Camerimage,  FESTIWALE,  FILMY

HAHUT Ryszarda Kruka

Film Ryszarda Kruka miał być zapisem podróży na Spitsbergen i obserwacją pracy badawczej na stacji Hahut. Okazało się jednak, że ze względu na szczególne okoliczności reżyser zdobył materiał, który wykracza poza kwestie związane z badaniem klimatu.

Hahut to nazwa stacji polarnej prowadzonej przez Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu. Placówka znajduje się w północnej części nadmorskiej równiny Kaffiøyra (Równina Kawowa), na północno-zachodnim Spitsbergenie, największej z wysp arktycznego archipelagu Svalbard. To najdalej na północ wysunięta polska jednostka badawcza.

Kierownikiem stacji jest dr hab. Ireneusz Sobota, profesor UMK, szef Centrum Badań Polarnych. W ciągu ostatnich dwóch dekad brał on udział w ponad trzydziestu wyprawach badawczych. Podczas ostatniej z nich, w 2020 roku, profesorowi oraz glacjologowi Marcinowi Nowakowi towarzyszyła kamera dokumentalisty Ryszarda Kruka.

To mój pierwszy dokument, w którym bieżące wydarzenia aż tak mocno wpłynęły na zmiany w scenariuszu i bieg narracji. Puste lotniska, odczuwalny niepokój, izolowanie ludzi na kwarantannach, a na koniec znikające błyskawicznie lodowce. Określenie, że Ziemia to zespół naczyń połączonych, nabrało kolejnego znaczenia – tak reżyser podsumowuje pracę nad filmem.

I rzeczywiście – zanim ekipa dotrze na stację polarną, będzie nagrywać puste terminale, zamknięte kioski i ekrany z reklamami, których nikt nie ogląda. W drodze z lotniska słyszymy o francuskim statku pasażerskim zawróconym do kraju z powodu zakażeń. Potem kwarantanna – w ciasnym domu przypominającym barak, z zepsutą toaletą i zakazem wychodzenia poza wyznaczony teren. Człowiek, który przywoził zakupy, w chwili otwarcia drzwi odskakuje jak najdalej, jakby w domu panowała zaraza… Bo właśnie o przywiezienie koronawirusa byli podejrzewani członkowie wyprawy, którzy pojawili się w mieście tuż po tym, jak Polska znalazła się w grupie „czerwonych” krajów, dotkniętych gwałtownym wzrostem zachorowań na Covid19.

Preludium zadziwienia

W trakcie oglądania scen, w których naukowcy i filmowcy bezczynnie czekają na zakończenie kwarantanny, ogarnia widza zdziwienie. Najpierw dziwimy się, jak w ogóle takie rzeczy mogły się dziać – maseczki na wolnym powietrzu, zakaz wychodzenia poza ogrodzony teren, brak kontaktu z innymi mieszkańcami, przekazywanie zakupów na odległość, przymusowa bezczynność i izolacja. Potem dziwimy się, jak szybko zapomnieliśmy o tym, że ta rzeczywistość, zarejestrowana dwa lata temu na dalekiej Północy, dotyczyła również nas, ludzi mieszkających w centrum Europy. I jak bardzo zmieniła nasze życie – zabierając nam bliskich, pozbawiając poczucia bezpieczeństwa, nadwerężając zdrowie i redefiniując nasze wartości i przyzwyczajenia…

Ten pierwszy akt filmu Hahut pozornie wydaje się być oderwany od dalszego ciągu opowieści. Okazuje się jednak, że jest to udane, choć nieplanowane preludium do historii o zmianach, jakie dotyczą każdego z mieszkańców Ziemi.

Dane mówią wszystko

Celem wyprawy na Spitsbergen było zebranie i analiza danych zarejestrowanych przez sprzęt, zamontowany przez naukowców podczas poprzedniej wizyty w stacji. Uczestniczymy zatem w długiej drodze do punktów, w których rozmieszczone były czujniki. Na początku gubimy się nieco w terminologii naukowej, ale już wkrótce zaczynamy rozumieć, że nerwowe spojrzenia na ekran laptopa, urywane rozmowy i opuszczone ramiona świadczą o tym, że dane zebrane z aparatury nie są optymistyczne. Średnia temperatura powietrza według ostatnich pomiarów wzrosła gwałtownie do 7 stopni Celsjusza, we wrześniu na Lodowcu Waldemara lato było najcieplejsze od 1975 roku, zaś jego czoło drastycznie się cofa – o 3-4 metry rocznie. Nie jest dobrze. I fatalnie to wróży dla przyszłości planety.

Omawiając wyniki pomiarów, świadczące o niekorzystnych zmianach klimatycznych, bohaterowie filmu Ryszarda Kruka unikają banałów i górnolotnych sformułowań. Przeciwnie, nie raz wyrywa się profesorowi soczyste słowo, które trafnie komentuje destrukcyjne efekty działań człowieka.

Ginące piękno

Poruszając wątek ekologiczny, Ryszard Kruk pokazuje jednocześnie piękno arktycznych krajobrazów. Dzięki wykorzystaniu dwóch dronów do kręcenia ujęć z lotu ptaka, reżyser (jednocześnie autor zdjęć) odkrywa magię lodowca i uwydatnia jego malownicze barwy i kształty. W niesamowitych kadrach oglądamy polarne zwierzęta, brunatną ziemię poprzecinaną strugami wody, która kiedyś była częścią lodowca, czy srebrno-biały lód i błękitne niebo.

W tym właśnie tkwi najmocniejsza strona filmu Kruka: zderzenie nieskazitelnego piękna i surowości odwiecznych lodowców z ich przemijalnością i kruchością, do których przyczynił się człowiek. Na własne oczy obserwujemy to, co właśnie bezpowrotnie tracimy. Umieranie lodowców niesie zaś bezpośrednie konsekwencje dla klimatu całej Ziemi. Może więc warto coś z tym zrobić? Może nareszcie warto właściwie odczytać polecenie wydane pierwszym ludziom przez Stwórcę? Czyńcie sobie ziemię poddaną nie oznacza przecież „korzystajcie, eksploatujcie, wyniszczajcie”, lecz „opiekujcie się nią… waszą ziemią”…

Film Ryszarda Kruka zakwalifikował się do sekcji Dokumentalnych Pokazów Specjalnych podczas jubileuszowej, 30. edycji Festiwalu EnergaCAMERIMAGE w Toruniu.

[Zdjęcia – kadry z filmu Hahut, reż. Ryszard Kruk – za zgodą autora]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.