Festiwal Muzyki Filmowej,  MUZYKA FILMOWA

Piosenka filmowa – gatunek, który wyginął?

esq-skyfall-0912-xlg

Do napisania tego tekstu natchnęła mnie premiera piosenki Adele do najnowszego filmu o przygodach wiecznie młodego, niezmiennie czarującego, nadzwyczaj sprawnego, zniewalająco przystojnego i ponad wszystko odważnego Jamesa Bonda (tak, określenia te powinny zabrzmieć z nutką ironii, bo o Bondzie w wykonaniu Daniela Craiga mam nieco inne zdanie niż większość ludzkości, zwłaszcza rodzaju żeńskiego, ale o tym może kiedy indziej).Twórczości Adele nie znam, choć sądząc po nagrodach, które odbiera, jest to temat godny uwagi. Obecność jej piosenek na Liście Przebojów Programu Trzeciego jest dla mnie wystarczającą rekomendacją. Gdy jednak po raz pierwszy usłyszałam „Skyfall” w wykonaniu brytyjskiej wokalistki, od razu zapragnęłam dwóch rzeczy: obejrzeć nowego Bonda i kupić płytę Adele. Wiem, że zdania na temat utworu są podzielone. Nie to jednak mnie interesuje. Piosenka mi się bardzo podoba i już.

Bardziej zwrócił moją uwagę sposób, w jaki utwór został wprowadzony do mediów:

1. najpierw przez kilka tygodni słuchacze, widzowie i czytelnicy byli bombardowani informacjami o tym, że piosenkę do kolejnej odsłony przygód agenta 007 napisze sławna nie tylko wśród Brytyjczyków Adele;
2. następnie podano dokładny czas premiery: w Wielkiej Brytanii stało się to dokładnie 5 października 2012 roku o godz. 00:7 (dla niezorientowanych – 5 października 1962 roku miał premierę pierwszy oficjalny film o Bondzie – Doctor No; wybór godziny jest chyba oczywisty);
3. teraz przyszedł czas na zdobywanie list przebojów: w tym tygodniu na pierwszym miejscu w Trójce i na Liście Przebojów Muzyki Filmowej w RMF Classic, w Radiu Zet na miejscu 5. i to dopiero początek;
4. wkrótce – gdy tylko Adele wróci do formy po urodzeniu dziecka – przyjdzie czas na teledysk (o ile już nie został nakręcony, tylko z powodów marketingowych jeszcze go nie wyemitowano);
5. ostatecznie piosenka przejdzie do historii jako utwór promujący film o Bondzie w 50. rocznicę urodzin bohatera dla kina (i dla całej machiny przemysłu rozrywkowego).

Wszystko, co opisałam powyżej, przypomniało mi czasy mojej wczesnej młodości, gdy piosenka towarzysząca premierze filmu była wydarzeniem w świecie muzyki. Przejrzałam ostatnio listę filmów i piosenek od roku 2002. Oto wybrane tytuły. Brzmią znajomo?

„May it be” – Enya (Władca pierścieni – Drużyna pierścienia)
„Until” – Sting (Kate i Leopold)
„You’ll be in my heart” – Phill Collins (Tarzan)
„Don’t wanna miss a thing” – Aerosmith (Armageddon)
„My heart will go on” – Celine Dion (Titanic)
„Man in black” – Will Smith (Faceci w czerni)
„You must love me” oraz „Don’t cry for me, Argentina” – Madonna (Evita)
„I finally found someone” – Barbra Streisand i Brian Adams (Miłość ma dwie twarze)
„Because you loved me” – Celine Dion (Namiętności)
„Can you feel the love tonight” – Elton John (Król Lew)
„Streets of Philadelphia” – Bruce Springsteen (Filadelfia)
„I have nothing” oraz „Run to you” – Whitney Houston (Bodyguard)
„Beauty and the Beast” – Celine Dion (Piękna i Bestia)
„Everything I do, I do it for you” – Brian Adams (Robin Hood: Książę złodziei)

Dotarłam do roku 1992. Chyba nie muszę kontynuować… Są to piosenki z czołówek list przebojów z lat dziewięćdziesiątych. Niektórych filmów już się nie pamięta, a utwory nadal są żywe w pamięci – i w eterze. Kto z osób, które choć trochę interesowały się w tamtych latach kinem i muzyką, nie zna tych kompozycji? A wykonawcy? Tu już wystarczyło po prostu słuchać od czasu do czasu radia.

