FILMY

„Excentrycy” oczami statystów – wywiad

Przy okazji premier filmowych dziennikarze rozmawiają najczęściej z reżyserem i z odtwórcami głównych ról. Czasem zdarzy się wywiad ze scenarzystą, a czasem – jeśli jest to film fantastyczny – pyta się specjalistów od efektów specjalnych o to, jak wyczarowali na ekranie coś, czego tak naprawdę nie ma. Rzadko jednak spotkać można wywiad, którego bohaterami byliby… statyści. A to wielka szkoda. W końcu ich rola – choć ledwo zauważalna, w rzeczywistości jest niezwykle istotna. Dzięki postaciom z tła kadry zyskują głębię, scena nabiera szczególnego charakteru, a sytuacja przedstawiona w danym momencie staje się bardziej wiarygodna.

Kilka miesięcy temu miałam okazję przeprowadzić wywiad z trójką młodych, pełnych energii i zapału ludzi, którzy wzięli udział w zdjęciach kręconych w moim pięknym Toruniu do filmu Janusza Majewskiego pt. Excentrycy. Obraz ten zdobył już na Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni nagrodę Srebrne Lwy oraz nagrodę za drugoplanową rolę męską (Wojciech Pszoniak) i mam przeczucie, że to nie koniec wyróżnień dla tego obrazu. Zabawna historia, rewelacyjna obsada (Maciej Stuhr, Sonia Bohosiewicz, Wojciech Pszoniak, Wiktor Zborowski, Paweł Królikowski) oraz świetna muzyka pozwalają sądzić, że będzie to kolejny solidnie zrealizowany polski film, który pokazuje jasną stronę życia, pełną słońca, barw i dźwięków.

Troje młodych ludzi, o których mowa, to osoby, z którymi mam przyjemność spotykać się niemal codziennie… w sali lekcyjnej. To moi uczniowie, maturzyści, którzy poza nauką (a uwierzcie mi – mają bardzo dużo pracy w szkole!) potrafią realizować swoje zainteresowania i pasje na innych polach – w szkole i poza nią. Odpowiadając na ogłoszenie ekipy filmowej, zgłosili się na casting i zagrali w kilku scenach kręconych w Ciechocinku i w Toruniu. O swojej przygodzie w roli statystów na planie filmu Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy opowiadają: Róża Popielarska, Marek Pawłowski i Mateusz Szypryt.

W środku: Róża Popielarska (Stary Rynek, Toruń)
W środku: Róża Popielarska (Stary Rynek, Toruń)

A.J. Skąd się wziął u Was pomysł, żeby zagrać w filmie?

R.P. Zobaczyłam na facebooku ogłoszenie, że organizowany jest casting do roli statystów w filmie Excentrycy. Stwierdziłam, że może to być fajna przygoda. Będę mogła zobaczyć „od kuchni”, jak się kręci film. Poszłam więc na casting i zgłosiłam się. Pierwszego i drugiego dnia ekipa nie potrzebowała tak dużej liczby osób, ale trzeciego dnia filmowcy musieli zaangażować wielu statystów, szczególnie chłopaków w naszym wieku. Napisałam więc do kolegów z mojej klasy, czy nie chcieliby wziąć udziału w zdjęciach. Marek i Mateusz się zgłosili.

A.J. A robiliście już coś takiego wcześniej?

Wszyscy: Nie mieliśmy takiej okazji.

A.J. A więc jest to Wasz filmowy debiut absolutny?

M.P. Kiedyś myślałem o czymś takim, ale jakoś do tej pory nie miałem okazji uczestniczyć w nagrywaniu zdjęć.

A.J. Jak wyglądał casting?

R.P. W Młodzieżowym Domu Kultury w kolejce stało około 40 osób. Pierwsza moja myśl był taka: „O rety, ile ja będę tam stać!”. Już miałam odchodzić, ale okazało się, że na rozmowę wchodzi po 30 osób do sali! Prowadzący poinformowali tylko zebranych o tym, kiedy odbywają się zdjęcia i jak trzeba przyjść ubranym. Dziewczyny miały mieć falowane włosy, chłopacy powinni być ogoleni i nie wolno im było mieć długich. Następnie stanęliśmy w kolejce do pani, która zapisywała w komputerze nasze dane. Później fotograf robił każdemu zdjęcie telefonem komórkowym. To było wszystko. Dzień przed zdjęciami osoba z ekipy dzwoniła do każdego statysty z informacją, że jutro odbywają się zdjęcia.

M.P. Na planie spotkałem mojego kolegę, co było dla mnie zaskoczeniem. On grał mniejszą rolę na planie, jednak był kimś więcej niż statystą. U niego casting wyglądał trochę inaczej. Wchodził sam na przesłuchanie i komisja prosiła go, żeby na przykład zagrał szafę. Albo żeby udawał rozmowę telefoniczną. To musiało być trudne. Kolega dostał rolę, choć nie wiadomo, czy scena znajdzie się ostatecznie w filmie.

