Camerimage,  FILMY,  NETFLIX,  PORTAL PRESTO

OSIEROCONY BROOKLYN Edwarda Nortona

Są takie filmy, których się nie ogląda, lecz chłonie zmysłami. Są takie filmy, podczas których oddycha się tym samym powietrzem, które otacza bohaterów. Są takie, w które widz chce się wtulić i zostać w nich na dłużej. Takie myśli towarzyszyły mi podczas oglądania filmu Edwarda Nortona Osierocony Brooklyn.

To wrażenie pozostało ze mną do dziś, choć od pokazu na festiwalu EnergaCAMERIMAGE 2019 i od spotkania z reżyserem, który odebrał w Toruniu Nagrodę im. Krzysztofa Kieślowskiego, minęło już pół roku. Wciąż pamiętam, jak bardzo urzekły mnie kadry – ciepłe, miękkie, spokojne, mające doskonale wyważone tonacje kolorów i kontrastów. Ciągle tkwi we mnie zapach Nowego Jorku – jego szarych ulic podczas deszczu czy zadymionych nocnych lokali. I wciąż słyszę tę muzykę – aksamitną, nostalgiczną, tylko czasem nieco żywszą.

Za klimat filmu, zbliżony do atmosfery gatunku noir, odpowiada operator Dick Pope oraz kompozytor Daniel Pemberton. To przede wszystkim ich praca w warstwie wizualnej i dźwiękowej uczyniła z historii Lionela Essroga urzekającą opowieść o człowieku, który uwikłany w niebezpieczną intrygę próbuje odkryć tajemnice miasta, mrocznego i pięknego zarazem. A widz ten mrok i to piękno odczuwa tak intensywnie, jakby był jednym z mieszkańców, krążących po nowojorskich zaułkach.

Ciąg dalszy recenzji przeczytacie w serwisie

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.