A teraz przyjrzyjmy się twórcom piosenek i tytułom utworów do filmów z ostatniego dziesięciolecia (zdobywcy Oscarów):

2012: Muppety „Man or Muppet”, wyk. Jason Segel i Walter
2011: Toy Story 3 „We Belong Together”, wyk. Randy Newman
2010: Szalone serce „The Weary Kind”, wyk. Ryan Bingham
2009: Slumdog. Milioner z ulicy „Jai Ho”, wyk. Sukhwinder Singh, Tanvi Shah, Vijay Prakash
2008: Once „Falling Slowly”, wyk. Glen Hansard i Markéta Irglová
2007: Niewygodna prawda „I Need To Wake Up”, wyk. Melissa Etheridge
2006: Hustle & Flow „It’s Hard Out Here for a Pimp”, wyk. Jordan Houston, Cedric Coleman, Paul Beauregard
2005: Dzienniki motocyklowe „Al Otro Lado Del Río”, wyk. Jorge Drexler, Leo Sidran
2004: Władca Pierścieni: Powrót króla „Into the West”, wyk. Annie Lennox
2003: 8 Mila „Lose Yourself”, wyk. Eminem
2002: Potwory i spółka „If I Didn’t Have You”, wyk. Billy Crystal, John Goodman

Z całym szacunkiem dla tych twórców i wykonawców: spośród wszystkich wymienionych znam Billego Crystala, Johna Goodmana (i to nie jako piosenkarzy, tylko jako aktorów), Annie Lennox i Eminema (tych owszem, znają prawie wszyscy) oraz Randy’ego Newmana (znam tylko dlatego, że interesuję się muzyką filmową). Gdzie wielkie przeboje? Gdzie wielkie gwiazdy? Gdzie w końcu te piosenki (poza tradycyjnym miejscem – przy napisach końcowych)?!

Kiedyś piosenki filmowe żyły własnym życiem, promowały niekiedy nie tylko nowy film, ale również nowy album. Zdobywały szczyty popularności na listach przebojów – podobnie jak filmy królowały w zestawieniach box office. Co więcej – często żyły dłużej niż pamięć o filmach, którym towarzyszyły… Lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte to okres triumfu piosenki filmowej. Gdzież nam do tamtych czasów? Absolutnie nie podważam talentu współczesnych wokalistów i nie odmawiam wysokiego poziomu piosenkom pisanym dziś do filmów. Wiele z nich to perełki, nieodkryte co prawda, ale i tak wyjątkowe. Dlaczego jednak tak słabo promuje się ten element dzieła filmowego? Kwestie finansowe – tak przecież kluczowe w biznesie – również przemawiają za połączeniem filmu i piosenki. Po raz kolejny więc pytam: dlaczego?

Mam nadzieję, że sytuacja stworzona przez ludzi od promocji nowego Bonda, którzy zaufali – według mnie słusznie – magii i mocy muzyki, skłoni kolejnych twórców do odbudowania zaufania dla wartości związku piosenki z filmem. Z drugiej strony – liczę na to, że współczesne gwiazdy sceny muzycznej – zachęcone sukcesem Adele – pójdą w jej ślady i włączą się w promocję filmów, by dzięki nim (lub bez nich) zaistnieć w świadomości widzów i słuchaczy – może nawet na dłużej niż istnieć będzie pamięć o samym filmie.

_____________________________________

Facebook: Klub Filmowy Obraz i Dźwięk

Twitter: @klubfilmowy

_____________________________________

2 komentarze

  • Lupus

    Również się zgadzam z artykułem, a przy tym bardzo interesującym wpisie. Z ostatnich znakomitych piosenek wymieniłbym jeszcze „Let It Go” z „Frozen”. Co do piosenek bondowskich to chodzą słuchy, że Adele ma zrobić piosenkę także do kolejnego Bonda, choć osobiście nie pogardziłbym gdyby tę szansę w końcu dostało Muse albo Within Temptation.

  • Anonymous

    Zgadzam sie z tym artykułem. Czasem słucham Adele wiec moge potwierdzic, że jest niesamowita, głos super. Jednak nie wszystkie posenki ma dobre według mnie, ale ta jest cudowna słucham jej non stop 🙂 Skłoniła mnie nawet do obejrzenia tego filmu, na który wkrótce sie wybiore. Chociaż też nie przepadam za tym aktorem 🙂
    Co do piosenek filmowych może to własnie piosenka Adele Skyfall bedzie wielkim powrotem piosenek filmowych do promowania filmów…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.