobliwie boi się opuścić własny pokój. Obawa przed tym, co „na zewnątrz”, jest na tyle silna, że kobieta nie ma kontaktu ze światem, a z Virgilem rozmawia przez zamknięte drzwi. Do czasu… Drugi wymiar niepokoju dotyczy głównej postaci. Virgil – dotąd samotny i oddany wyłącznie swojej pasji, czyli sztuce – zaczyna pod wpływem Claire tracić kontrolę nad swoimi emocjami i życiem. Widz natomiast odczuwa trzeci rodzaj niepokoju: zastanawia się, co jest prawdziwe w tej historii, a co zostało sfałszowane. Obecność muzyki Morricone pozwala na uobecnienie się tych niepokojów i wyraża te sensy, których nie wyrażono wprost w słowach czy w zachowaniu. Sugestia uzyskana dzięki dźwiękom jest w tym wypadku dużo lepszym środkiem kreowania nastroju niż dosłowne mówienie o lękach. Dociera bowiem do podświadomości widza (w odróżnieniu od percepcji wzrokowej nie potrafimy panować nad percepcją słuchową – odbieramy dźwięki niezależnie od naszej woli i nieświadomie poddajemy się nastrojowi, jaki w nas one budują – to jest właśnie siła muzyki!). To zaś jest najlepszy grunt dla reżysera, który chce nas zdezorientować i zaskoczyć.W filmie Tornatore w sposób niezwykły spotykają się trzy wielkie sztuki: aktorstwo (wspaniały Geoffrey Rush), malarstwo (wszechobecne dzieła malarstwa, rzeźby i architektury) oraz muzyka. Włoscy odbiorcy – zarówno widzowie, jak i krytycy – docenili już to dzieło. Czas, abyśmy i my dali uwieść się tajemniczej historii, która bez muzyki Ennio Morricone nie byłaby tak wspaniała.

Recenzja pojawiła się również w portalu www.soundtracks.pl.

Polecam recenzję filmu: Aktorstwo, malarstwo i muzyka: trzy wielkie sztuki w filmie wielkiego reżysera

____________________________________

Facebook: Klub Filmowy Obraz i Dźwięk

Twitter: @klubfilmowy

_____________________________________

Recent Comments

  1. Anna Józefiak

    Wstyd przyznać, ale Cinema Paradiso jeszcze przede mną… Można na to spojrzeć jednak z drugiej strony – ta wielka przyjemność dopiero mnie czeka 🙂 Pozdrawiam!

  2. Dire Wolf

    Muzyka piękna, choć prawdopodobnie celowo, w odróżnieniu od najbardziej znanych dzieł EM w tym filmie „ledwo ją słychać”. Jakby tworzyła niewidzialną/niesłyszalną/niematerialną jak mgła dźwięków otoczkę całego filmu. Bez wątpienia brak jej wyrazistości do których kompozytor nas przyzwyczaił. Ale chyba temu obrazowi było to niepotrzebne. A „Cinema …” zobacz koniecznie, coś wspaniałego… Zaraz mi się jednak – pewnie przez Philippe Noireta, Włochy i jakąś taką nostalgię – przypomina „Listonosz” (Il Postino), również ze wspaniałą muzyką…Pozdrawiam

Dodaj komentarz