FILMY,  PORTAL PRESTO

TENET Christophera Nolana

Najnowszy film Christophera Nolana jest wyjątkowy z kilku powodów

Po pierwsze dlatego, że nakręcił go Christopher Nolan. A każda produkcja opatrzona tym nazwiskiem jest z założenia nieprzeciętna. Po drugie – brytyjski reżyser podjął trudną decyzję i postanowił – mimo pandemii – wprowadzić swój film do kin. Czy zrobił słusznie, czy powinien pójść w ślady twórców najnowszego Bonda i przesuwać premierę w nieskończoność? Patrząc na wyniki zestawień box-office’ów można sądzić, że choć oczekiwania producentów były z pewnością dużo większe, to mówienie o klapie finansowej filmu Tenet byłoby nieuzasadnione.

O filmie Tenet Christophera Nolana rozmawiam z Mają Baczyńską, redaktor naczelną Presto Filmowego

Maja Baczyńska: Przyznam szczerze, że oglądając nowy film Nolana, momentami nie mogłam się połapać, kto jest tu z przyszłości, a kto z przeszłości.

Anna Józefiak: Ja też miałam problem z orientacją w czasie, zwłaszcza na początku, zanim akcja na dobre się rozkręciła. Do tego pojawiła się kwestia „odwrócenia” bohaterów i ich jednoczesnej obecności w tym samym czasie. Spodziewałam się jednak takich zabiegów u Nolana. I muszę przyznać, że do dziś zastanawiam się nad niektórymi scenami – skąd ten bohater mógł się znaleźć akurat w takim miejscu i o tej porze. Ale za każdym razem odnajduję logiczne uzasadnienie. Dlatego dla mnie Tenet to kolejny ciekawy film z gatunku „mind-game” – jak je określa Barbara Szczekała w swojej książce Mind-game films. Gry z narracją i widzem. Podobała mi się również intensywność akcji oraz dźwięk i muzyka Ludwiga Göranssona – dla niektórych może zbyt wyrazista i za głośna, ale moim zdaniem dopasowana do wydarzeń (choć często przywodząca na myśl kompozycje Zimmera, zwłaszcza te z Incepcji).

M.B.: Muzyka była dla mnie świetna! Nawet jeśli zbliżała się bardzo do Zimmerowskich kompozycji z poprzednich filmów Nolana, to przecież była adekwatna do futurystycznego klimatu historii, dziwności doświadczeń i eksperymentów z percepcją bohaterów, wreszcie — zaspokajała oczekiwania widzów przyzwyczajonych do stylistyki filmów Nolana.

A.J.: A co sądzisz o obsadzie? Robert Pattison już od kilku lat jest dla mnie jednym z najbardziej obiecujących aktorów i również w filmie Tenet zbudował ciekawą postać, pozwalając na dobre zapomnieć o Edwardzie ze Zmierzchu. Kenneth Branagh z kolei zmierzył się z rolą czarnego charakteru i prawie mu się udało mnie przekonać, że potrafi zagrać tego „złego”. Jednak darzę tego aktora zbyt dużą sympatią, by całkowicie uwierzyć w jego ciemną naturę… A Elizabeth Debicki uwielbiam zawsze i w każdej roli. Specjalnie zwlekam z oceną roli protagonisty, czyli Johna Davida Washingtona, ponieważ jego kreacja po prostu mi się nie podobała. Dziwi mnie ten wybór Nolana, zwłaszcza że w poprzednich jego filmach oglądaliśmy aktorów pokroju Leonarda DiCaprio, Christiana Bale’a czy Toma Hardy’ego. Poza tym sama postać, zwłaszcza na początku filmu, wydała mi się jakaś jałowa, jakby „niedopisana”. Miałam jeszcze jeden problem z tym bohaterem: oglądając Tenet tuż po informacji o śmierci Chadwicka Bosemana (Czarna Pantera), widziałam w roli protagonisty właśnie jego. Co więcej – doskonale mi do tej roli pasował…

M.B.: Główny bohater był również dla mnie zupełnie nieprzekonujący, zwłaszcza na tle innych postaci i poprzednich wyborów reżysera. Jednak oczywiście doceniam, że tym razem jest to ktoś nieoczywisty i reprezentujący mniejszości rasowe. Być może dzięki temu Tenet będzie miał szansę na Oscara dla najlepszego filmu, szkoda tylko, gdyby to był jedyny powód  zdecydowania się na taką obsadę.

A.J.: Nolan zazwyczaj trafia z doborem aktorów, choć jak obie zauważyłyśmy, tym razem niekoniecznie sprawdził się jego pomysł na obsadzenie głównej roli. Mam ogromną nadzieję, że ten wybór nie wynikał z wyrachowania i z próby dostosowania produkcji do nowych ustaleń Akademii. Dla mnie jest to niestety działanie wbrew sztuce. Ale to już inny wątek…

M.B.: Akcja – cały czas mam wrażenie braku klarowności w jej prowadzeniu. Skoro antagonista zostaje zabity przez żonę na statku, to chyba jednak jakiś trwały wpływ na przyszłość to mieć musiało (poza doraźnym w scenie z planowaną detonacją), a wówczas również bohaterowie ani nie mogliby go później („wcześniej”) spotkać, ani nie mieliby powodu, aby zabijać kogoś, kto został unicestwiony. Opowiedzenie historii nielinearnej to jednak wyzwanie. A może ten eksperyment przerósł wyłącznie moją percepcję?

A.J.: Mam wrażenie, że Nolanowi właśnie o to chodzi – aby widzowie jeszcze długo po seansie próbowali uporządkować fakty, czas i przestrzeń. I to mi się podoba. Nawet jeśli do końca nie potrafię znaleźć uzasadnienia jakichś wydarzeń czy rozwiązań, to zdaję się na Nolana. Każdy jego film to efekt solidnej pracy reżyserskiej, operatorskiej, dźwiękowej i muzycznej.

M.B.: Ale czy to nie przerost formy nad treścią?

A.J.: Przyznam, że chwilami sama zadawałam sobie to pytanie, ale ostatecznie nie umiem na nie odpowiedzieć twierdząco. Nie w przypadku Nolana. Tak, jak wspomniałam wcześniej, znając poprzednie filmy reżysera, taka „zabawa” formą wciąga mnie i budzi moje zaufanie. No i oczywiście wywołuje we mnie potok myśli, spekulacji i kombinacji jeszcze długo po seansie. A ja lubię takie filmowe łamigłówki. Nie przeczę jednak, że jeśli Nolan w kolejnych kilku filmach posłuży się podobnymi zabiegami i wciąż będzie manipulował czasem, przestrzenią i wymiarami, to w końcu widzowie mogą się zmęczyć. Dlatego mam nadzieję, że następny tytuł, nad którym będzie pracował twórca niedoścignionej Incepcji, wprowadzi do swojej twórczości coś zupełnie nowego. Jeśli tak się stanie, jestem przekonana, że będzie to kolejna dobra produkcja.

M.B.: A ja mam nadzieję, że naukowe inspiracje i zabawy z formą będą wspierane dobrymi, poruszającymi historiami i dobrym aktorstwem, jak w poprzednich filmach.

[Tekst pojawił się również w serwisie www.prestoportal.pl.]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.