Oscary 2013 – piosenka NAGRODY

Werdykt Amerykańskiej Akademii Filmowej w sprawie wyboru najlepszej piosenki 2012 roku był w 99% pewny. Jeden procent można było zarezerwować na niespodziankę, którą od czasu do czasu serwuje nam amerykańskie jury bez jakiegokolwiek racjonalnego powodu. Tym razem jednak przewidywania się spełniły – Adele za utwór Skyfall otrzymała Oscara. Czy słusznie? Sądzę, że tak!

Spośród nominowanych piosenek tylko Pi’s Lullaby posiada zadatki na wielki przebój filmowy. Przesłuchałam ostatnio kilka razy album z muzyką Mychaela Danny do Życia Pi i muszę przyznać, że jest to jedna z najpiękniejszych ścieżek muzycznych, jakie znam, a Kołysanka dla Pi to wzruszający, magiczny i pełen głębi utwór, którego brzmienie przywołuje w wyobraźni przestrzeń oceanu, nieskończoną i tajemniczą…
Niestety, nominowany również w tym roku utwór z musicalu Nędznicy nie dorównuje poziomem artystycznym ani wykonaniem obu wspomnianym piosenkom. Mimo że Hugh Jackman ma bardzo dobry, czysty, mocny i ciepły zarazem głos (powiem wprost: uwielbiam go!), to tonacja, melodia i styl utworu Suddenly nie zachwyciły mnie. Nie wierzę, że to mówię, ale bardziej na miejscu tej piosenki widziałabym tę śpiewaną przez Russella Crowe’a pt. Stars, choć jego głos nie może mierzyć się z głosami pozostałych wykonawców w filmie. Jest zbyt słaby, matowy, wydobywany z trudem i wysiłkiem; nie przekonuje mnie Crowe jako aktor-śpiewak. Nie wierzę w emocje, które próbuje wyrazić w muzyce jako Javert. Jednak sama piosenka ma tę iskrę, dramatyzm, które powinien mieć oscarowy przebój muzyczny.Bez wątpienia nominację powinien otrzymać również utwór I dreamed a dream wykonywany w Nędznikach przez Anne Hathaway. Domyślam się, że został on pośrednio doceniony poprzez nagrodzenie samej aktorki, jednak ładunek emocjonalny utworu, różnorodność nastrojów i sama melodia zasługiwały na uwagę. Mamy tu i rozpacz, i ogromne rozczarowanie, ale też szczęście, którego doświadczała bohaterka, gdy przez chwilę żyła z mężczyzną, którego kochała. Kompozycję tę można by analizować w odrębnym artykule, tak wiele jest w niej treści – a przede wszystkim tak wiele mówi o ludzkim życiu, które – dla bardzo wielu osób – tylko chwilami jest szczęśliwe…

Miło zaskoczyła mnie natomiast piosenka pt. Before my time, którą wykonuje Scarlett Johansson i Joshua Bell, choć nie na tyle, by żałować, że nie zdobyła Oscara. A mimo że Norah Jones jest mi bardzo bliska, a jej łagodne melodie działają jak balsam dla duszy i umysłu, to jej utwór do Teda zupełnie mi nie odpowiada… Może dlatego, że wydaje mi się bardzo podobny do nagrodzonego Oscarem w 2002 roku duetu Billy Crystal-John Goodma, którzy śpiewali If I Didn’t Have You w filmie Potwory i spółka.
Wracając do zwycięskiej kompozycji, nie mam wątpliwości, że była to jedna z najlepszych piosenek filmowych zeszłego roku, choć może dla dobra wszystkich powinniśmy jak najszybciej wymazać z pamięci występ Adele na tegorocznej gali rozdania Oscarów. Artystka wyraźnie nie jest jeszcze gotowa na występy przed publicznością, w dodatku słabe nagłośnienie, które przygotowali dźwiękowcy, zdecydowanie jej tego zadania nie ułatwiło…
W grupie nominowanych brakowało mi jednak jeszcze jednej: Song of the Lonely Mountain Neila Finna z filmu Hobbit. Niezwykła podróż. Dziwię się, że nie znalazła się ona w tym zacnym gronie.
***
O Skyfall pisałam więcej w artykule Piosenka filmowa – gatunek, który wyginął? Polecam!

Dodaj komentarz