Festiwal Filmowy w Gdyni,  FILMY,  Kamera Akcja,  Konfrontacje Filmowe

IO Jerzego Skolimowskiego

Film Jerzego Skolimowskiego to piękna i zarazem gorzka przypowieść o kondycji współczesnego świata. Piękna, bo nakręcona z czułością i artystycznym smakiem; gorzka – bo w warstwie dosłownej ludzie wypadają w niej jako oprawcy (nie tylko wobec zwierząt), a w warstwie metaforycznej – jako straceńcy.

UWAGA! W tekście zdradzam zakończenie filmu. Jeśli wolisz najpierw obejrzeć Io, wróć do artykułu po seansie.

Zapytany o to, czy choć przez chwilę historia osiołka Io miała mieć szczęśliwszy koniec, reżyser przyznał, że ani na chwilę nie przyszło mu to do głowy: Chcieliśmy widzem wstrząsnąć, szarpnąć jego sumieniem. I tak też czułam się po seansie: wstrząśnięta i z poczuciem winy. Podczas napisów końcowych mało kto wstał od razu z kinowego fotela. W ciemnej sali, w której przed oczami przebłyskiwały co dopiero widziane obrazy, zdawał się słyszeć niemy krzyk: ale jak to?!

Prawdziwa bajka

Zaskoczenie, jakiego doznaje widz w finale opowieści, bierze się przede wszystkim stąd, że cała historia przypomina bajkę. A w takich opowieściach – przynajmniej w potocznym rozumieniu – wszyscy powinni żyć długo i szczęśliwie. Mamy zatem bohatera zwierzęcego, czyli osła. Mamy alegorię, która każe nam odczytywać historię na dwóch płaszczyznach – dosłownej i metaforycznej. I w końcu – odnajdujemy morał (tu nawet kilka). Zapominamy jednak o tym, że w tradycyjnej bajce los bohaterów często bywa tragiczny. Wystarczy spojrzeć na doskonałe w swej formie i treści XVIII-wieczne utwory Ignacego Krasickiego, gdzie wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły (Przyjaciele), a władczy lew, nie mogąc znieść słusznej krytyki lisicy, zagryzł ją (Lew pokorny).

Tak też dzieje się z naszym osiołkiem. Jego los jest bajkowy – ale nie w takim znaczeniu, w jakim byśmy sobie życzyli…

IO znaczy JA

Towarzysząc osiołkowi w jego trudnej, samotnej i niebezpiecznej wędrówce, zaczynamy się do niego przywiązywać. Postrzegamy świat z perspektywy zwierzęcia dzięki fenomenalnym ujęciom kamery, która zdaje się patrzeć jego oczami (porażająca jest scena, w której Io wieziony w zamkniętej przyczepie obserwuje z wnętrza pędzące konie!). Długie, bliskie i statyczne ujęcia skupione na sylwetce i zachowaniu osła czy głośny oddech, który przyśpiesza w dramatycznych chwilach sprawiają, że traktujemy bohatera z czułością, niemal współ-odczuwamy jego stany emocjonalne.

Nie boję się używać określenia „emocje” w kontekście zwierzęcia, bo jeśli przyjmiemy, że film Skolimowskiego oparty jest na wspomnianej wcześniej alegorii (a taki sposób odczytania jest mi najbliższy), to dostrzeżemy, że osiołek jest uosobieniem człowieka – czuje, myśli i reaguje na otoczenie, tak jak ludzie. Tezę tę potwierdza też wypowiedź Ewy Piaskowskiej, producentki i współscenarzystki filmu, która stwierdziła podczas jednego ze spotkań, że zamiarem twórców było upodmiotowienie osiołka. Nawet imię Io oznacza w języku włoskim Ja, co tym bardziej nadaje bohaterowi podmiotowości (choć to już raczej moja własna interpretacja, bo angielska wersja tytułu – Eo – i wypowiedzi reżysera sugerują, że imię jest po prostu onomatopeją naśladującą ryk osła).

Pewne jest to, że trudno nie dostrzec w losach i postawie zwierzęcego bohatera zachowań właściwych człowiekowi. Bo Io – tak jak my – obserwuje świat i nie rozumie go; rzadko doświadcza odrobiny czułości, bo zazwyczaj doznaje okrucieństw i cierpień; jest narażony na pogardę i obojętność innych zwierząt i na bezwzględność ludzi. Ciągnie za sobą wóz, którym raz pomyślnie dowiezie ładunek, a innym razem przewróci regał czy uderzy w luksusowy samochód. Może on być jedynie biernym uczestnikiem, co często stawia go na pozycji ofiary, lub – cichym mścicielem. Osiołek – jak każdy z nas – z uporem i mimo wszystko dąży do szczęścia (poszukuje opiekunki z cyrku, która jako jedyna okazała mu dobroć). Jego los zaś kończy się nagle i po prostu. W takim ujęciu film Skolimowskiego zbliża się do formy powiastki filozoficznej, w której pobrzmiewają echa egzystencjalizmu czy myśli Schopenhauera.

