„Znajdę cię” – film otwarcia Transatlantyk Festival 2019 Festiwale, Filmy, Transatlantyk

Niestety nie mam dobrych wieści. Pojawiające się w kontekście filmu Marthy Coolidge (nakręconego przy dużym udziale polskiej ekipy) określenia typu „hollywoodzka produkcja”, „plejada gwiazd” czy „znakomita międzynarodowa obsada” są mocno przesadzone. Pierwotny angielski tytuł Music, War and Love, który wciąż funkcjonuje w sieci (m.in. w serwisie imdb.com lub filmweb.pl), dużo obiecuje. Połączenie tych trzech motywów: muzyki, wojny i miłości, działa na wyobraźnię i daje szerokie możliwości. Aby powstał dobry film, powinny zostać spełnione dwa warunki: twórcy musieliby znaleźć oryginalny pomysł na przedstawienie takiej opowieści oraz zrealizować go na wysokim poziomie. W filmie Znajdę cię (I’ll find you) pomysł może był. Polak Robert Pułaski (Leo Suter) i Żydówka Rachel Rubin (Adelaide Clemens) poznają się jako uczniowie szkoły muzycznej w przedwojennej Łodzi. Dziecięca niechęć zmienia się powoli w przyjaźń, z której rodzi się uczucie. Marzenia o wspólnej karierze przerywa II wojna światowa i wywózka rodziny Rachel do Oświęcimia. Realizacja tego pomysłu okazała się jednak fatalna, z kilku powodów.

Muzyka odgrywa ważną rolę w całej opowieści. Mamy tu szkołę muzyczną pani Leny (Connie Nielsen), uzdolnionych uczniów, występy tenora i jakże prawdziwą sugestię, że dzięki miłości do muzyki artysta może przetrwać najtrudniejsze chwile. Źle się jednak dzieje, gdy tak istotny element świata przedstawionego (koncerty, gra pojedynczych instrumentów, a nade wszystko śpiew) zostaje zaniedbany. Nieudane udźwiękowienie scen występów operowych (głos wyraźnie rozmijał się z ruchem warg) czy nienaturalne, nadekspresywne zachowanie aktorów (Stellana Skarsgårda i Leo Sutera) w trakcie śpiewu, wprawiało widza w zakłopotanie. A „puszczanie oczka” podczas spektaklu Tristan i Izolda, wykonywanego w obecności Hitlera – to już naprawdę za wiele. Kompozycje ilustracyjne Jana A.P. Kaczmarka są natomiast miłe dla ucha, lecz daleko im do Marzyciela, czy choćby do nowszej, udanej moim zdaniem muzyki z filmu Paweł Apostoł Chrystusa (2018).

Wojna, a w przypadku filmu Marthy Coolidge raczej historia, to dla kina temat będący wyzwaniem tak samo ambitnym, jak ryzykownym. Może się na przykład okazać, że zbyt powierzchowne przedstawienie faktów wywoła u widza albo niezrozumienie (gdy nie wie on, jaką rolę pełniło tworzenie „orkiestr” złożonych z więźniów i organizowanie „koncertów”w Auschwitz), albo dręczące poczucie, że wątek został spłycony (gdy widz wie, że był to przejaw cynicznej, totalitarnej polityki nazistów, lecz nie widzi tego w filmie). Odniosłam wrażenie, że pobyt w obozie zagłady oznaczał dla bohaterów tyle, co pobyt w więzieniu o zaostrzonym rygorze, z którego tuż po wyzwoleniu można było swobodnie wyjść, zaś śmierć dotykała wielu, lecz właściwie nikt nie wie, z jakiej przyczyny. Nie przejmował się tym raczej młody Robert Pułaski, który częściej przybierał pretensjonalną pozę nieszczęśliwego amanta niż drżał o los Rachel. Pominę milczeniem to, w jak naiwny i nieprawdopodobny sposób bohaterowi udaje się przemieszczać tuż po wojnie z jednego kraju Europy do drugiego, a później nawet do USA, by w końcu odnaleźć dziewczynę, z którą będzie żył długo i szczęśliwie.

