Operator filmowy – mam głos! Kreacja obrazu, Spotkania

Ostatnie spotkanie w ramach warsztatów organizowanych przez Fundację Tumult w Toruniu pod nazwą „Jak patrzeć, żeby zobaczyć?” uświadomiło mi, jak ogromną rolę w procesie tworzenia filmu pełni operator filmowy. Powszechnie uważa się, że jest to osoba, która trzyma kamerę, włącza ją, gdy reżyser krzyknie: „Akcja!” i wyłącza, gdy ten krzyknie: „Cięcie!”. Nic bardziej mylnego. Osoba trzymająca kamerę to należący do pionu operatorskiego szwenkier, którego pracą kierują operator i reżyser. Sam operator zaś ma wpływ między innymi na rodzaj i intensywność oświetlenia, kolorystykę, scenografię, a niekiedy nawet na miejsce i przebieg sceny. W środowisku filmowym mówi się, że reżyser i operator są jak małżeństwo. Jeden jest ojcem, drugi matką dzieła filmowego. Zanim rozpoczną się zdjęcia, obaj wraz ze scenarzystą tworzą scenopis (choć według niektórych nie zawsze on powstaje) i wykonują dokumentację w miejscach, które potencjalnie będą ośrodkami akcji. Dopiero wtedy, po długich pracach przygotowawczych, ekipa przystępuje do kręcenia zdjęć.

Rolę operatora filmowego w ostatnim czasie bardzo mocno wyeksponował Międzynarodowy Festiwal Sztuki Autorów Zdjęć Filmowych Camerimage (obecnie pod nazwą Plus Camerimage). Wielka szkoda, że Camerimage nie odbywa się już w moim kochanym mieście, ale nie tracę nadziei i wciąż wierzę w powrót festiwalu w mury gotyku.
Od 1993 roku Toruń, Łódź, a obecnie Bydgoszcz odwiedziły największe sławy sztuki filmowej. Impreza ta dowiodła, że film ma kilku autorów. Jest owocem pracy zespołu, w którym ogromne znaczenie ma współpraca i wspólna wizja artystyczna. To nic, że Oscara za najlepszy film odbiera producent. Za sukces filmu odpowiada przede wszystkim reżyser, scenarzysta i operator.
Wracając do pracy tego ostatniego – świetnie opowiadał o niej gość warsztatów w Tumulcie, Arkadiusz Tomiak. Jest on autorem zdjęć do filmów Żurek, Symetria, Palimpsest, Enen, Kołysanka, Daas oraz Obława – prezentowanego do tej pory jedynie na festiwalu w Gdyni – oraz we fragmentach na warsztatach w Toruniu. Ale o tym następnym razem…

 

Dodaj komentarz