Człowiek człowiekowi…

W warstwie metaforycznej osioł-człowiek budzi współczucie i litość. Dosłowny obraz gatunku ludzkiego jest jednak zupełnie odwrotny. Pobieżnie zarysowane historie ludzi spotykanych przez Io we wszystkich przypadkach (poza opiekunką z cyrku, niepełnosprawnymi dziećmi i weterynarzem) przekonują nas do tego, że jesteśmy utrapieniem świata. Lekceważenie, okrucieństwo, śmieszność, wykorzystywanie słabszych, brak szacunku dla siebie nawzajem, łamanie przyrzeczeń i wszelkich praw – tych ustalonych przez nas samych i tych ustanowionych przez naturę – oto nasze przywary. W oczach Io człowiek człowiekowi nie jest nawet wilkiem, bo wilk nie zabija dla kaprysu, tylko po to, by przetrwać.

Nie mogę uwolnić się od skojarzenia tego wątku z obrazem Pietera Bruegela Dwie małpy i wierszem Wisławy Szymborskiej Dwie mały Bruegla. W utworze noblistki nawiązującym do dzieła niderlandzkiego malarza egzamin z historii ludzkości jest trudny do zdania nie dlatego, że brakuje zdającemu wiedzy, tylko dlatego, że prawda o naszych dziejach jest okrutna: to historia zniewalania człowieka przez człowieka.

[…]

Ją­kam się i brnę.

Mał­pa, wpa­trzo­na we mnie, iro­nicz­nie słu­cha,
dru­ga niby to drze­mie —
a kie­dy po py­ta­niu na­sta­je mil­cze­nie,
pod­po­wia­da mi
ci­chym brzą­ka­niem łań­cu­cha.

W Io Skolimowskiego ludzie gnębią lub zabijają innych ludzi (brutalny atak kiboli na kibiców przeciwnej drużyny, scena na parkingu przy autostradzie), łamią zasady moralne (młody ksiądz i jego macocha) i znęcają się nad zwierzętami (pobicie osiołka czy farma z lisami). Są źli do szpiku kości. I nadal rządzą tą planetą.

Paradoksalnie, oba obrazy człowieka – jako budzącej litość jednostki zagubionej w świecie (w ujęciu metaforycznym) i jako pozbawionego skrupułów władcy tego świata (w warstwie dosłownej) – w filmie Skolimowskiego wybrzmiewają równie głośno i dosadnie.

Paradoks odbioru

Paradoksem jest też to, w jaki sposób odbierany jest Io w różnych środowiskach filmowych. Z jednej strony Nagroda Jury w Cannes dla Jerzego Skolimowskiego, Cannes Soundtrack Award za ścieżkę dźwiękową dla Pawła Mykietyna i wytypowanie filmu jako polskiego reprezentanta w wyścigu o Oscary w kategorii Najlepszy Film Międzynarodowy. Z drugiej strony – brak jakiejkolwiek nagrody na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych, choć Io wyróżnia się przynajmniej na czterech płaszczyznach: scenariusza (Jerzy Skolimowski, Ewa Piaskowska), reżyserii (Jerzy Skolimowski), zdjęć (Michał Dymek, Paweł Edelman, Michał Englert) i muzyki (Paweł Mykietyn). Jaki komunikat wysyłamy do członków Amerykańskiej Akademii Filmowej, pomijając własnego kandydata w rozdaniu nagród na jednym z najważniejszych polskich festiwali filmowych? Pozostawiam pytanie bez odpowiedzi…


Film był pokazywany na Międzynarodowym Festiwalu Nowe Horyzonty we Wrocławiu i na przeglądzie Konfrontacje Filmowe; wyświetlany będzie również podczas gali zamknięcia Festiwalu Kamera Akcja w Łodzi.

Bardzo liczę na obecność Io w konkursie głównym na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym Camerimage w Toruniu. I oczywiście trzymam kciuki za oscarową nominację.

[Zdjęcie – kadr z filmu, materiały prasowe]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.