Wątek miłosny, o którym zaczęłam już właściwie mówić, jest główną osią fabuły. I nie jest to zarzut, w końcu kino (a przed nim literatura) zna wiele przejmujących melodramatów rozgrywających się na tle wojny – czy to między państwami, czy między skłóconymi rodzinami (patrz: Romeo i Julia). W filmie Znajdę cię problem polega na tym, że schemat ten jest płaski, przewidywalny i – co razi najbardziej – fatalnie zagrany. Jeśli wierzę w uczucie bohaterów, to nie dlatego, że wyczytuję je ze spojrzeń, gestów czy pokazanych sytuacji. Nie ma tu żadnej głębi: ani emocjonalnej, ani psychologicznej, a aktorzy odgrywają swoje role tak, jakby wypowiadali cudze kwestie.

Film był kręcony między innymi w Łodzi i Krakowie. I gdybym miała znaleźć jakiś jasny punkt w tej produkcji, byłyby to właśnie kadry przedstawiające przedwojenną Łódź i wnętrza należące do bogatych mieszczan, a później arystokratyczne salony i sale koncertowe w Europie. Zdjęcia Alexandra Gruszyńskiego, kostiumy Elżbiety Radke i scenografia Marka Dobrowolskiego sprawiają, że nieco łatwiej przychodzi nam patrzeć na losy Roberta i Rachel, jednak to za mało, by uwierzyć, że mogły one się wydarzyć naprawdę w tamtym miejscu i w tamtym czasie. Dużą przeszkodą, która zaburza poczucie autentyczności, jest język angielski (do tego niekiedy z wyraźnym akcentem brytyjskim). To prawda, że w Pianiście aktorzy również mówią po angielsku. Coś jednak sprawia, że u Polańskiego angielszczyzna jest „przezroczysta” i nie zwraca uwagi, zaś u Marthy Coolidge staje się chwilami nie do zniesienia.

Wracając zatem do tego, co można było przeczytać o filmie na długo przed jego premierą (informacja o kręconych zdjęciach pojawiła się już w 2016 roku), niewiele z tych zapowiedzi się potwierdziło. Znajdę cię ma może jeden związek z Hollywood – jest nim powierzchowne ujęcie historii Polski, której Amerykanie nie znają, nie rozumieją, a na pewno nie czują (i wcale nie mam im tego za złe, lecz od twórców oczekuję większej rzetelności). Co do aktorstwa – cóż, nawet Stellan Skarsgård czy Connie Nielsen, grając tak nieprzystające do nich charaktery, niewiele mogli z siebie wykrzesać. Obsadzenie Jacka Braciaka w roli nazistowskiego naczelnika obozu w Oświęcimiu jest absolutnie nietrafione (widzowie darzą go zbyt dużą sympatią, by zobaczyć w nim bezwzględnego cynika), wklejenie Macieja Zakościelnego do grupy partyzantów wygląda wręcz na parodię Czasu honoru, a akcent Małgorzaty Kożuchowskiej mówiącej po angielsku wypada groteskowo (przy całej mojej sympatii do aktorki).

Z jednej strony rozumiem Jana A.P. Kaczmarka, że na film otwarcia festiwalu w Łodzi wybrał tytuł ze swoją muzyką, który dodatkowo promuje miasto i który przez to miasto był wspierany. Pod względem artystycznym i wizerunkowym nie był to jednak dobry wybór. Film jest po prostu słaby i w ogóle nie powinien znaleźć się w programie festiwalu, który chce stawiać na artyzm, oryginalność i idee.

Mam nadzieję, że z każdym kolejnym tytułem obejrzanym w Łodzi niesmak po pierwszym seansie zniknie i 9. edycja Transatlantyk Festival pozostawi po sobie dobre wspomnienia.

