James Newton Howard – relacja z koncertu w Warszawie Koncerty, Muzyka filmowa

Jadąc na koncert Jamesa Newtona Howarda do Warszawy, odczuwałam umiarkowany entuzjazm. Z jednej strony cieszyłam się na spotkanie z kolejnym kompozytorem, należącym do tych twórców, których nazwisko jest rozpoznawalne w świecie filmowej muzyki. Co więcej, każda możliwość wysłuchania koncertu z udziałem orkiestry, chóru i twórcy to dla mnie wielkie przeżycie. Przyznam jednak, że nie znałam zbyt dobrze filmografii Howarda, kojarzyłam go zaledwie z kilkoma tytułami, które albo za bardzo mnie przerażały, by ich słuchać (Osada, Znaki), albo pozostawiały obojętną (Igrzyska śmierci). Jak dotąd tylko trzy kompozycje Howarda poruszyły moją muzyczną wyobraźnię: dawno, dawno temu zakochałam się w ścieżce dźwiękowej do filmu Hidalgo – ocean ognia, zaś ostatnio wielokrotnie powracam do muzyki z obu części historii o Łowcy (Królewna Śnieżka i Łowca oraz Łowca i Królowa Lodu). Mając w pamięci wrażenia, jakie pozostały we mnie po ascetycznym, ale przejmującym koncercie Ennio Morricone i po wielkim show, jakie zaprezentował publiczności Hans Zimmer, nie liczyłam na to, że James Newton Howard mnie czymś zaskoczy.

I nie zaskoczył.

Zrobił jednak coś o wiele bardziej cennego – sprawił, że odkryłam jego muzykę i doceniłam prostotę formy, w jakiej podsumował 30 lat swojej artystycznej działalności.

Koncert 30 lat hollywoodzkiej muzyki otworzył krótki motyw pochodzący z filmu Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Ku mojej radości po tych dźwiękach Czeska Narodowa Orkiestra Symfoniczna przeniosła nas do kraju, w którym Królewna Śnieżka odzyskuje władzę, pokonując z pomocą dzielnego Łowcy złą Królową. Suita złożona zarówno z lirycznych, jak i monumentalnych tematów, utrwaliła moją miłość do tych chłodnych, surowych, ale jakże pięknych brzmień. Kolejny temat, jaki usłyszeliśmy, pochodził z Igrzysk śmierci. Bezpośrednie spotkanie z tymi dźwiękami skłoniło mnie do ponownego przesłuchania ścieżek napisanych przez Jamesa Newtona Howarda do adaptacji powieści Suzanne Collins. Nie można się bowiem oprzeć urodzie tych kompozycji, mimo że sama fabuła i wizualna strona filmów nie zachwyciły mnie na tyle, by do nich wracać z sentymentem.

W dalszej części koncertu – po suicie z animacji Piotruś Pan – Howard zaprezentował kompilację tematów pochodzących z filmów M. Nighta Shyamalana. Duet reżysersko-kompozytorski stworzył wspólnie 8 filmów, a na warszawskiej scenie zabrzmiały fragmenty melodii pochodzących m.in. ze Znaków, Szóstego zmysłu czy Ostatniego Władcy Wiatru. Gdy wybrzmiały już te niepokojące nuty, czułam lekkie rozczarowanie. Spodziewałam się, że współpraca z Shyamalanem zostanie podkreślona nieco wyraźniej i że muzyka z ich najważniejszych filmów zostanie przedstawiona osobno, w szerszych fragmentach. Zamiast tego wysłuchaliśmy jednej suity łączącej kilka motywów. Nie można zaprzeczyć, że całość brzmiała fantastycznie, ale brakowało mi wyróżnienia innych tytułów, poza Znakami. Kompozytor zrehabilitował się jednak nieco później – ale o tym za chwilę. Przed finałowym utworem pierwszej części koncertu usłyszeliśmy jeszcze główny temat pochodzący z filmu Wyatt Earp.

Nagła zmiana nastroju i nasycenie ekranu i sceny ognistą barwą zwiastowało ten punkt koncertu, na który czekałam już od samego początku. Wiadomo było bowiem, że w związku z przyjazdem do Polski, James Newton Howard ogłosił konkurs na wykonanie piosenki z filmu Igrzyska śmierciThe Hanging Tree. Wokalistka, która zachwyci kompozytora swoją interpretacją, miała wystąpić obok Howarda i orkiestry podczas koncertu. I tak się stało. Piosenkę, wykonywaną w filmie przez Jennifer Lawrence, zaśpiewała na scenie Michalina Olszewska, zdobywając wielkie uznanie publiczności.

