FILMY,  NETFLIX

Przypowieść o odzyskaniu woli życia – „Grawitacja” Alfonso Cuarona

Uwaga! W artykule zdradzam szczegóły, których nie powinno się znać przed obejrzeniem filmu! Jeśli lubicie być zaskakiwani przebiegiem fabuły, wróćcie do tekstu po obejrzeniu Grawitacji!

Są filmy, o których nie potrafię pisać w sposób przemyślany. Nie mam ochoty szukać informacji o reżyserze, o jego wcześniejszych dokonaniach, o jego pomyśle na film i o tym, co twierdzą inni recenzenci o najnowszym dziele. Są takie filmy, które wywołują we mnie falę nieuporządkowanych refleksji i nie dają o sobie zapomnieć… Takim filmem jest Grawitacja Alfonso Cuarona. I taki właśnie będzie ten artykuł…

Don’t let goDwuznaczność tego zdania, tak sugestywnie zakodowanego w pamięci osób oglądających trailer (jeden z najlepszych trailerów ostatnich lat), to klucz do zrozumienia sensu dzieła meksykańskiego reżysera.

Nie puszczaj mnie! Nie wypuszczaj mojej ręki! Trzymaj mnie mocno, bo boję się śmierci w bezkresnej przestrzeni! Boję się samej śmierci!

To właśnie ma na myśli bohaterka, która za wszelką cenę pragnie przeżyć katastrofę promu kosmicznego i może liczyć jedynie na kolegę. W pewnym momencie zostaje jednak sama. Jest Ryan (Sandra Bullock) i nieskończoność. Wobec potęgi wszechświata kobieta nie znaczy nic, podobnie bez znaczenia jest jej ból, cierpienie, przerażenie i uczucie pustki, której niczym nie może zapełnić. Charakterystyka postaci zawiera się w zaledwie kilku zdaniach zamienionych z Mattem (George Clooney): praca w szpitalu, badania nad technologią, która ma służyć ludziom, strata dziecka, samotność i monotonia codzienności. Nic więcej – a jednak to wystarczy, aby zrozumieć, dlaczego Ryan traci wolę życia i wolę walki. Przeciwności stawiane przed nią po katastrofie promu – podobnie jak na Ziemi – mnożą się i nie widać ich końca. Gdy jeden problem zostaje rozwiązany, pojawia się następny. Wszystko zdaje się zmierzać do nieuchronnego końca. Kobieta nie może się pogodzić z tym, że zginie. Nie może też pogodzić się ze swoim życiem, pustym i bez wartości. Poddaje się. Czując lęk i bezsilność, z milczącym sprzeciwem oddaje się przestrzeni na własność.

Tu jednak pojawia się drugi sens zdania Don’t let go! – Nie odpuszczaj! Nie poddawaj się! Walcz!

Słowa te dodają bohaterce odwagi, ratując ją przed śmiercią. Dzieje się tak wiele razy… Bo walka w kosmosie toczy się na każdym kroku. Teraz jednak Ryan znajduje w sobie siłę, by przeciwstawić się losowi: w kosmosie i na Ziemi. Uświadamia sobie, że jest gotowa zarówno na śmierć, jak i na życie. Obie postawy – jak się okazuje – wymagają niezwykłej odwagi. I choć do ostatniej chwili nie wiemy, jak zakończy się walka Ryan, to od momentu przemiany patrzymy na bohaterkę jak na osobę, która wygrała życie. Nie jest istotne, czy kobieta przeżyje, czy zginie. Wiemy już, że potrafiła zawalczyć o siebie. Osiągnęła pełnię człowieczeństwa, doceniając wartość życia i godząc się na jego utratę. (Niektórzy dostrzegają w filmie elementy przywodzące na myśl motyw narodzin lub motyw dziecka, m. in. ułożenie ciała Ryan w pozycji embrionalnej po wejściu do stacji kosmicznej, kołysanka śpiewana przez radio i śmiech dziecka, wyjście z wody i pierwsze niezdarne kroki na plaży).