Od lewej w tle: Marek Pawłowski, Mateusz Szypryt (Dwór Artusa, Toruń)
Od lewej w tle: Marek Pawłowski, Mateusz Szypryt (Dwór Artusa, Toruń)

A.J. Mieliście określoną postać, którą gracie, powiedziano wam, kim jesteście?

M.P. Byliśmy raczej tłem.

R.P. Ja raz byłam „widownią” w Ciechocinku. A w drugiej scenie pokazywano życie codzienne. I spośród tych wszystkich 200 statystów wybierano kilkanaście osób do scenek z życia codziennego. Mnie akurat wybrali do kupowania piwa. Nie wiem, dlaczego akurat do takiej sceny! Był tam jeszcze pan z wózkiem, ktoś kupował pączki. Scena rozgrywała się w parku. Miał to być dzień 1 maja. Później znów zagrałam na widowni. Trzeciego dnia mieliśmy przechodzić przez Rynek Staromiejski. Każdy miał wytyczoną trasę, którą miał się poruszać. Zrobiliśmy kilkanaście powtórzeń. Co chwilę statyści musieli wracać na swoje miejsca i cała akcja powtarzała się.

M.S. My graliśmy publiczność w czasie koncertu w Dworze Artusa. Nasza rola polegała na tym, że siedzieliśmy na krzesłach i biliśmy brawo. Niektórzy mogli wstać, wiwatować. Ta scena była powtarzana kilkanaście razy w ciągu dwóch godzin! Najpierw musieliśmy przejechać z Torunia do Ciechocinka. Tam zostaliśmy ucharakteryzowani i wróciliśmy do Torunia, gdzie długo czekaliśmy na zdjęcia, od godziny 10 do 14.

M.P. Podstawione zostały dwa autokary z Ciechocinka, które wracały od charakteryzacji. Ci, którzy przyjechali wcześniej, kręcili już jakąś scenę. My musieliśmy poczekać, aż ją zakończą.

A.J. Nie nudziło Wam się?

Wszyscy: Oj, strasznie!

R.P. Wcześniej nas ostrzegano, że rolą statysty w filmie niskobudżetowym jest długie oczekiwanie. I rzeczywiście tak było. Przez wiele godzin musieliśmy czekać na rozpoczęcie zdjęć. Niewiele się wtedy działo. To było bardzo męczące. Wrócę jednak na moment do sceny, w której graliśmy jako widownia. Wyglądało to dość śmiesznie. Ekipa chciała, by w kadrze pojawiło się jak najwięcej ludzi. Musieliśmy więc przesiadać się z jednego miejsca na drugie, tak aby nagranie z różnych perspektyw dało efekt tłumu. Przypuszczam, że kiedy obejrzymy już film, można będzie zobaczyć, że siedzimy w różnych miejscach, mimo że to będzie jedna widownia. Tego dnia statystów było chyba za mało. Drugi reżyser nieco się denerwował z tego powodu.

A.J. Czy mieliście kontakt z kimś z podstawowej ekipy?

M.S. Kontaktu z głównym reżyserem nie mieliśmy, ale była osoba wyznaczona do relacji reżyser – statyści, która wydawała polecenia.

R.P. Był jeszcze drugi reżyser i pewna pani, studentka 3. roku reżyserii. Chwilę z nią rozmawialiśmy. Odbywała praktykę. Dbała przede wszystkim o statystów. I oczywiście były osoby od strony producenta. Określona firma dbała o to, abyśmy mieli gdzie czekać i żebyśmy o odpowiedniej porze pojawili się na planie.

M.P., M.S. I dostawaliśmy jedzenie. Można było się najeść.

A.J. Czy graliście w senie, w której główni aktorzy byli w zasięgu wzroku? Robiło na Was wrażenie, że są to prawdziwi aktorzy, znani i rozpoznawalni?

M.P. Było to fajne przeżycie. Czasem nagle któryś z nich pojawiał się znikąd. Ale w końcu stwierdzam, że taki aktor to zwykły człowiek. Ma po prostu taką pracę. Jest też przyzwyczajony do tego, że ludzie na niego patrzą. Na mnie to nie wywarło jakiegoś wielkiego wrażenia. Chociaż uczucie jest ciekawe.

R.P. Pierwszego dnia, gdy chłopaków jeszcze nie było, pojawiło się wielu statystów. Widzieli oni znanego aktora po raz pierwszy. Był Maciej Sztur i Paweł Królikowski. Przybiegała do nich chmara ludzi. Aktorzy nie mieli tam życia! Każdy chciał mieć z nimi zdjęcie. Ale w następne dni już ta sytuacja się uspokoiła, aktorzy traktowani byli normalnie. Maciej Sztur powiedział któregoś dnia, że bardzo miło współpracuje się mu z nami. Aktorzy uśmiechali się do nas. Ich obecność była czymś naturalnym.