Po przerwie zajrzeliśmy na chwilę do pradawnego świata za sprawą muzyki z animacji Dinozaur, a zaraz po niej zdarzyło się coś, z czym nie spotkałam się jak dotąd na żadnym z koncertów. James Newton Howard, opowiadając dość żartobliwie o trudnym procesie tworzenia muzyki do filmu Petera Jacksona pt. King Kong, zaprezentował najpierw długą scenę spotkania monstrum z aktorką na ulicy Nowego Jorku – bez muzyki – by za chwilę pokazać ją ponownie, tym razem z udziałem orkiestry. Takie rzeczy działy się jak dotąd wyłącznie podczas spotkań z kompozytorami na festiwalach w Krakowie, Poznaniu lub Łodzi, albo na warsztatach dla młodych kompozytorów i zainteresowanej publiczności. Howard wplótł zaś elementy typowe dla master class w strukturę koncertu, co okazało się rewelacyjnym zabiegiem. Wiele można opowiadać o roli muzyki w zetknięciu z obrazem, o tym, jak buduje ona nastrój, jak podsyca emocje i jak podkreśla dramatyzm lub komizm sceny. Howard jednak nie tylko o tym powiedział, ale i to pokazał – oraz pozwolił nam usłyszeć, jak muzyka wpływa na odbiór obrazu. Był to drugi – po występie Michaliny Olszewskiej – najciekawszy punkt tego wieczoru. Ale nie ostatni.

Po pogodnej kompilacji tematów pochodzących z komedii romantycznych zilustrowanych muzyką Jamesa Newtona Howarda (m.in. z Pretty Woman) zabrzmiał fragment ścieżki, która dla mnie okazała się największym odkryciem tego wieczoru. To kompozycja do filmu Cedry pod śniegiem. Łagodne smyczki, solo na skrzypcach, potem mocny chór i głośne bębny – tak stopniowane napięcie przy pięknej melodii sprawiło, że chyba wszyscy poczuliśmy dreszcze. A ja do dziś zadaję sobie pytanie – jak mogłam dotąd nie znać tej muzyki?!

Pisałam wcześniej – w odniesieniu do współpracy z M. Nightem Shyamalanem – że James Newton Howard zrehabilitował się wobec publiczności. Miałam na myśli następny punkt wieczoru, jakim było fenomenalne wykonanie partii skrzypiec, którą słyszymy w filmie Osada. Doskonały warsztat skrzypaczki wydobył z melodii niezwykłe piękno, a jednocześnie przywołał niepokojący nastrój, jaki towarzyszy historii opowiedzianej w dramacie.

Kolejna nieoczekiwana zmiana atmosfery nastąpiła wraz z opowieścią kompozytora o jego współpracy z Eltonem Johnem(!). Za pomocą dowcipnej animacji, komentowanej na żywo przez Howarda, artysta przedstawił okoliczności swojego spotkania z brytyjskim piosenkarzem i opowiedział o początkach swojej muzycznej kariery. Urzekła mnie w tej wypowiedzi prostota i dystans, z jakimi James Newton Howard mówił o sobie. Nie było w tej historii ani jednej nuty fałszywej skromności. Co więcej – gdy kompozytor usiadł przy fortepianie i zagrał utwór pochodzący z jego solowej płyty, udowodnił, że jest nie tylko świetnym kompozytorem, ale też uzdolnionym pianistą.

Koncert zmierzał ku końcowi, ale zdarzyła się jeszcze jedna rzecz, która uczyniła go wyjątkowym wydarzeniem. Mam na myśli niesamowity występ solistki, która w porywający sposób wykonała utwór ze ścieżki do filmu Krwawy diament. Pochodząca z Afryki, ubrana w etniczny strój artystka, zachwyciła nie tylko niezwykłą barwą głosu, ale również gestami i sposobem poruszania się na scenie. Miało się wrażenie, że śpiewa ona całym ciałem. Trzeba przyznać, że wokalistka na dłuższą chwilę skradła show Jamesowi Newtonowi Howardowi…

„To byłoby piękne, gdybym ja coś zaczął, a tym byś to dokończył…” – tak powiedział ponoć kiedyś Hans Zimmer do Howarda, mając oczywiście na myśli pracę przy kolejnej ścieżce dźwiękowej. James Newton Howard bardzo ciepło wypowiadał się na temat współpracy z Zimmerem, podkreślając, że oprócz relacji zawodowych łączy ich wieloletnia przyjaźń. Efektem wspólnych działań jest między innymi ścieżka dźwiękowa do filmu Mroczny Rycerz. Kompozytorzy „podzielili” się zadaniami. Zimmer stworzył temat Jokera, zaś James Newton Howard napisał motyw Harveya Denta. I ten właśnie fragment – mocny, dynamiczny, noszący wyraźne znamiona wpływu niemieckiego kompozytora, usłyszeliśmy tuż przed wielkim finałem koncertu.

