FILMY

„MacGyver” – podróż sentymentalna

Bezcenne jest uczucie, gdy po wielu, wielu latach ogląda się serial, który w czasach szkolnych się kochało i żyło każdym kolejnym odcinkiem… Zazwyczaj w takich przypadkach ogarnia nas nostalgia, wracają wspomnienia, pojawiają się dawno zapomniane twarze przyjaciół, a w myślach snują się się refleksje w rodzaju „to były czasy…”. I nie ma znaczenia fakt, że dziś jesteśmy już dorośli i może bardziej świadomie odbieramy sztukę filmową. Nieistotne jest, że dostrzegamy rażącą naiwność fabuły, banalność dialogów, płytką konstrukcję postaci i niezbyt porywającą grę aktorską. Każde spotkanie ze starym ulubionym serialem sprawia nam ogromną przyjemność.

Te myśli naszły mnie z powodu jednego tytułu zamieszczonego w programie telewizyjnym na przyszły tydzień. Od wtorku (3 czerwca) w TVP 1 rozpoczyna się emisja pierwszego sezonu amerykańskiego serialu MacGyver. Angus MacGyver po raz pierwszy pojawił się na ekranach w roku 1985. Według danych zamieszczonych w portalu Filmweb serial kręcono do 1992 roku. Ostatnie lata podstawówki oraz początek liceum to czas, w którym każdy odcinek – m. in. dzięki stacji Polonia 1 oraz niemieckiemu kanałowi Pro7 i Sat1 – oglądałam z przyśpieszonych biciem serca…

Pamiętam, że przez pewien okres serial był prezentowany o godzinie 21.50. Jako grzeczna i posłuszna córka (oraz wzorowa uczennica), o tej porze powinnam już leżeć w łóżeczku i odpoczywać przed kolejnym dniem pełnym szkolnych wyzwań. Miałam jednak sprawdzoną metodę, by namówić rodziców do przesunięcia ciszy nocnej o godzinę. Wystarczyło wymyć naczynia po kolacji (to były jeszcze czasy sprzed ery zmywarek!) i doprowadzić kuchnię do stanu idealnej czystości. Wtedy bez żadnych oporów rodzice pozwalali mi obejrzeć kolejny odcinek – oczywiście oboje oglądali go ze mną!

Co tak bardzo ciągnęło mnie do tej produkcji? No dobrze, Richard Dean Anderson bardzo mi się podobał w roli samotnego, szlachetnego i błyskotliwego obrońcy słabszych. Ale to nie wszystko. Imponował mi również tym, że z każdej trudnej sytuacji potrafił znaleźć wyjście… I że był tak niepoprawnie nieskomplikowany i bezpretensjonalny… I że tak dużo wiedział o chemii i fizyce (ja od zawsze czułam się humanistką, ale przeciwieństwa przyciągają się przecież…). Jego stosunek do broni był ściśle określony (zawsze patrzył na pistolety z obrzydzeniem), a jedyny raz, w którym użył rewolweru, polegał na zrobieniu z niego narzędzia typu „klucz francuski”. Jeśli chodzi o kobiety, cóż, było ich wiele… Szkoda, że bohater nigdy się nie ustatkował. Podobała mi się również różnorodność przygód i zagadek, z jakimi musiał zmierzyć się nasz bohater: od awarii w elektrowni atomowej (czy dobrze pamiętam, że tu właśnie użył czekolady do zatkania zbiornika z niebezpieczną substancją?), przez wybuch szybu wiertniczego (nigdy nie zapomnę sceny, w której MacGyver jedzie starą ciężarówką z cieknącymi laskami dynamitu) po atak krwiożerczych mrówek (kojarzę żółty kombinezon ochronny). No i ten scyzoryk!! Jak każdy bohater filmowy, również MacGyver miał godnego przeciwnika. Był nim Murdoc (Michael Des Barres). Muszę przyznać, że konfrontacje tych dwóch postaci stanowiły jeden z najciekawszych wątków.

Ileż to razy MacGyver był otruty, ileż razy więziony, bity, okłamywany, kuszony… Ale najciekawsza była właśnie ta pomysłowość, która wymagała wiedzy i uporu. Bohater nigdy się nie poddawał. I to był argument, którego użyłam w swoim wypracowaniu, napisanym podczas szkolnego etapu olimpiady polonistycznej w jednej z ostatnich klas podstawówki. Temat dotyczył ulubionego filmu. Pamiętam, jak z drżeniem w głosie zapytałam panią, czy serial kwalifikuje się do tego tematu. Gdy uzyskałam zgodę, już wiedziałam, o czym będę pisać. Wiedziałam na temat filmu wszystko: znałam nazwiska twórców, aktorów, nawet anegdoty związane z serialem. Jedna z nich dotyczy pierwszego spotkania reżysera z Richardem Deanem Andersonem podczas castingu. Anderson wszedł ponoć do pokoju i  gdy otrzymał próbny tekst do odczytania, przeprosił obecnych i wyjął z kieszeni… okulary. Reżyser miał powiedzieć: „Skoro ten gość potrafi przyznać się do tego, że używa okularów, idealnie sprawdzi się w roli MacGyvera”. Dodam tylko, że dzięki tej pracy przeszłam do drugiego etapu olimpiady!

Ten oto MacGyver po raz kolejny pojawi się w telewizji. Czy będę oglądać? Oczywiście!

_____________________________________

Facebook: Klub Filmowy Obraz i Dźwięk

Twitter: @klubfilmowy

_____________________________________

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.