Ocena filmu: 3/10

____________________________________

Instagram: @anna_jozefiak_klub_filmowy
Twitter: @klubfilmowy
____________________________________

Recent Comments

  1. DS

    Zdecydowane nie dla recenzji, której autorka najwidoczniej niezbyt dobrze za angielski i nie przepada za muzyką klasyczną…

    Proszę przemyśleć, co Pani pisze. W roli głównej kobiecej wystąpiła żyjąca i pracująca w USA młodziutka Australijka Adelaide Clemens, która pomimo swojego młodego wieku ma już za sobą kilka znaczących głównych ról u boku między innymi takich aktorów jak Keanu Reeves (Generation Um…). Rolę głównej bohaterki jako dziecko zagrała Ursula Parker, która oprócz tego, że mając lat 14 jest już doświadczoną aktorką, już w wieku lat 10 uznana została za na tyle utalentowaną skrzypaczkę, że została stypendystką Julliard School of Music w Nowym Yorku. Głównego bohatera zagrał 23 letni obecnie Leo Suter, który od momentu zagrania w filmie I’LL FIND YOU (ZNAJDĘ CIĘ ) obsadzany jest bez przerwy w rolach wiodących, dziecięcą wersję głównego bohatera zagrał Sebastian Croft, który teraz w wieku lat piętnastu już zagrał główną rolę w komedii Horrible Histories wchodzącej mocno do kin, a przed udziałem w filmie I’LL FIND YOU, zagrał już w wielu sztukach teatralnych, w Grze o Tron zagrał Neda Starka jako dziecko. Connie Nielsen nie trzeba nikomu przedstawiać – zagrała w takich wybitnych filmach jak Adwokat Diabła, Gladiator, Nimfomanka, Wonder Woman, Stellan Skarsgård – ulubiony aktor Larsa von Triera – jest aktorem z najwyższej półki, nigdy nie zagrał w kiepskim filmie, znamy go nie tylko z ambitnych europejskich filmów ale również z kochanych przez światową publiczność amerykańskich produkcji takich jak Piraci z Karaibów, czy Mamma Mia. Mini serial Czernobyl jest ostatnim wielkim sukcesem tego wybitnego aktora. Przyjaciela głównego bohatera – Vlada – zagrał Toby Sebastian znany światowym widzom z Gry o Tron. Stephen Dorff (Blade, Somewhere) gra rolę niemieckiego generała, który próbuje pomóc głównemu bohaterowi uwolnić jego ukochaną z obozu zagłady. Spośród polskich aktorów wystąpili w filmie ZNAJDĘ CIĘ: Małgorzata Kożuchowska, Lech Mackiewicz (polsko-australijski aktor) jako rodzice głównego bohatera, Weronika Rosati, Karolina Porcari (polsko-włoska aktorka i reżyserka), Jacek Braciak, Marcin Czernik, Maciej Zakościelny, Kamil Kula, Ewa Błaszczyk, Agnieszka Wagner i inni.

    Zdradza Pani akcję filmu – podstawowy błąd popełniany zazwyczaj przez niedoświadczonych recenzentów, który bardzo szkodzi filmom, szczególnie tym, które nie są jeszcze w dystrybucji kinowej, tylko na rozbiegu festiwalowym….

    Może Pani nie zna zbyt dobrze angielskiego i nie widziała napisów? Sala podczas projekcji na Gali Otwarcia Festiwalu Transatlantyk była pełna, ponad 700 osób, ludzie, którzy nie mieli miejsc siedzących, siedzieli na schodkach prowadzących na półpiętro lub stali. Na koniec filmu ludzie klaskali bardzo długo i wyczekali aż do ostatniego nazwiska w napisach końcowych – a były one bardzo długie. Dopiero kiedy się napisy skończyły, ludzie zaczęli się przemieszczać do sali, w której czekały napoje i przekąski.

    Podczas testów filmu w LA i w Warszawie ludzie zwracali uwagę na fantastyczną jakość dźwięku i synchronizacji. Za ostateczne miksy odpowiedzialny był najlepszy dźwiękowiec na świecie, Michael Minkler, nagrodzony trzykrotnie Oscarem za dźwięk w filmach „Chicago”, „Dreamgirls” and „Black Hawk Down”.