Żegnając się z publicznością, James Newton Howard życzył nam, by nasze życie było wypełnione muzyką i miłością. Tłumacząc zaś wybór ostatniego utworu, wyjaśnił, że jest to temat mówiący o uzdrawianiu i o odbudowywaniu świata, co w dzisiejszych czasach jest tak bardzo nam potrzebne. I faktycznie – sekwencja pochodząca z filmu Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć przedstawiała działanie czarów, dzięki którym zburzone budynki i zniszczone ulice odzyskiwały swój dawny kształt, a ludzie na nowo mogli się poczuć bezpieczni. Wzruszyła mnie ta chwila. Bez zbytecznych apeli o jedność i pokój, i bez banalnych monologów diagnozujących naszą trudną rzeczywistość, pełną cierpienia i rozłamów, James Newton Howard zrobił coś, co artysta może zrobić najlepiej – pokazał, że sztuka, a w tym przypadku muzyka i film, może zmieniać świat. Oczywiście, nie za sprawą magii, ale za sprawą działań pojedynczych ludzi, którym zależy na pokoju i miłości. Howard nie powiedział na ten temat ani słowa, ale wymowa finału koncertu była wyraźna – tak aktualna, a jednocześnie tak subtelna. I do tego doskonale wpisana w kompozycję całego wydarzenia. Przecież pierwsze nuty, jakie usłyszeliśmy podczas tego koncertu, pochodziły właśnie z filmu Fantastyczne zwierzęta… Aby utrwalić przekonanie o tym, że lepiej nam żyć w zgodzie i działać dla dobra innych, Czeska Narodowa Orkiestra Symfoniczna wraz z chórem pod dyrekcją Jamesa Newtona Howarda wykonała na bis przepiękny temat z filmu Czarownica, ukazujący świat w baśniowych kolorach, pełen radości, nadziei i wiary w dobro.

Opuszczając salę Torwaru po pierwszej części koncertu, nadal czułam pewien niedosyt, zbliżony do tego „umiarkowanego entuzjazmu”, z jakim wchodziłam na płytę główną. Druga połowa wydarzenia okazała się jednak dużo bardziej emocjonująca i pozwoliła mi zanurzyć się w świat muzyki Jamesa Newtona Howarda, mimo pewnych niedociągnięć, które absolutnie nie leżały po stronie artysty.

Być może ogólne wrażenia po koncercie studziła oprawa zewnętrzna wydarzenia. I nie mam tu na myśli kwestii technicznych. Światła jak zawsze na tego typu imprezach spełniały swoją rolę, klipy prezentowane podczas wykonywania utworów dopasowane były do zmieniającego się nastroju muzyki (choć kilkakrotnie zdawało się, że obraz się zawiesił), zaś nagłośnienie nie budziło moich większych zastrzeżeń. Duże wątpliwości budził jednak sam wybór miejsca koncertu, ponieważ hala Torwaru nie ma tej wyjątkowej atmosfery, która towarzyszy koncertom muzyki filmowej choćby w halach Areny (w Krakowie czy w Gdańsku). Mówiąc wprost – czułam pewne zażenowanie, oglądając mało estetyczne wnętrza sali, a do tego – puste trybuny. Jeszcze na miesiąc przed koncertem obawiałam się, że wydarzenie zostanie odwołane ze względu na zbyt małe zainteresowanie. Publiczność zgromadzona w Warszawie zmieściła się na płycie głównej i na widowni, która zajęta była na szerokość sceny. Wszystkie miejsca po lewej i prawej stronie – od samego dołu do najwyższych rzędów – były puste. Podobna sytuacja zdarzyła się dzień wcześniej w Krakowie. Wygląda więc na to, że organizatorzy koncertów Jamesa Newtona Howarda, zachęceni popularnością muzyki Ennio Morricone czy Hansa Zimmera, liczyli na podobne zainteresowanie występami Howarda. Nie dziwi mnie sam fakt niskiej frekwencji, a raczej wybór miejsc, w których odbyły się koncerty. Zupełnie inne wrażenie pozostałoby po tych wydarzeniach, gdyby odbyły się one w mniejszej, a bardziej estetycznej sali, w której czulibyśmy kameralny charakter imprezy.

Nie można jednak powiedzieć nic, co podważyłoby wartość artystyczną występu Jamesa Newtona Howarda. Logiczna kompozycja poszczególnych segmentów wieczoru, swobodna i bezpretensjonalna konferansjerka, zaprezentowana przez artystę, rewelacyjna orkiestra, wspaniały chór, świetne solistki i kilka wyjątkowych momentów – a przede wszystkich przepiękna muzyka filmowa – sprawiły, że koncert 30 lat hollywoodzkiej muzyki zaliczam do jednego z najlepszych wydarzeń filmowo-muzycznych, w jakich brałam do tej pory udział.

_____________________________________

Instagram: @klubfilmowy
Twitter: @klubfilmowy
Pinterest: Klub Filmowy Obraz i Dźwięk
_____________________________________

Dodaj komentarz