„Sherlock” BBC (S04E01) – (uwaga – spoilery!) Filmy

Tekst zawiera treści, które zdradzają fabułę!

Jeśli nie oglądałeś tego odcinka, zrób to jak najszybciej i wróć na www.klubfilmowy.com!

 

Warto było czekać dwa lata na chwilę, w której ekscentryczny detektyw i jego małomówny przyjaciel powrócą do swoich obowiązków. Pierwszy odcinek czwartego sezonu Sherlocka utrzymuje poziom poprzednich epizodów. Mamy tu bowiem nie tylko intrygującą sprawę kryminalną, związaną z rozbitymi popiersiami Margaret Thatcher. Holmes kontynuuje również swoją edukację emocjonalną i społeczną (między innymi za sprawą małej Rose Watson). Zaczyna się też mylić, co w przypadku sławnego detektywa było przecież rzadkością! W doskonałej jak dotąd postaci Johna odkrywamy zaś słabość, która pogłębia jego charakter (na szczęście nie jest to powrót do noszenia wąsów!). Najmocniejszym punktem odcinka jest natomiast zręcznie wprowadzony wątek z przeszłości Mary, który kończy się nie tak, jak byśmy chcieli (choć przecież zgodnie z wolą Artura Conana Doyle’a). Wszystkie ścieżki fabularne spójnie się łączą, wyrastając logicznie z minionych wydarzeń, a jednocześnie budując fundamenty przyszłych wypadków, na które wszyscy czekamy.

Akcja – podobnie jak w poprzednich odcinkach – prowadzona jest swobodnie i dynamicznie. Komizm, właściwy każdej serii, wprowadzony został poprzez zderzenie dziwnych zachowań Sherlocka z reakcjami otoczenia. Już pierwsza scena, w której Holmes informowany jest o zatajeniu prawdy na temat zabójstwa Magnussena (zabitego przecież przez detektywa w finale 3. odcinka poprzedniej serii), pokazuje, że Benedict Cumberbatch nie wyszedł z roli Sherlocka. Nadal potrafi być arogancki, irytujący do granic możliwości i nieprzystosowany do codziennych sytuacji. Mimo zapowiedzi (czy raczej mimo podejrzeń fanów), zgodnie z którymi czwarty sezon miał być bardziej mroczny, zdarzenia pierwszego odcinka – choć w większości poważne, a w finale wręcz tragiczne – wcale nie przytłaczają widza. Dzieje się tak za sprawą wartkich dialogów, irracjonalnych zachowań Holmesa, oczekiwania na pojawienie się Moriarty’ego i kilku zaskakujących zwrotów akcji.

Jak wiecie, Moriarty nie pojawił się w tym epizodzie. A płyta, którą odtwarza Sherlock w końcówce, wcale nie została przysłana przez jego arcywroga. Zabieg ten był – w mojej ocenie – puszczeniem oka do widzów i miał taki mniej więcej przekaz: Chcecie Moriarty’ego? Tęsknicie za nim? No to sobie jeszcze poczekacie! (tutaj słyszymy cichy chichot Moffata i Gatissa). Podoba mi się taka gra z odbiorcą. Oczywiście nie jest to jedyny moment w całym projekcie twórców Sherlocka, kiedy wręcz namacalnie doświadczamy ich złośliwości (którą widzowie przecież tak bardzo kochają!). Całe szczęście napięcie związane z tajemnicą Moriarty’ego wciąż rośnie, a pytanie, czy Jim przeżył strzał w głowę (i jak przeżył, jeśli rzeczywiście żyje) nadal pozostaje bez odpowiedzi. (Szczerze mówiąc, bardziej od tego wątku interesuje mnie kwestia Kobiety i to, czy Irene Adler pojawi się czwartym sezonie. Mamy na to jeszcze dwie szanse!)

Podobał mi się również sposób prowadzenia wątku Mary (którą Sherlock – wbrew swojemu charakterowi – nazwał przyjaciółką!). Może to dziwnie zabrzmi, ale skoro miała ona zginąć, powinna to zrobić właśnie w pierwszym odcinku nowego sezonu. Śmierć żony Johna nie została wymyślona przez Moffata i Gatissa. Bohaterkę uśmiercił Artur Conan Doyle, choć oczywiście nie on stworzył postać kobiety-szpiega. Tu mamy już do czynienia z inwencją dwóch szczęśliwie nam panujących Brytyjczyków. Mary w powieści była guwernantką (!), a przyczyna jej śmierci nie została dokładniej opisana. Rozwiązanie przyjęte przez twórców Sherlocka uważam jednak za właściwe i spójne z wydarzeniami, jakie zadziały się w poprzednich odcinkach. Przeszłość upomniała się o dawnego najemnika – a że była nim właśnie żona doktora Watsona i świeżo upieczona matka, to już lepiej zostawić bez komentarza.

Finał losów Mary będzie miał swoje konsekwencje w kolejnym epizodzie. Nie mam tu na myśli żałoby Johna. To jest rzecz oczywista. Śmierć Mary wprowadziła jednak głęboką rysę na trudnej, ale szczerej przyjaźni detektywa i doktora. „Miałeś nas chronić!” – wyrzuca z rozpaczą John, powołując się na przysięgę, którą złożył Sherlock „trojgu” kilka odcinków wcześniej. Bardzo mnie ciekawi, jak scenariusz rozwiąże ten problem… I jak Holmes wywiąże się z zadania, które zleciła mu z zaświatów Mary – „Uratuj Johna Watsona”…

Nowy odcinek Sherlocka utrzymuje wysoki poziom nie tylko w warstwie fabularnej (do czego zdążyliśmy się już przyzwyczaić). Na dobrym poziomie stoi również kwestia realizacji serialu. Dobre zdjęcia (po raz kolejny uległam urokowi Londynu uchwyconego nocą w odbiciu karoserii samochodów), świetna scenografia, ścieżka dźwiękowa – częściowo znana, ale zawierająca też nowe tematy, a także wizualne smaczki (np. sms-y czy napisy wyświetlane na ekranie obok bohaterów lub plakat na przystanku autobusowym, na którym widzimy twarz postaci z drugiego epizodu). Wszystkie te elementy sprawiły, że czwarty sezon Sherlocka rozpoczął się trzęsieniem ziemi. Czy zgodnie z zasadą mistrza suspensu, Alfreda Hitchcocka, napięcie będzie dalej nieprzerwanie rosło? Przekonamy się już wkrótce!

_____________________________________

Instagram: @klubfilmowy
Twitter: @klubfilmowy
Pinterest: Klub Filmowy Obraz i Dźwięk
_____________________________________

Dodaj komentarz