    Puszczenie oczka na scenie to rozładowanie napięcia i pokazanie po raz kolejny poczucia humoru. Przecież Benno wraz z przyjaciółmi organizuje zamach na Hitlera…

    Muzyka Jana A.P. Kaczmarka jest bardzo delikatna i nie narzucająca się, co jest jej wielkim atutem, a motyw przewodni pozostaje w sercu na długo. Oprócz tej muzyki film wypełniony jednymi z najpiękniejszych fragmentów muzyki klasycznej kompozytorów takich jak: Chopin, Bach, Mendelssohn, Mozart, Wieniawski, Massenet, Donizetti, Paganini, Monti, Strauss, Verdi, Händel, Schubert. Ale Pani chyba nie zna tej muzyki, bo nie zwróciła Pani na nią uwagi…

    Nie widziała Pani w filmie fragmentów dotyczących muzyki w obozach? Nasza główna bohaterka po swoich traumatycznych przeżyciach w obozie, gdzie straciła całą swoją rodzinę, przestała grać, nie była w stanie wrócić do muzyki, zagrać w wymarzonym od dziecka Carnegie Hall z miłością swojego życia… W filmie jest zasygnalizowana historia orkiestry kobiecej, którą Kramer eksploatował w Oświęcimiu, potem w Bergen Belsen, a potem wysłał ją na Marsz Śmierci. Pomimo, że „I’ll Find You” nie jest filmem dokumentalnym, znalazł się dalszy ciąg historii tej orkiestry – kobiety wysłane na śmierć zostały uratowane prze Czerwony Krzyż i wiele z nich dzięki temu znalazło się w Nowym Yorku, tak jak główna bohaterka filmu, Rachel. Ale oczywiście film ma zmotywować widzów do poszukania materiałów dotyczących orkiestr na terenie obozów pracy i zagłady.
    Główna bohaterka próbuje rozmawiać o tym z wielką trudnością w bardzo przejmującej scenie spotkania w Nowym Yorku, po wojnie już, z Leną – swoją nauczycielką ze szkoły muzycznej. I chociaż tak jak wielu więźniów, którzy przeżyli koszmar Oświęcimia, nie potrafi i nie chce o tym rozmawiać, to jednak w sposób poruszający, z nieruchoma twarzą mówi o tym, co się tam działo i jaki to miało na nią wpływ, a po wyjściu Leny wybucha płaczem…

    Robert Pułaski naraża się na wielkie niebezpieczeństwo, ryzykuje życiem, żeby ratować swoją ukochaną. Jedzie do Berlina udając Niemca, występuje na scenie dla Hitlera tylko po to, żeby dostać się do Oświęcimia i spotkać się ze swoją ukochaną, żeby ją wydostać z obozu. Jest poinstruowany, że za żadne skarby nie może dać po sobie znać, że zna Rachel, bo to może oznaczać wyrok śmierci dla Rachel, a nawet może dla wszystkich – dla Roberta, Benno i generała Hubera!
    Robertowi udaje się uciec z Berlina w momencie, kiedy jego przyjaciel i nauczyciel Benno zostaje zastrzelony a jego oczach za spiskowanie przeciwko Hitlerowi. Ukrywa się przez kilka miesięcy na wsi (w dalszym ciągu udając Niemca) i opuszcza tę wieś dopiero, kiedy Anglicy wkraczają do Niemiec… Wiele osób w taki sposób dotrwało do końca wojny na terenie Niemiec, inspiracją do tego fragmentu filmu były między innymi losy rodzin ludzi zaangażowanych w produkcję filmu.

