The Magic and Majesty of Alexandre Desplat – relacja, której nie będzie Festiwal Muzyki Filmowej, Festiwale, Koncerty, Muzyka filmowa

Nie. Nie będzie relacji z koncertu „The Magic and Majesty of Alexandre Desplat”, który odbył się 18 maja 2019 w Sali Audytoryjnej im. Krzysztofa Pendereckiego w Centrum Kongresowym ICE Kraków w ramach 12. edycji Festiwalu Muzyki Filmowej.

Nie będzie relacji, bo tym razem mój słownik filologa nie mieści w sobie wyrazów, które mogłyby opisać wrażenia, jakie wywarła na mnie muzyka przecież tak dobrze mi znana, a słyszana jakby po raz pierwszy. Bo odbiór suity przygotowanej specjalnie na potrzeby koncertu i wykonywanej przez orkiestrę nie jest tym samym, co słuchanie muzyki w trakcie seansu lub z płyty. To zupełnie nowe doznania. To odczucie nie tylko słyszanego dźwięku, ale też uderzenie fal akustycznych odbierane przez skórę i całe ciało; to zapach sali; to błysk świateł odbijających się od instrumentów i wreszcie reakcje publiczności. A gdyby jeszcze zająć miejsce na balkonie nad sceną i mieć sokoli wzrok, można by widzieć twarz dyrygenta i rozczytywać nuty z partytury leżącej na pulpicie…

Więc zamiast czytania relacji, której nie będzie, wyobraźcie sobie, że po raz pierwszy w życiu słuchacie najpiękniejszych tematów pochodzących z dorobku Alexandre’a Desplata i że wykonuje ją orkiestra Sinfonietta Cracovia…

Pomyślcie, że pierwszy raz do Waszych uszu dociera muzyka z filmu Valerian i Miasto Tysiąca Planet. Po niej stykacie się z zupełnie nieznaną Wam kompozycją niefilmową. To Peleas i Melisandra, symfonia na flet i orkiestrę.

Za chwilę przenosicie się do Delft do wieku XVII i razem ze służącą Griet odkrywacie piękno obrazów Jana Vermeera, niesieni melodią fletu z Dziewczyny z perłą. I boicie się oddychać, by nie zerwać tych delikatnych dźwięków niepotrzebnym szeptem. A za moment już kołyszą Was smyczki i fortepian, które znacie z partytury do Gry tajemnic.

Wyobraźcie sobie dalej, że w trakcie przerwy celowo unikacie rozmowy ze znajomymi, bo słowa ugrzęzły gdzieś w krtani i nie chcą się wydostać na zewnątrz, spłoszone majestatem brzmienia, które wciąż unosi się w przestrzeni…

Wracając do sali znów doświadczacie niebywałych uczuć. Miękkość melodii z filmu Jak zostać królem Was urzeka, a Autor widmo wytrąca z błogiego nastroju, zalewając falą niepokoju płynącą spod palców muzyków.

Gdy słyszycie pierwsze takty kompozycji do Kształtu wody, w głowie macie dwie myśli: „jakie to piękne…” i „czy mistrz zagwiżdże?”. I pomyślcie, że tak się dzieje! Mistrz gwiżdże, a akordeon wtóruje smyczkom! Sekcja perkusyjna za moment wykona marsz z Id marcowych, budując szorstkie tło dla trąbki, a w finale potęga orkiestry rozwinie się w motywie z obu części Insygniów Śmierci.

I gdy już sądzicie, że więcej piękna nie da się tego wieczoru usłyszeć (bo zgodnie z oficjalnym programem koncert właśnie miał się zakończyć), obsługa wnosi na scenę 5 krzeseł i 5 pulpitów, a maestro unosi ręce i porywa publiczność do pastelowej rzeczywistości Grand Budapest Hotel! Jakby tego było mało, na drugi bis Sinfonietta Cracovia wykonuje przewrotny motyw z filmu Romana Polańskiego Wenus w futrze.

Kompozytor podczas całego koncertu wielokrotnie się kłania i skacze wokół pulpitu jak uroczy pasikonik. Nagradza brawami zasłużonych muzyków. Wy, wzruszeni do głębi, klaszczecie z mocą i w owacji na stojąco domagacie się kolejnego bisu.

A teraz pomyślcie, że to nie była Wasza wyobraźnia i że Alexandre Desplat naprawdę dał właśnie taki koncert. Jak byście o nim mówili?

No właśnie. Nie da się tego opisać słowami. Dlatego pozwólcie, że pozostanę jeszcze wśród dźwięków muzyki francuskiego kompozytora, a Wam daję pole do wyobrażeń…

(Zdj. Anna Józefiak)

____________________________________

Instagram: @anna_jozefiak_klub_filmowy
Twitter: @klubfilmowy
____________________________________

Dodaj komentarz