A.J. Co was najbardziej zaskoczyło podczas tej pracy?

M.P. Mnie najbardziej zaskoczyło to, że tak samo zwracano uwagę aktorom, jak i nam. Gdy zdarzyło się jakieś nieudane ujęcie, to mówiono o tym wprost zarówno do pana Sztura, jak i do nas. To była krótka piłka. Nie szczędzono krytyki nikomu. Gdy na przykład siedzieliśmy na widowni jak takie „kołki”, zamiast się bawić na koncercie – dawali nam do zrozumienia, że powinniśmy coś zmienić. To mnie najbardziej zaskoczyło.

R.P. Mnie zdziwiło, że sceny nagrywane były powoli. Wszystko było powolne, długo czekaliśmy na kolejne ujęcia. Nie wykonywano wielu powtórek. Wyglądało to jednak tak, że po każdym ujęciu była długa przerwa. I to mnie najbardziej zdziwiło. Myślałam, że jest to praca bardzej dynamiczna, a tu atmosfera była bardzo powolna. Choć zdarzały się bardziej żywe momenty. Sceny miały rozgrywać się w maju. A tu zachodziło słońce, bo pojawiały się chmury! Kamery nagrywały tylko wtedy, gdy świeciło słońce. W pewnej chwili rozległo się hasło: „Za 3 sekundy mamy słońce!” I wtedy nagrywaliśmy. Jak słońce zaszło, to znów trzeba było czekać i czekać, aż chmury przejdą.

A.J. Czy ktoś wziął od was namiary, żeby w przyszłości się do was odezwać?

M.S. Były osoby, które zbierały numery od wszystkich.

R.P. Na castingu podawaliśmy swoje dane: wzrost, długość włosów, wagę i kontakt. Wszystko powinno być w bazie agencji odpowiedzialnej za casting. Być może, gdy ekipa będzie kiedyś znowu nagrywać zdjęcia w Toruniu, to agencja odezwie się do tych osób, których dane już posiada. Wiem, że było tak podczas nagrywania scen do serialu Lekarze. Gdy nagrywano zdjęcia do pierwszej serii, zbierano dane statystów, a potem już kontaktowano się z osobami zarejestrowanymi podczas pierwszego sezonu.

A.J. Jakie były relacje miedzy statystami?

M.P. Ja spotkałem kolegę. Dzięki temu, że czekaliśmy na zdjęcia dość, długo, mogliśmy spokojnie porozmawiać. Było wesoło.

M.S. Czekając na kolejne sceny, musieliśmy jakoś zająć czas, więc siłą rzeczy trzeba było wychodzić do ludzi.

M.P. Albo spać!

M.S. Takie momenty też były!

R.P. Ja poznałam kilka koleżanek. I był profesor UMK wykładający filozofię. Mówił tak ciekawie, że wszyscy go słuchaliśmy, mimo że jako nastolatkowie powinniśmy mieć nieco inne tematy do omówienia! To była chyba najciekawsza znajomość, bo na co dzień nie poznaje się wielu ludzi, którzy tak dużo wiedzą i potrafią tak ciekawie opowiadać. Ten pan też był statystą, miał ok. 70 lat. Byłam naprawdę pod wrażeniem, że można tak ciekawie mówić na wiele tematów.

A.J. A zamierzacie jeszcze kiedy spróbować swoich sił w filmie?

Wszyscy: Tak!

A.J. Myślicie poważnie o aktorstwie w kontekście Waszej przyszłości, czy traktujecie to tylko jako przygodę?

M.P. Raczej nie wiąże z tym zawodem swojej przyszłości.

M.S. To raczej dorywcza praca.

R.P. To jest ciekawe zajęcie, ale raczej trudno się utrzymać się z gry aktorskiej, a na pewno jest to niemożliwe w przypadku statysty. Jeżeli jednak chodzi o przygodę, to myślę, że jeszcze raz kiedyś spróbuję.

A.J. A więc życzę Wam powodzenia!

Jak tu nie być dumnym z takich uczniów? Róży, Markowi i Mateuszowi życzę powodzenia nie tylko na maturze, ale i w przyszłych wyborach życiowych. Oby okazały się trafione i przyniosły im wiele satysfakcji. Jeżeli zaś któreś z nich odniesie sukces w aktorstwie, niezwłocznie poinformuję o tym fakcie Czytelników!

Premiera filmu Janusza Majewskiego została zaplanowana na 15 stycznia 2016.

Więcej informacji na temat produkcji znajdziecie na stronie www.filmpolski.pl.

_____________________________________

Facebook: Klub Filmowy Obraz i Dźwięk
Twitter: @klubfilmowy
Pinterest: Klub Filmowy Obraz i Dźwięk
____________________________________

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.