FILMY,  NETFLIX

BROAD PEAK Leszka Dawida

Historia Macieja Berbeki i dwóch ekip wspinaczy próbujących zdobyć Broad Peak to film o zwycięstwie ludzkiej woli i o cenie, jaką trzeba za nie zapłacić.

Film Broad Peak w reżyserii Leszka Dawida obejrzałam z zapartym tchem. Nawet znając historię pierwszej, nieudanej próby ataku Macieja Berbeki i jego ekipy na szczyt w paśmie Karakorum w 1988 roku, oraz wiedząc o tragicznym finale kolejnego podejścia, do którego doszło ćwierć wieku później, podczas seansu zapominałam o tym, jak naprawdę potoczyły się losy himalaistów. Razem z nimi przy każdym wdechu czułam mroźne powietrze, z niepokojem obserwowałam ciemniejące niebo i zastanawiałam się, czy rozsądniejszym wyjściem będzie kontynuowanie wyprawy, czy powrót do bazy. I miałam nadzieję, że historia zakończy się szczęśliwiej…

Taki odbiór filmu z pewnością stał się możliwy dzięki przejrzystej kompozycji filmu i sprawnie prowadzonej, niezbyt pośpiesznej narracji. Oszczędne dialogi napisane przez Łukasza Ludkowskiego pozwoliły na to, aby ważne treści, odczuwane emocje i charaktery budowane były poprzez długie ujęcia, spojrzenia i gesty, milczenie czy szmer oddechu…

Nie trzeba wielu słów, by poinformować widza, że pogoda uniemożliwi wspinaczom bezpieczny powrót do obozu. Wystarczy lakoniczny komunikat podany przez radio i widok szczytu, nad którym kotłują się chmury. Nie trzeba kilku stron scenariusza, aby zarysować relację między mężem, który decyduje się na kolejną wyprawę, a żoną, która boi się o jego życie. „Jadę tam.” – mówi on. – „Wiem.” – mówi ona. Wystarczy. W tej krótkiej wymianie zdań jest więcej miłości, troski, wahania i wewnętrznej walki niż w najbardziej burzliwej kłótni. Zresztą nie tylko w tej scenie Ireneusz Czop i Maja Ostaszewska potrafili pokazać wzajemne oddanie i zrozumienie, jakim darzyli się Maciej i Ewa.

I to jest kolejna mocna strona filmu Leszka Dawida: obsada. Ireneusz Czop powściągliwie, a zarazem przejmująco przedstawił postać Macieja Berbeki, któremu dane było doświadczyć porażki, ale i spełnienia, choć tym ostatnim cieszył się zaledwie kilka godzin. Świetnie wypadli również Łukasz Simlat, Piotr Głowacki i Tomasz Sapryk, grający role członków pierwszej, starszej ekipy. Choć w filmie zamienili ze sobą niewiele słów, dało się odczuć tę nić porozumienia, która łączy ludzi oddanych jednej pasji. Całkiem wiarygodnie rysowały się też drobne konflikty i nieporozumienia, do jakich dochodziło zwłaszcza w kluczowych momentach wypraw.

Myślę, że tę autentyczność udało się osiągnąć również dlatego, że sceny nagrywane były w górach, m.in. w Alpach, gdzie – w odróżnieniu od studia filmowego czy nawet tatrzańskich szlaków – aktorzy musieli mierzyć się z ekstremalnymi warunkami pogodowymi i terenowymi.

Są wreszcie zdjęcia. Prawdziwe! Kręcone kamerą na wysokości kilku tysięcy metrów. Zachwycające pięknem i przerażające potęgą nieokiełznanej natury, na której tle człowiek jest jak mała kropka, nic nieznacząca i śmieszna w swoich dążeniach i zmaganiach. Wdzięczna jestem ekipie filmowej Leszka Dawida za ogromny wysiłek, jaki niewątpliwie wiązał się z kręceniem zdjęć w naturalnych warunkach, na śniegu i wietrze. Imponującym zdjęciom Łukasza Gutta towarzyszy muzyka Łukasza Targosza, która zwłaszcza w scenach prezentujących górski krajobraz wypełnia przestrzeń, nadając białym szczytom dostojeństwa i powagi.

I doceniam to, że Leszek Dawid zakończył film krótką i rzeczową informacją o losach czterech uczestników wyprawy na Broad Peak w 2013 roku, pomijając burzę, jaka rozpętała się w mediach w związku ze śmiercią dwóch wspinaczy. Reżyser zachował dzięki temu historię Macieja Berbeki wolną od oskarżeń i szukania winnych. Dał nam zaś malowniczą opowieść o zwycięstwie i o jego cenie; o pasji, która tak mocno wrasta w człowieka, że determinuje całe jego życie; a nade wszystko o sile ludzkiej woli – nieugiętej, choć ostatecznej pokonanej przez wszechpotężną naturę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.