Film Alfonso Cuarona można odczytywać jako przypowieść o odzyskaniu woli życia. Ryan reprezentuje w niej każdego człowieka – z jego wadami, lękami i marzeniami. Poczucie kruchości wobec świata – w filmie zwielokrotnione dzięki zastosowaniu kosmicznej przestrzeni – osłabia wolę życia. Kolejne problemy, nieszczęścia, rozczarowania mogą prowadzić do klęski. Tu z pomocą przychodzą inni ludzie – równie słabi, choć niekiedy patrzący z odmiennej perspektywy, co sprawia, że dzielą się radą i doświadczeniem – jak Matt, który w kosmosie spędził dużo więcej czasu niż jego koleżanka. W końcu jednak człowiek zostaje sam wobec zagadki bytu. Jeśli wzbudzi w sobie wolę życia, wygra je. Jeśli się podda, poniesie porażkę. Trzeba zaakceptować swoje życie takie, jakim jest, ale też należy zaakceptować jego kres. Wtedy dopiero będziemy w pełni gotowi, aby zacząć od nowa budować swój świat.

Ogromne wrażenie zrobiła na mnie ostatnia scena filmu, w której bohaterka po wyjściu z morza, do którego wpadła kapsuła ratunkowa, podnosi się ostatkiem sił. Grawitacja, której nie czuła przez ostatnich kilka dni, przyciąga ją do ziemi, nie pozwala wstać. Wszechświat, który niedawno chciał kobietę porwać i zabrać daleko od Ziemi, raz jeszcze próbuje ją pokonać, tym razem przyciągając z całej siły do planety. Ryan stoczy swoją ostatnią walkę w tym akcie – i wygra ją. Z uśmiechem wyrażającym determinację i pewność siebie podejmuje ogromny wysiłek i staje mocno i pewnie na piasku – wyprostowana i szczęśliwa, że oto odzyskała swoje życie. Zastosowanie w tym ujęciu żabiej perspektywy sprawiło, że patrząc z dołu na postać Ryan, widzimy kobietę silną, dumną i mającą poczucie własnej wartości. Do tej pory wszechświat „patrzył” na nią z góry. Teraz to ona spogląda na Ziemię (przedstawiciela wszechświata), zwyciężając siłę grawitacji.

James Cameron docenił dzieło Cuarona za wysoki poziom realizacji efektów w technologii 3D. Inni podziwiają zdjęcia Ziemi i kosmosu Emmanuela Lubezkiego, jeszcze inni chwalą muzykę Stevena Price’a (choć w pierwszej części filmu jest jej o wiele za dużo). Ja jednak zapamiętam ten obraz jako przypowieść o odzyskaniu woli życia. Bo choć sceny kosmicznych kolizji są spektakularne, a rozmach realizacyjny ogromny, to tak naprawdę najważniejsza jest myśl, którą wyrażono w prostych słowach: Don’t let go!

Polecam recenzję muzyki Stevena Price’a.

2 komentarze

  • Emilia

    Interpretacja tego filmu mnie zachwyciła i podała mi argumenty do obrony tego filmu wśród znajomych.Wielu bowiem uważa ten film za typowo amerykański obraz katastroficzny z happy endem. Ja jednak odbieram go inaczej. „Don’t let go”, które przeczytałam na blogu ukazuje mi, że film ma ważne dla mnie osobiście przesłanie. Nie pamiętałam tego hasła po filmie, ale wiem, że doskonale obrazuje moje motto życiowe. Teraz wiem, że ten film i jego przesłania wpada w kanon moich kultowych i ulubionych filmów.

  • Ikalia

    Piękna interpretacja! Jestem pod wrażeniem 🙂 Oby „Grawitacja” na długo została w pamięci, bo to naprawdę niepowtarzalne przeżycie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.