    Ale dlaczego zdradza Pani akcję filmu? Żaden szanujący się recenzent na świecie nie zdradza akcji recenzowanego filmu, bo to jest działanie na szkodę filmu…

    Podczas testów fokusowych ponad 80% testowanych zarówno w USA jak też w Polsce, podkreśliło, że najbardziej podoba im się wątek miłości głównych bohaterów, że widać chemię pomiędzy Leo i Adelaidą, że oboje świetnie zagrali swoje role.
    Jeśli Pani odebrała ten wątek miłosny inaczej, to chyba znowu problem z niewystarczającą znajomością języka angielskiego. A przynajmniej brakiem emocjonalnego odczuwania języka. Dialogi w tym filmie są bardzo istotne i często poruszające. Wielu widzów płakało podczas oglądania filmu. Ale oni chyba czytali napisy lub po prostu znali dobrze angielski…
    Powinna Pani podkreślić, że to Pani prywatne odczucia i język angielski jest nie do zniesienia dla Pani, a nie dla innych widzów. W jakim języku miała pracować Amerykańska reżyserka pracując z ekipą w dużej części angielskojęzyczną i obsadą międzynarodową? W jakim wg Pani języku mieli grać aktorzy? W Esperanto? Scenariusz był napisany po angielsku, obsada była międzynarodowa, w filmie było 56 ról mówionych, z tego i tak udało się obsadzić wiele z nich – aż 18 – aktorami polskimi, o co postarali się producenci i reżyserka. Film jest wyprodukowany przez Amerykańską firmę, Fred Roos – jeden z trzech głównych producentów I’LL FIND YOU wyprodukował większość filmów Francisa Coppoli i jego córki Sofii Coppoli, uważany jest za ojca chrzestnego castingu światowego, duża część ekipy jest z USA i Anglii, chociaż wielu z członków ekipy ma polskie korzenie (przy castingu i tworzeniu ekipy producenci świadomie poszli podobną drogą, jaką poszli reżyser i producenci filmu „Ojciec Chrzestny” – czyli kręcąc film o Polsce szukali wśród Amerykanów ludzi z polskimi korzeniami jak też Polaków pracujących często na amerykańskich planach filmowych)
    Jaka to arogancja z Pani strony zarzucanie Amerykanom braku znajomości i rozumienia historii. Ile czasu spędziła Pani w Ameryce? Ilu Amerykanów Pani zna? Ile książek napisanych przez Amerykańskich autorów Pani przeczytała? Może nadszedł czas oprócz nauki języka angielskiego wziąć się też za kulturoznawstwo? Może jakieś kursy na Amerykanistyce?
    Ludzie, którzy do tej pory obejrzeli film, a znaleźli się wśród nich wybitni światowi reżyserzy i aktorzy, bardzo chwalą właśnie Jacka Braciaka za wyjątkowo dobrze zagraną rolę. Podczas konferencji prasowych w Taorminie pytano o aktora, który tak świetnie zagrał potwora melomana – komendanta obozu w Oświęcimiu. A proszę sobie popatrzeć na zdjęcia ogólnie dostępne w Internecie – uderzające podobieństwo twarzy Josefa Kramera i Jacka Braciaka.
    Stawia Pani zarzuty kompozytorowi, że napisał słabą muzykę do słabego filmu. Pan Jan A.P. Kaczmarek chyba miał inne zdanie na temat filmu – od dawna stać go na to, żeby pisać muzykę do filmów, które mu się podobają. I muzyka do filmu I’LL FIND YOU jest kolejnym przykładem talentu jakże wybitnego kompozytora.
    Mam nadzieję, że uda się Pani wygospodarować czas na naukę języka angielskiego oraz że zastanowi się Pani czy nie powinna Pani zrezygnować z pisania o muzyce filmowej, skoro w filmie, w którym jest tak wiele pięknej muzyki, nie słyszała jej Pani …

  2. Anna Józefiak Anna Józefiak Post author

    Dziękuję za wszelkie uwagi i rady, pozwolę sobie jednak pozostać przy swoim zdaniu. Chętnie weszłabym w polemikę, ale wolałabym wcześniej wiedzieć, z kim mam przyjemność dyskutować. Inicjały niestety nie pozwalają mi tego stwierdzić. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz